Czy w konsumpcji dóbr materialnych i tiktokowych rolek doszliśmy do ściany? Być może to za wcześnie, by wieścić koniec dominacji social mediów, ale globalne agencje zajmujące się przewidywaniem trendów dostrzegają wyraźną zmianę. Chroniczne bycie online nas męczy. Chwalenie się luksusowymi zakupami coraz częściej wzbudza politowanie niż podziw. Prawdziwym luksus to coraz częściej prywatny czas spędzany z ukochanymi osobami, a nie samotne scrollowanie i kupowanie drogich produktów reklamowanych przez influencerów.
Taką diagnozę stawia WGSN, największa globalna agencja zajmująca się przewidywaniem trendów. Co roku publikuje raport, w którym przedstawia swoje ustalenia na temat modnych tendencji w zakresie mody, urody, designu i stylu życia. Organizacja chwali się, że jest w stanie przewidzieć je na dwa lata wstecz. Pierwsze zwiastuny tendencji, które zdobywają popularność dziś, WGSN widziała już w 2024 roku. Wśród nich znalazł się trend, który agencja nazwała „Digital privilige” – czyli „cyfrowy przywilej”. Dla wielu z nas, przyklejonych dzień w dzień do swoich ekranów, może być on dużym zaskoczeniem.
WGSN w swoim przeglądzie trendów na 2026 rok mówi wprost: „Ludzie, którzy będą potrafili odciąć się od internetu i zrobić to bez szkody dla swojej kariery czy pozycji społecznej, będą postrzegani jako elita”.
„Bycie offline staje się lukususowym logo” – dodaje agencja, która wśród swoich klientów ma takich gigantów branży modowej jak Nike, Adidas, Gap, Gucci i H&M. „Jedziesz na wakacje i nie musisz publikować ani jednego reelsa na Instagramie? Jesteś teraz cool” – czytamy w raporcie.
Być może w pierwszej chwili twoja myśl brzmiała: „w takim razie jestem elitą, bo co to za problem na kilka dni odciąć się od internetu?”. Sami jednak często nie uświadamiamy sobie, jak mocno jesteśmy „przyspawani” do swoich telefonów. Płacimy nimi, poprzez aplikacje bankowe zarządzamy w nich swoimi finansami, robimy w nich zakupy, za ich pomocą umawiamy się do dentysty i utrzymujemy kontakt z przyjaciółmi. Jednak nie to świadczy najbardziej o stopniu naszego przywiązania do ekranu. To przede wszystkim social media i stopień, w jakim wpływają realnie na nasze życie.
Dla wielu osób social media stały się podstawowym narzędziem do budowania wizerunku, robienia kariery i zarabiania – nie tylko jako influencer, ale jako marka czy dostawca usług. To oznacza, że stali się ich niewolnikami i odcięcie się od nich jest dla nich równe ze spadkiem zarobków i pozycji społecznej. W chwili, gdy osoby te znikają z social mediów – niejako rozpływają się w powietrzu, bo cała ich wartość opiera się na aktywności w świecie cyfrowym, a nie rzeczywistym.
Ale uwiązanym do social mediów można być też jako ich bierny konsument. Jeśli całą wiedzę o świecie czerpiesz z X (Twittera), jeśli Instagram czy TikTok dyktują ci, jak się ubierać i jak dekorować swój dom, jeśli reelsy są dla ciebie jedynym źródłem rozrywki, a komunikatory narzędziem do kontaktów z realnymi ludźmi, to odcięcie się od nich również może być dużym problemem. Wówczas pojedynczy ruch, jakim jest odłożenie telefonu na kilka dni decyduje o tym, że tracisz jedyną platformę, na której opierała się duża część twojej życiowej aktywności. I dopiero wtedy orientujesz się, że nie za bardzo masz czym ją zastąpić.
Jak na ironię, poradniki z tak postawionym pytaniem coraz częściej stają się viralem… w social mediach. To może oznaczać, że trend na bycie offline dla wielu osób jest kolejną „modną estetyką”, którą chcą chwalić się w sieci, nie zaś realnym postanowieniem, aby zmienić swój styl życia na bardziej „analogowy”. Ostatnio na Instagramie i Tiktoku nastąpił wysyp reelsów, w których internauci chwalą się swoim „relaksującym dniem offline”. Ale skoro każdą jego chwilę nakręcili z telefonem w ręku – to o jakim byciu offline my właściwie mówimy?
