Po co nam flirt?

123rf.com

Słodki i lekki jak beza, poprawiający samopoczucie jak czekolada – flirt to przepis na smaczne życie. I udany związek. Psychoterapeutka Katarzyna Miller twierdzi, że umiejętność flirtowania pokazuje także, na ile jesteśmy otwarci na innych, świadomi siebie i inteligentni emocjonalnie.
Flirt to błyskotliwa rozmowa o miłości, podsuwająca partnerowi pewne myśli, oceny uczuciowe czy sugestie – nie zawsze prawdziwe. Zmuszają one jednak do szybkiej orientacji, błyskawicznej riposty i zręcznej reakcji na każdą, najsubtelniejszą nawet uwagę” – pisała w latach 70. Michalina Wisłocka w swojej słynnej „Sztuce kochania”. Już wtedy ubolewała nad tym, że sztuka flirtu ginie. Czy flirt to przeżytek?

Ujmę to inaczej: flirt wymaga inteligencji, a już na pewno inteligencji emocjonalnej, empatii i zainteresowania drugim człowiekiem, o co ostatnio trudno. Wszyscy zajmują się tylko sobą. Oczywiście my, terapeuci, uczymy, by najpierw pokochać siebie, ale robimy to dlatego, że ludzie siebie właśnie nie lubią, a jak siebie nie lubią, to o wiele bardziej się sobą zajmują, bo cały czas myślą o tym, jacy są nieszczęśliwi. Nie robią różnych fajnych rzeczy, nie bawią się, nie cieszą życiem, nie flirtują, tylko ciągle się zastanawiają, dlaczego innym jest dobrze, a im nie.

Druga sprawa: nasz świat jest dzisiaj mocno audiowizualny, każdy stara się głównie dobrze wyglądać, co samo w sobie nie jest jeszcze takie złe, od zawsze przecież ludziom na tym zależało, ale dziś to jest ważniejsze niż bycie, niż spotkanie z drugim człowiekiem. Sztuka konwersacji też zanika. Jak często nieładnie mówią te wszystkie ładne osoby! Zobacz, ile jest dziś eventów, a jak mało przyjęć. A co się robi na eventach? Załatwia interesy. Bo dziś zamiast być, trzeba się pokazać, zapromować. W świecie nastawionym na interesy nie ma flirtu. Ktoś cię zaczepia w barze, bo myśli, że coś z tego będzie. A co ma być? Interes. Tymczasem flirt jest bezinteresowny, to tylko chwila zabawy, ulotnego tańca między mężczyzną a kobietą, i koniec.

Kiedyś był po prostu formą towarzyskiej rozrywki.

Ciekawa jestem, kiedy ostatnio zdarzyło się naszym czytelnikom przegadać z kimś całą noc. Nawet nie pamiętam, kiedy mnie samej się to zdarzyło, a jeszcze kilka lat temu to była moja specjalność. Kiedyś książki czytało się po to, by o nich porozmawiać. A jak się kogoś poznawało, to pierwsze pytanie brzmiało: „Co teraz czytasz?”. Były też mody i prądy, na przykład wszyscy czytali literaturę iberoamerykańską, dziś wszyscy czytają szwedzkie kryminały, ale kto o tym rozmawia? Czyta się w cichych kącikach, a czytanie to przecież bardzo towarzyskie zajęcie. Pozamykaliśmy się na siebie.

I zrobiliśmy się strasznie spięci, zestresowani. Czy to też nie przytępia naszej ochoty na flirt?

A jakże! Bo popatrz, gdzie się flirtuje. Tam, gdzie nie ma napięcia i gdzie się ludzie lubią. Ja kupę swojego życia spędziłam na flircie, dlatego uznaję go za coś ogromnie ważnego.

Seksuolog Kazimierz Imieliński w książce „Sekrety seksu” pisze, że flirt powinien być podstawą wychowania młodzieży.

Bo flirt sprawia, że umiesz się zachować w towarzystwie, powiedzieć miłe słowo, być uprzejmym, co z kolei zapewnia ci sympatię innych, powodzenie, a potem umiejętność wybierania partnerów.

Skupmy się na tej ostatniej wartości. John Grey, autor „Marsjan i Wenusjanek na randce”, porównuje flirtowanie do zakupów. Najpierw musisz poprzymierzać, powybierać, pomarudzić, żeby wiedzieć, co do ciebie najlepiej pasuje.

Oj, cudowne porównanie, bardzo mi się podoba. Dodam, że zakupy, podobnie jak flirt, są też polowaniem.

W czasach naszych babek flirt był jedynym sposobem na rozeznanie się na rynku matrymonialnym.

Flirt był i jest nadal świetną grą wstępną. Nam, kobietom, jest potrzebny czas na rozpalenie się, na wzniecenie pożądania. Najpierw czujemy ciekawość, rodzaj zachwytu, chęć na seks pojawia się dużo później, bo kobieta musi poczuć to całym ciałem, a nie jedną jego częścią, jak facet. Poza tym we flircie świetne jest to, że daje możliwość próbowania, rozgrywania całych sytuacji pomiędzy różnymi adoratorami, bo kiedy już jednego się rozflirtowało, to na wieść o tym zbiegają się kolejni, jak ćmy do światła. W ten sposób kobieta może mieć cały pęczek adoratorów i dać sobie z nimi radę, czyli sprawić, by nadal chcieli się przy niej kłębić w nadziei, że zostaną wybrani.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »