Gdy dziecko nie słucha rodziców

fot.123rf

Dziecko to doskonały barometr kondycji psychicznej rodzica. Wyczuwa emocje, szczególnie te negatywne, i odzwierciedla je swoim zachowaniem. Nasza ekspertka radzi, dlaczego czasem zamiast krzyczeć lub karcić, lepiej przyjrzeć się samemu sobie.
Mam dwuletniego syna i wychodzenie z nim na spacery jest dla mnie coraz większym stresem. Maciuś nie reaguje na moje uwagi i biegnie na oślep. Gdy go wołam, patrzy na mnie, a potem ucieka. Nie zatrzymuje się przed samochodem, ulicą, wpada na ludzi. Nic do niego nie dociera. Krzyczę za nim, tłumaczę, że nie wolno, że niebezpiecznie – bez skutku. Nie zaszły żadne zmiany w jego życiu, nie zaczął na nic chorować. Nie widzę żadnej psychologicznej przyczyny takiego zachowania. Kilka razy już się zdarzyło, że mimo ładnej pogodny przesiedzieliśmy cały dzień w domu, bo nie mam ochoty z nim wychodzić. Nie tylko się martwię, ale też mnie to frustruje. Nienawidzę spojrzeń ludzi, którzy uważają, że źle wychowuję dziecko. Co mam robić?

reklama

Przedstawiony przez Panią problem jest złożony i nie dotyczy wyłącznie zachowania Maciusia, ale też stanu Pani nerwów. Zachowanie dziecka bardzo często jest odbiciem ogólnej kondycji psychicznej opiekuna. To, że nie zaszły żadne widoczne zmiany, nie oznacza, że sytuacja emocjonalna Waszej relacji jest taka sama, jak kilka miesięcy temu. Pani synek wyczuwa brak rezerw psychicznych z Pani strony. Jest Pani przemęczona opieką nad nim, co wyraźnie widać po tym, jak odbiera Pani spojrzenia osób postronnych.

Po pierwsze – trzeba wesprzeć samą siebie. Na jakiś czas proszę powierzyć spacery komuś innemu. To, że Maciuś nie reaguje na Pani prośby, nie ma związku z tym, jak będzie współpracował z innym dorosłym. Nigdzie nie jest powiedziane, że mama musi sobie fantastycznie i zawsze o własnych siłach radzić ze swoim dzieckiem.

Po drugie – trzeba nauczyć dziecko zabawy w „stop”. Bawimy się tak, że każde z nas (najlepiej włączyć w to tatę, dziadków i gości) coś robi, a kiedy słyszy „stop”, zatrzymuje się bez ruchu. Bawcie się tak w domu, na podwórku, podczas posiłków. Bardzo się to przyda na spacerach.

Po trzecie – należy koniecznie zadbać o bezpieczną przestrzeń do zabawy. Spacer wzdłuż chodnika, przy ulicy, a nawet w parku jest dla dziecka frustrujący, bo cały czas musi uważać i ciągle czegoś nie może. Warto znaleźć plac zabaw czy park w pobliżu domu, żeby na ogrodzonym, bezpiecznym obszarze mogło bawić się tak dynamicznie, jak tylko potrzebuje.

Poza tym zawsze w domu czy na spacerze proszę nagradzać synka wyłącznie za dobre zachowanie – zachwycać się, kiedy Maciuś ładnie współpracuje, przychodzi zawołany, umie być rozsądny. Zasada jest taka: nagradzamy słowami, kontaktem fizycznym i uwagą. Dzieci chcą, żeby ich opiekunowie byli z nich zadowoleni, więc warto to wykorzystać.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »