Jeśli do tej pory twoją główną wymówką w kwestii nieczytania książek była liczba stron – właśnie wytrąciłam ci ten argument z ręki. Wybrałam siedem krótkich i stosunkowo nowych książek (najstarsza jest z 2020 roku). Wszystkie łączy jedno – żadna nie przekracza 180 stron, za to każda pokazuje, że literatura nie musi być obszerna, żeby była znacząca.
Jedna rodzina, cztery głosy i wspólny dramat, który dla każdego wybrzmiewa nieco inaczej. W mikropowieści Piotra Dardzińskiego ojciec, matka, córka i syn relacjonują to samo „pęknięcie”, ale ze swojego punktu widzenia i przez pryzmat własnych odczuć. Czytelnik zaś zbiera te fragmenty niczym okruchy pamięci, próbując złożyć historię, która nigdy nie będzie spójna ani wygodna.
„Trucizny”, debiut literacki z 2021 roku, to krótka opowieść o życiu i rozpadzie rodziny. Krótka, ale gęsta – każde zdanie niesie ciężar rozpadu więzi, zatruwającej życie traumy i próby nadania sensu temu, czego nie da się usprawiedliwić. Prosty język i skondensowana forma sprawiają, że mimo emocjonalnego ciężaru książkę czyta się jednym tchem.
(Fot. materiały prasowe)
Anna i Tom mają wszystko, co powinno gwarantować szczęście: kreatywną pracę bez etatu, modnie urządzone mieszkanie w Berlinie i idealne życie, skrupulatnie relacjonowane w mediach społecznościowych. A jednak – coś nie działa. Praca nudzi, grupa przyjaciół się rozpada, a bohaterowie uwięzieni we własnych wyobrażeniach o życiowej perfekcji w końcu chcą znaleźć coś prawdziwszego. Tylko czy to w ogóle możliwe?
„Do perfekcji” to gorzka i mocno aktualna (zresztą wydana w 2025 roku) opowieść, która ukłuje niejedną osobę z pokolenia milenialsów. To książka o zmęczeniu pozorną wolnością, o aktywizmie ograniczonym do kliknięć i frustracji, której nie da się już przykryć kolejnym „ładnym kadrem”. Vincenzo Latronico w charakterystycznym dla siebie chłodnym stylu dokonuje trafnej diagnozy współczesności, a krótka, innowacyjna forma – budząca skojarzenia z instagramową rolkę czy scrollowaniem feedu – tylko wzmacnia przekaz.
(Fot. materiały prasowe)
Czytaj także: Literatura piękna dla zabieganych. 6 krótkich książek na jeden wieczór
Czasem potrzebujemy sięgnąć po książkę, która zaoferuje nam po prostu piękne ilustracje i nieskomplikowane, za to niezwykle mądre myśli. Dlatego też w tym zestawieniu nie mogło zabraknąć „Zawsze pamiętaj…”, kontynuacji bestsellera Charliego Mackesy’ego. Chwytającej za serce, otulającej, dodającej otuchy i będącej plasterkiem dla duszy.
Chłopiec, kret, lis i koń wracają, by zmierzyć się z burzą – dosłowną oraz metaforyczną – i przypomnieć, że strach, smutek i zwątpienia są częścią życia, ale nie muszą być jego końcem. Przecież wszystko kiedyś minie, po każdej burzy wychodzi słońce – a błękitne niebo nie znika nigdy. Niekiedy zaś, by przetrwać najciemniejsze chwile, wystarczy tylko obecność drugiego człowieka (no i może kawałek ciasta…). To książka prosta w formie, ale nie banalna, w której każde zdanie jest najcenniejszą życiową lekcją – idealna do czytania jednym tchem albo we fragmentach.
(Fot. materiały prasowe)
W małej podgórskiej miejscowości wszystko wydaje się znajome: ludzie, krajobraz, rytm dnia. A jednak z każdą kolejną stroną atmosfera gęstnieje, a znany świat traci swoją oczywistość. Ktoś umiera, ktoś znika, ktoś krąży w ciemności, a granica między jawą a snem coraz bardziej się rozmywa.
Nominowane do Międzynarodowej Nagrody Bookera „Białe noce” – debiut prozatorski Urszuli Honek – to 13 opowiadań, w których autorka daje wybrzmieć (czasem po raz pierwszy) historiom swoich dawnych sąsiadów z beskidzkiej wsi. Każde opowiadanie skupia się na innej osobie i tym, jak radzi (lub nie radzi) sobie ona z rzeczywistością. Opowieści te, choć zakorzenione w bardzo konkretnym miejscu, łatwo rozszerzają się poza lokalność – pozwalają podstawić własne imiona i przestrzenie oraz przefiltrować je przez osobiste doświadczenie. To proza oszczędna, ale sugestywna, która nie mówi wprost, a raczej osiada w czytelniku powoli i zostaje w nim jeszcze po zakończeniu lektury.
(Fot. materiały prasowe)
Czytaj także: 5 polskich reportaży, które poszerzą twoje horyzonty. Te tytuły prowokują do głębokich dyskusji
Mikołaj Grynberg uchyla przed nami drzwi do rodzinnego domu i zaprasza nas w piękną, osobistą podróż. Na 160 stronach śledzimy krótkie migawki z życia kilkupokoleniowej rodziny żydowskiej. To przedstawione niechronologicznie codzienne sceny, pozornie nieistotne, które mówią więcej, niż mogłoby się wydawać. Całość obserwujemy z perspektywy głównego bohatera – niegdyś małego chłopca, syna i wnuka, teraz ojca i męża – do którego jak echo powraca pytanie: „Czyim życiem żyję?”.
Autor łączy czułość z ironią, nie unikając tematów trudnych, przepełnionych doświadczeniem choroby i straty. Przeszłość bywa tu ciężarem, ale też źródłem humoru, który pozwala złapać oddech. To proza intymna, ale wcale nie nachalna, za to uniwersalna. Zaprasza bowiem do stawiania własnych pytań o pamięć, tożsamość – i sposoby radzenia sobie z tym, czego nie da się zmienić.
(Fot. materiały prasowe)
W zależności od tego, czy wolisz kakao, czy raczej jesteś fanką matchy, proponuję ci albo „Kakao w czwartki”, albo „Poniedziałki z matchą” – możesz też skusić się na oba napoje… to znaczy – tytuły. Każdy będzie dobrym wyborem, jeśli gustujesz w literaturze japońskiej, zwłaszcza tej z nurtu comfort books. Michiko Aoyama pisze bowiem otulająco, niespiesznie, uderzając w melancholijne nuty.
W obu opowieściach bohaterowie trafiają do Marble Café – niewielkiej kawiarni z trzema drewnianymi stolikami. To miejsce oferuje jednak coś więcej niż rozgrzewający napój – oferuje schronienie. Trafiają tu ludzie na życiowych zakrętach, którzy szukają ukojenia i siły, by ruszyć naprzód. Te książki to literacki odpowiednik koca i gorącej filiżanki – czy to kakao, czy aromatycznej matchy – nie rozwiązują wszystkich problemów, ale dają wytchnienie, gdy świat wymaga od nas za dużo.
(Fot. materiały prasowe)