Potomkini Jane Austen też napisała książkę. I mimo że „Sprytniej” Emily M. Austen. nie jest epicką powieścią, tylko zwięzłym poradnikiem, również niesie feministyczny przekaz – wyzwala nas z kultury zapieprzu.
Wywiad pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 1/2026
Angelika Kucińska: Każda CEO wstaje o 5.30 rano?
Emily M. Austen: Przez lata nikt tego nie podważał, wszyscy wierzyli, że tak powinno być. Tymczasem z badania przeprowadzonego przez naukowców z Uniwersytetu Harvarda wyraźnie wynika, że nie istnieje żadna korelacja pomiędzy godziną pobudki a sukcesem zawodowym. Chodzi raczej o konsekwencję i dyscyplinę. Wystarczy, że wstajesz codziennie mniej więcej o tej samej porze, to nie musi być 5.30.
Przekonania o tym, jak wygląda produktywność, sprawiają, że jesteśmy zdecydowanie mniej produktywne, za to wykończone, apatyczne i mniej zmotywowane. Wciąż używamy przestarzałych i nierealistycznych miar sukcesu, które skazują nas na porażkę.
Sama wierzyłaś, że trzeba się zrywać bladym świtem, zwłaszcza gdy prowadzi się własny biznes, prawda?
I zebrałam za to niezłe baty. W pewnym momencie poczułam się kompletnie zużyta. Poczucie własnej wartości poszybowało w dół, byłam fizycznie wykończona, przybrałam na wadze, ale wciąż miałam zbyt wiele na głowie, by zauważyć, jak bardzo jestem nieszczęśliwa. Padłam ofiarą przekonań, w które wierzy wiele młodych, początkujących przedsiębiorczyń. Uwierzyłam ludziom biznesu gloryfikującym stugodzinny tydzień pracy. O świcie są już na siłowni, a potem dzielą się niezawodnymi receptami na wydajność, w którą wpisany jest obowiązek samochłosty. Aż zrozumiałam, że nie zbuduję biznesu, który ma wartość, niszcząc samą siebie. Co ciekawe, jak tylko wdrożyłam zrównoważony model pracy, moja firma zaczęła stabilnie rosnąć.
Czytaj także: Po pracy nie ma czasu na życie, trzeba więc wstawać o piątej rano. Na czym polega trend „5-to-9 before 9-to-5”?
Jakie przekonania na temat sukcesu są ci bliskie dziś?
Bardzo lubię powiedzenie, że jeśli jest wola, to i sposób się znajdzie. Wierzę, że zawsze jest możliwość, kolejny krok, który da się wykonać, choćby niewielki. Uważam też, że zarówno sukces, jak i porażka są tymczasowe. To stany, które mijają, a nie nasza tożsamość. Poważnie traktuję też tę prawdę o zarządzaniu, że przykład idzie z góry. Optymizm jest strategią biznesową, bo pozytywne nastawienie pomaga rozwiązywać problemy. I nawet jeśli się z tym nie obnoszę, to wierzę, że mogę wszystko.
A czego o pracy nauczono cię w domu?
Że tylko ciężką harówką się wygrywa. Nikt nie pamięta, kto zajął drugie miejsce, więc trzeba się bić o najwyższy stopień na podium. Konsekwentnie, bez wytchnienia, nawet kiedy bardzo boli. Wysiłek był wszystkim. Odpoczynek wzbudzał podejrzenia. Pobłażanie sobie było nie do przyjęcia. Dziś etos pracy zamyka się dla mnie w odpowiedzialności, nie określa go męczeństwo.
Dotrzymujesz słowa. Dowodzisz swojej integralności. Dokonujesz świadomych wyborów. Chcesz się uczyć, nie poddajesz się. Nie jesteś zajęta na pokaz. I pilnujesz, aby ambicja nie zapędziła cię w punkt, w którym zdradzisz samą siebie. Tego wszystkiego nie wylicza się w przepracowanych godzinach, tylko jakością wykonanej pracy. Pracuj mądrzej, ale nie ciężej.
Możemy nauczyć się czegoś o mądrzejszej pracy z książek twojej słynnej przodkini Jane Austen?
Bohaterki jej powieści wkładają sporo pracy w walkę z systemem, który naznacza ich los raz na zawsze. Inwestują mnóstwo energii w samopoznanie i rozwój inteligencji emocjonalnej. Są odważne, przenikliwe, wierne wyznawanym wartościom. To świetne wzorce niezależnego myślenia, uporu i zuchwałości w podważaniu norm społecznych. Wiedzą, na ile zasługują i nie zgodzą się na mniej, niż im się należy.
Książki Jane Austen były dla ciebie ważne, gdy dorastałaś?
Szczerze mówiąc, zrozumiałam wagę jej literatury dopiero na studiach. Dziedzictwo Jane Austen jest niepodważalne, choć nie czuję się osobistą spadkobierczynią kreatywnej przodkini, bo dzieli nas 250 lat [śmiech].
Czytaj także: Cytaty Jane Austen, które dają do myślenia. To ponadczasowe refleksje o życiu znawczyni charakterów i mistrzyni obserwacji
Jakie stereotypy uniemożliwiają kobietom satysfakcjonujące życie zawodowe?
Największym stereotypem jest to, że kobiety muszą się pomniejszać, być zgodne, wdzięczne, bezinteresowne, nie robić wokół siebie zamieszania. Ambicja jest synonimem arogancji. Stawianie granic świadczy o oziębłości.
Autorytet wzbudza niechęć. Jak z tym walczyć? Wytykajmy stereotypy, zamiast je internalizować. I rozpychajmy się w przestrzeniach, w których oczekuje się od nas skurczenia się. Budujmy życie zawodowe z szacunkiem dla własnych potrzeb. Świadomość, że miejsca wystarczy dla wszystkich, to nowoczesna postawa przetrwania.
Ambitne kobiety nie są zbyt dobrze postrzegane.
Jeśli chcesz odnieść sukces, musisz być ambitna. Problem polega na tym, że w wielu przypadkach źródłem ambicji są lęki, traumy i chęć odwetu. Kujon, nad którym znęcano się szkole, zbija miliardy na start-upie technologicznym. Pulchna dziewczynka wyrasta na modelkę o międzynarodowej sławie. Zdradzana żona goni za awansem, aż zostaje dyrektorką generalną. Ambicja często rodzi się w mroku, wtedy może być negatywna.
Jesteś ambitna?
Tak. Chcę odnosić sukcesy, zarabiać pieniądze, wywierać wpływ i prowadzić życie, w którym mam wolny wybór.
W książce piszesz o syndromie oszusta, który statystycznie częściej jest udziałem kobiet. Dlaczego? To kwestia wychowania?
Kobiety są wychowywane, aby wątpić w siebie, kwestionować swoje kompetencje i prosić o pozwolenie. Mężczyźni są wychowywani, aby zdobywać. Ale to także problem strukturalny. Kiedy nie widzisz kobiet w zarządach spółek, trudno ci uwierzyć, że tam pasujesz. Syndrom oszusta nie jest osobistą wadą. To racjonalna odpowiedź na irracjonalny system.
Twierdzisz, że może on zadziałać na naszą korzyść. Jak?
Syndrom oszusta zmusza do zatrzymania się, refleksji, rewizji dotychczasowych sposobów działania i rozwoju. Ego pokornieje, a ty pogłębiasz umiejętności. Syndrom oszusta szkodzi, gdy paraliżuje, ale świadomie zarządzany, staje się soczewką, nie ograniczeniem. Pokazuje, które kompetencje wymagają udoskonalenia.
Przyznajesz, że doświadczyłaś wypalenia zawodowego…
Byłam wciąż sobą, ale rozcieńczoną wersją – odklejona, obojętna, wiecznie zmęczona. Wypalenie boli fizycznie i emocjonalnie. Poradziłam sobie z nim, robiąc gruntowny remont w życiu. Nauczyłam się odpoczywać i stawiać granice. Zaczęłam pracować mądrzej, ponieważ cięższa praca nie przynosiła efektów. Wycofałam się z mediów społecznościowych na 10 miesięcy, żeby w pełni poświęcić się zdrowieniu. Wypalenie można przewidzieć, ponieważ przebiega według ustalonego schematu: nadmierne obciążenie powoduje wyczerpanie, które wywołuje stan otępienia, a następstwem otępienia jest załamanie nerwowe. Nie wszyscy jednak potrafią mu zapobiec. Myślę, że w moim pokoleniu wypalenie jest nieuniknione, dlatego tak dużo mówię i piszę o tym, jak je rozpoznać. Nie ignorujmy oznak chronicznego przemęczenia.