Agencja WGSN, której główną działalnością jest doradztwo marketingowe, pisze w swoim raporcie: „Skoro niemal połowa młodych dorosłych deklaruje, że życie online szkodzi ich dobrostanowi, marki mogą projektować doświadczenia cyfrowego detoksu, przestrzenie przyjazne nudzie oraz offline’owe azyle, które pobudzają kreatywność i uważną obecność”. Widać więc, że bycie offline to w dużej mierze kolejny trend służący monetyzacji i zdobywaniu nowych rzesz konsumentów – bo nikt chyba nie ma wątpliwości, że każda marka, która zrobi swój offline’owy event, zrelacjonuje go szczegółowo w swoich social mediach. Następnie obejrzą go, zalajkują i skomentują ci wszyscy ludzie, którzy chwalą się, że lubią spędzać czas bez telefonu. Przypomina to coś w rodzaju zbiorowej fantazji o odcinaniu się od internetu, którą wszyscy podtrzymujemy, dzieląc się nią w internecie.
W takim razie jak powinno wyglądać życie kogoś, kto naprawdę chce zerwać z zależnością do social mediów i czerpać radość z chwil spędzanych offline? Nie chodzi tylko o ograniczanie swojego czasu ekranowego. Chodzi o to, aby w świecie realnym znaleźć odskocznię od tego, co dzieje się w internecie. Wymaga to świadomego budowania swojego życia w całkowitym oderwaniu od sfery cyfrowej.
- Dbaj o relacje – kontakt z innymi ludźmi to źródło naturalnej dopaminy, która daje nam prawdziwe poczucie szczęścia i spełnienia. Po spotkaniu z bliskimi nie odczuwamy nieprzyjemnego „zjazdu”, jaki zdarza się często po maratonie scrollowania. To właśnie samotność sprzyja całkowitej immersji w świecie cyfrowym i związanymi z nią: spadkiem motywacji, przygnębieniem oraz nadmierną konsumpcją, która daje nam pocieszenie tylko na chwilę.
- Rozwijaj analogowe pasje i zainteresowania – znajdź ciekawe hobby o charakterze manualnym czy sportowym, które będzie cię pochłaniać. To mogą być warsztaty rysunku, lepienie z gliny, zajęcia taneczne, gra na instrumencie itd. Odpowiednie będą wszelkie aktywności, które nie wiążą się z używaniem ekranów i internetu.
- Czerp wiedzę z książek i gazet – wróć do czytania papierowych publikacji. Jeśli cała twoja wiedza o świecie pochodzi z internetu, to skazujesz się na funkcjonowanie w algorytmowej bańce. Algorytmy decydują o tym, jakie treści widzisz i o czym się dowiadujesz, a co zostaje przed tobą ukryte. To bardzo ogranicza światopogląd i sprzyja szerzeniu się szkodliwej dezinformacji.
- Nie dziel się wszystkim w internecie – wyjątkowe chwile zostawiaj dla siebie – są zbyt cenne, by wiedział o nich cały świat. Wywołuj zdjęcia, wkładaj je do albumu i traktuj jako prywatny wehikuł wspomnień, które dzielisz tylko z najbliższymi. Nie pozwól, by przymus budowania idealnego wizerunku w sieci przejął nad tobą kontrolę.
- Traktuj uwagę jak luksusowy zasób – czas, jaki poświęcasz na konsumpcję treści dostarczanych przez gigantów technologicznych jest dziś najcenniejszą walutą. One biją się o twoją uwagę. Jednak elita nie rozdaje swojej uwagi za darmo. Pomyśl, że jest ona zbyt cenna, aby marnować ją na oglądanie brainrota. Skieruj ją ku wartościowym obszarom: filmom, książkom, sztuce, naturze. Odpowiednie dysponowanie swoją uwagą oraz umiejętność skupienia są nowymi wyznacznikami statusu społecznego.