Magda Umer: „Aby czas życzliwości trwał nie tylko trzy dni”

fot. Bogusław Beszłej

Święta to czas, który spędzamy razem. Czas pełen życzliwości, miłości i radości. We współczesnym świecie tak potrzebny i tak rzadki. Właśnie o tym opowiadają kolędy i piosenki, które wybrała i wykonała Magda Umer podczas zeszłorocznego koncertu we Wrocławiu. W rozmowie opowieda o tym dlaczego właśnie te utwory znalazły się na płycieKolędy (Live)”.

reklama

Ukazała się Pani najnowsza płyta „Kolędy (Live)”, nagranie świątecznego koncertu z Narodowego Forum Muzyki we Wrocławiu. Ale zanim o samej płycie, chciałam zapytać o Święta – co jest Pani ulubioną częścią świątecznej celebracji?

Magda Umer: chyba to, że jest to być może jeden z niewielu dni w roku, kiedy wszystkie dzieci są ze mną. I to – oprócz radości, kolorów, choinki i bombek, które cieszą wnuki – jest dla mnie wielkie szczęście. Gdziekolwiek nie mieliby jechać, bo przecież są już dorośli, mają swoje rodziny, to rzeczywiście Wigilia jest świętem z mamą i za to jestem najbardziej wdzięczna.

A ulubione świąteczne wspomnienia?

W moim domu nie było Wigilii, był Dziadek Mróz. Wszystko naokoło było komunistyczne i – jako małej dziewczynce – do głowy by mi nie przyszło, że zmienię porządek rzeczy i moje dzieci będą śpiewały kolędy i będziemy urządzać Gwiazdkę. Ale kiedy tak się stało, to pilnowałam, żeby było uroczyście i tradycyjnie. Aby było sianko i opłatek, i właśnie kolędy. Zresztą ja zawsze znałam tylko pierwszą, czasami kawałek drugiej zwrotki, a dopiero mój starszy syn znalazł i przyniósł stary śpiewnik i możemy wspólnie śpiewać wszystkie zwrotki.

I lubię tę – nie obrażając nikogo –czułą zabawę. Jest w tym coś pięknego, ale zawsze pamiętam o tym, że są na świecie ludzie, którzy mają inne tradycje, inne religie, a nawet tacy, którzy w ogóle nie wierzą i każdy z nich ma do tego prawo, byle nie czynił krzywdy drugiemu człowiekowi… tylko za to, że jest inny niż on.

„Kolędy (Live)”, to płyta niewątpliwie świąteczna, ale w inny, mniej tradycyjny sposób.

Oczywiście Święta są tradycją. Dla ludzi bardzo wierzących jest to wielkie święto, podczas którego przyszedł na świat Pan Bóg, ale jeśli chodzi o moją płytę, to są to trochę inne kolędy i inaczej opowiadam o samym święcie i chrześcijaństwie w ogóle. O tym, jakie to trudne zadanie dla ludzi wierzących, aby w dzisiejszych czasach sprostać powinności, jaką jest pomaganie bezbronnym i słabszym. Z jednej strony niby widzimy, co się dzieje na świecie, a z drugiej – odmawiamy tej pomocy. Mam takie uczucie, że czasami chrześcijanie nie rozumieją, co to znaczy być chrześcijaninem.

Ta inność śpiewanych przez Panią kolęd, to również przebijający z nich smutek.

To dlatego, że żyjemy w smutnych, a wręcz tragicznych czasach. Część ludzi ma co jeść, gdzie spać i może cieszyć się życiem, a obok ogromna rzesza nie ma niczego. Już kiedyś to powiedziałam, ale powtórzę, że w końcu dojdzie do tego, że ludzie się unicestwią z imionami różnych bogów na ustach. Teraz trzeba robić wszystko, aby temu zapobiec. Aby nie było aż tak wielkich nierówności, aż tak straszliwej biedy, żeby nie gardzić kimś tylko dlatego, że jest inny niż my. Natomiast nie wiem, czy nie stało się to już tylko pięknym marzeniem, które będzie niezmiernie trudno zrealizować. Chciałabym nie mieć racji.

To, o czym Pani powiedziała na pewno pięknie oddaje „Kolęda Do Tęczowego Boga”, z muzyką Grzegorza Turnaua i tekstem Jarosława Mikołajewskiego. Ale mimo tego smutku, wydaje mi się, że z każdego z tych utworów przebija gdzieś nadzieja.

Tak. Przynajmniej jej pragnienie.W żadnym wypadku nie chciałabym zamykać szansy i możliwości poprawy. Dlatego ostatnią kolędą jest „Szara Kolęda” Wojtka Młynarskiego z muzyką Krzysztofa Komedy, która prosi o to, aby ten czas wzajemnej życzliwości nie trwał tylko przez trzy dni Świąt. I żeby te święta zaszczepiły dobrą wolę, choćby tylko na jeden rok – zacznijmy od 365 dni…a nuż się uda?