Pracujemy za dużo?
Przede wszystkim poświęcamy zbyt wiele czasu pracy, która nie ma znaczenia. Dodajemy jej sobie, bo chcemy poczuć się ważniejsi albo szukamy wymówki, żeby nie zajmować się problemami w nas samych czy życiu prywatnym.
A kiedy nie chcemy pracować, to prokrastynujemy?
Prokrastynacja nie jest lenistwem. To uniki maskujące strach. Strach przed porażką. Strach przed tym, że okażesz się niedoskonała. Prokrastynacja, czyli odkładanie pracy na później, jest sprzężone z niskim poczuciem wartości.
Ludzie, którzy nie chcą sobie niepotrzebnie dokładać, ale też nie uciekają w prokrastynację, stosują jakieś specjalne techniki zarządzania czasem? Słyszałaś o metodzie pomodoro?
Spotkałam się z nią po raz pierwszy, czytając twoją książkę.
To strategia pracy w intensywnych, ale krótkich zrywach. Zajmujesz się jedną rzeczą przez 25 minut, jesteś skoncentrowana tylko na zadaniu, a potem robisz sobie pięć minut przerwy. Zaczęłam ją stosować, żeby nauczyć się mądrzejszego zarządzania czasem i dalej używam, ale w odrobinę zmodyfikowanym wariancie. Krótsze odcinki, więcej skupienia, mniej usztywnienia. Ta metoda działa, bo odciąża nas, a największym wrogiem produktywności jest presja. Badania mówią, że większość dorosłych potrafi utrzymać uwagę w jednym miejscu maksymalnie przez 23 minuty, więc praca w takich blokach ma więcej sensu niż próba utrzymania zaangażowania na tym samym poziomie przez osiem godzin.
„Sprytniej” jest poradnikiem, który podpowiada, jak zmienić podejście do pracy, by żyło nam się lepiej. Działa na poziomie jednostkowym. Ale czy twoja metoda zmienia kulturę pracy?
Kultura zmienia się, gdy wiele jednostek, które w niej funkcjonują, zaczyna zachowywać się inaczej. Wiadomo, że decyduje skala. Jeśli dla wystarczająco dużej grupy osób priorytetem stanie się ochrona własnych granic i wydajność osiągana humanitarnie, środowiska pracy ewoluują. Namawiam, by kwestionować i zmieniać dziedziczone przekonania wobec pracy. By zastanawiać się, czym dziś jest poświęcenie. To nie jest książka, która zachęca, by mniej pracować i częściej jeździć na wakacje. To zestaw narzędzi, które pozwolą ci zdobyć to, czego pragniesz, nie rujnując sobie zdrowia.
Czytaj także: Masz wyrzuty sumienia, gdy odpoczywasz? Nicnierobienie jest potrzebne! przekonuje dr Joanna Heidtman
Ale czy ktoś, kto tak jak ty prowadzi własny biznes, naprawdę może wypisać się z kultury zapieprzu?
Zapieprz jest stanem intensywnego działania. I tyle. Nie ma znaczenia, czy to działanie jest przemyślane, angażujące, dobre. Zajętość wynikająca z lęku lub kompleksów nigdy nie przełoży się na sukces, którego pragniemy. Gdy pracujesz mądrzej, cieszysz się pełnią życia – praca jest ważnym elementem, ale jednym z wielu. Kultura zapieprzu rozpada się, gdy przestajesz w niej uczestniczyć.
Założyłaś swoją agencję PR Emerge 13 lat temu. Byłaś bardzo młoda, miałaś 22 lata. Gdybyś mogła coś zrobić inaczej…
Byłabym dla siebie czulsza. Wprowadziłabym odpoczynek jako element codziennego życia, a nie nagrodę, na którą mogłam zasłużyć dopiero, gdy byłam zajechana. I znacznie wcześniej przestałabym odgrywać zajętość.