Czy taka wizja koncertu i płyty towarzyszyły Pani od początku przygotowań?

Tak, to było celem. Namówił mnie na tę pracę Wojtek Borkowski, który wszystkie te kolędy pięknie zaaranżował i zagrał na fortepianie z towarzyszeniem chóru i wspaniałej orkiestry Narodowego Forum Muzyki we Wrocławiu pod dyrekcją Andrzeja Kosendiaka.

Ja nigdy nie grałam koncertu w takiej cudownej sali, z taką bogatą oprawą muzyczną.To nie jest najłatwiejsze, zwłaszcza dla osoby, która bardziej opowiada piosenki niż je śpiewa, więc z punktu widzenia rzemiosła było to dla mnie coś piekielnie trudnego i tremującego. Ale wiedziałam, że jest to również wspaniała okazja, aby coś ważnego powiedzieć i pod tym kątem dobierałam piosenki, kolędy czy wiersze… Bo już naprawdę nie wiem czasami jak je nazywać, mimo że każda ma „kolędę” w tytule, a napisali je wybitni twórcy: Magda Czapinska, Wojtek Młynarski, Jarek Mikołajewski, Szymon Mucha, a skomponowali Krzysztof Komeda, Jerzy Derfel, Grzegorz Turnau, Zbyszek Preisner itd. Są to kolędy współczesne i niepokorne. Bo to tak naprawdę z oryginalnych jest tylko „Oj Maluśki, Maluśki” i pastorałka „Na Gościńcu Egiptowym”.

Właśnie o te dwa utwory chciałam jeszcze zapytać – dlaczego akurat one?

„Na Gościńcu Egiptowym” księdza Kaspra Twardowskiego z 17 wieku,zaśpiewałam po raz pierwszy czterdzieści kilka lat temu i zapamiętałam, że ta pastorałka bardzo zapadła mi w pamięć. Zastanawiałam się skąd po tylu latach mogłabym ją wydobyć. Zadzwoniłam do córki reżyserów tego programu świątecznego- Krysi i Michała Bogusławskich i okazało się, że ona to miała w domu. Tylko dzięki temu mogłam dać Wojtkowi [Borkowskiemu– przyp. red.] nuty i sama się jej od nowa nauczyć i bardzo mnie to cieszy, bo jest pięknym wierszem, pięknym obrazkiem z cudowna melodią Krzysztofa Szwajgiera . Jeśli chodzi o kolędę „Oj Maluśki, Maluśki”, to zaproponował pracę nad nią Wojtek Borkowski, bo wiedział, że zachwyca mnie śpiewny język górali. I miał rację, bo ją uwielbiam, a poza tym jej ostatnia zwrotka jest również bardzo aktualna: „po coś Ty zszedł teraz na ten kiepski świat … czy nie lepiej by Tobie siedzieć było w niebie?”

Inną, także niewesołą – jest „Kolęda Dla Nieobecnych”.

Wiele osób mówiło mi, że płakało przy tej kolędzie, a to dlatego, że każdy z nas kogoś pożegnał i dla każdego to puste miejsce przy stole oznacza coś bardzo osobistego… Dla mnie ona jest również bardzo ważna, bo jestem już w takim wieku, że tych pustych miejsc jest każdego roku coraz więcej.

Na płycie znalazły się również dwie piosenki „Kabaretu Starszych Panów”, jedna z nich – „Na całej połaci śnieg” – przynajmniej dla mnie, zawsze zdawała się być bardzo radosną.

Tak, bo to trochę takie nasze „White Christmas”. To dzięki pięknej melodii pana Jerzego Wasowskiego , ale w tekście Jeremiego Przybory przecież jest znowu podobnie, bo ta biel przykrywa wszystko: „flaszki od wódki”, „dzionek za krótki”, „żale, że wcale” i tak dalej… Czyli zimowa biel rozjaśnia ciemności i przykrywa złe, wstydliwe rzeczy.

Te teksty mają już swoje lata, ale przypominane dzisiaj, wydają się być niezmiennie aktualne.

Są coraz bardziej aktualne. Zawsze powtarzam, że nie zamieniałabym się z ludźmi młodszymi ode mnie na epokę, w której przyszło nam żyć, bo uważam że to był piękny czas , nie tylko dlatego że byłam młoda. Całe życie starałam i dalej staram się czynić dobro i między innymi z tego powodu nagrałam taką płytę. W tych trudnych czasach łatwo jest jątrzyć, a dużo trudniej pomagać.