Dziś nazywane jest raczej zaburzeniem lęku społecznego niż fobią. To o wiele więcej niż zwykła nieśmiałość, z którą bywa mylone. Dla osoby z lękiem społecznym sytuacje, które wydają się codziennością, pozornie banalne interakcje z innymi ludźmi, urastają do rangi zagrożenia. Bywa, że paraliżującego...
Wyobraź sobie, że wchodzisz spóźniona na konferencję w dość wąskim gronie. Gdy tylko uchylasz drzwi, wszystkie oczy są skierowane na ciebie. Nie wypadało się spóźnić, to fakt. Ale jednak nie dotarłaś na czas (na tej drodze nigdy wcześniej nie było korków!) i teraz, przygarbiona, przeciskasz się się na paluszkach między krzesłami z miną skarconego dzieciaka, a gdy docierasz wreszcie na miejsce, jest ci wstyd, nie możesz pozbyć się wrażenia, że pozostali uczestnicy już cię ocenili jako spóźnialską, źle zorganizowaną, niekulturalną. Siedzisz skrępowana, bo sytuacja jest bardzo niezręczna, i próbując wtopić się w krzesło, czekasz, aż ten incydent zostanie zapomniany. W takiej sytuacji chyba każdy czułby dyskomfort. Ale w przypadku osoby z lękiem społecznym urósłby do rangi katastrofy, a w wielu przypadkach w ogóle by do niego nie doszło, bo nawet nie brałaby pod uwagę udziału w podobnym evencie, wśród zupełnie obcych ludzi, narażona na ich spojrzenia, ocenę, w ogóle ‒ obecność.
Wiele z nas od czasu do czasu odczuwa lęk społeczny, na przykład przed publicznym wystąpieniem czy nawet prezentacją w pracy albo spotkaniem towarzyskim w większym gronie, bo każde z tych wydarzeń bywa wyjściem poza własną strefę komfortu. Jednak w przypadku społecznej fobii napięcie jest tak intensywne, że zaczyna wpływać na codzienne życie, blokuje działanie, zamyka w bańce własnej głowy, izoluje od ludzi. Szacuje się, że zaburzenia nerwicowe występują u 5-7% społeczeństwa, natomiast fobia społeczna dotyka 3-4% polskiej populacji. W badaniu z 2020 roku, które objęło blisko 7 tysięcy osób z Brazylii, Chin, Indonezji, Rosji, Tajlandii, Stanów Zjednoczonych i Wietnamu, stwierdzono jednak, że aż 36% badanych spełniało kryteria progowe zaburzenia lęku społecznego. To znaczny odsetek wskazujący na powszechność łagodnych form tego zaburzenia. Jeśli wierzyć tym statystykom, nawet co trzecia osoba, którą mijasz na ulicy, może doświadczać napięcia tylko z tego tytułu, że przebywa wśród innych ludzi! Do lęku społecznego coraz częściej przyznają się także gwiazdy ekranu i świata muzyki. O swoich zmaganiach publicznie wspominały m.in. Adele, Barbra Streisand czy Emma Stone. W obliczu tego, że przypadłość ta dotyka nas coraz częściej, warto wiedzieć, jak rozpoznać moment, w którym pewnych zachowań i emocji nie sposób już wyjaśnić zwykłą nieśmiałością, bo u ich źródła tkwi głębszy problem wymagający profesjonalnej pomocy.
Czytaj także: Spotkania towarzyskie wywołują u ciebie niepokój? Być może masz FOBI, czyli lęk przed byciem uwzględnionym
Lęk społeczny to stan, w którym dana osoba boi się interakcji z innymi ludźmi, bo spodziewa się negatywnej oceny albo uważa, że jej obecność będzie dla kogoś niekomfortowa. Ten mechanizm ma w pewnym stopniu uzasadnienie ewolucyjne. Utrzymany na odpowiednim poziomie lęk społeczny jest adaptacyjny, bo dzięki niemu zwracamy większą uwagę na swoje zachowanie, dostosowujemy się do norm i wymogów otoczenia, respektujemy je, by nie ryzykować społecznego ostracyzmu i wykluczenia, a wszystko to sprawia, że w ogóle jesteśmy w stanie funkcjonować w grupie. Kłopot pojawia się wtedy, gdy odczuwamy lęk nieproporcjonalny i nieadekwatny w stosunku do zupełnie normalnych sytuacji, jak spotkanie z zespołem w pracy czy grupą znajomych. Boimy się, zdecydowanie na wyrost, choć obiektywnie nie ma czego.
Lęk społeczny jest mieszanką czynników emocjonalnych, poznawczych, behawioralnych i neuropsychologicznych. Na poziomie emocjonalnym to silny strach, a nawet panika, w skrajnych przypadkach odczuwane nawet na wiele dni lub tygodni przed danym wydarzeniem, a nawet na samą myśl o jakichkolwiek kontaktach towarzyskich. Towarzyszyć mu może szereg fizycznych objawów, jak pocenie się, jąkanie, drżenie rąk, rumieńce, przyspieszone tętno, ścisk w żołądku czy mdłości. Osoba owładnięta lękiem stara się unikać kontaktu wzrokowego z innymi, celowo zniża głos tak, że jest ledwo słyszalna, przybiera sztywną postawę ciała, garbi się, by pozostać niezauważoną. Może sprawiać wrażenie rozedrganej, a obawa przed tym, że wszyscy to zauważą, dodatkowo potęguje lęk, tworząc błędne koło. Jedną ze strategii w obliczu przekonania, że wszyscy wokół bacznie ją obserwują po to, by skrytykować i wytknąć każdy błąd czy niedociągnięcie, jest próba niezwracania na siebie uwagi, choćby wyglądem, wtapianie się w tłum.
Poznawczo zaburzenie to oznacza przekonanie o bardzo wysokich standardach społecznych, a następnie usilne próby ich przestrzegania, a więc czujne obserwowanie siebie wśród innych ludzi i pilnowanie, by w tych wysokich normach się zmieścić. To trochę tak, jakby 24 h na dobę uczestniczyć w trudnym egzaminie, podczas którego komisja nie wybacza nawet najmniejszych błędów. Przekonanie o byciu bacznie obserwowanym prowadzi często do nadmiernej samokontroli, pilnowania każdego gestu i słowa, ciągłego skupiania się na własnym zachowaniu i analizowania go pod kątem ewentualnych niedociągnięć. Charakterystyczna jest uwaga skierowana do wewnątrz, skupianie się na własnych odczuciach, przy jednoczesnym poczuciu umysłowej pustki, co utrudnia jakiekolwiek rozmowy, swobodne interakcje, nieskrępowane i naturalne bycie wśród ludzi. Osoba z lękiem społecznym to, że jest przez cały czas oceniana, bierze za pewnik, a sama dla siebie jest najsurowszym sędzią.
Czytaj także: Lęk przed oceną i odrzuceniem. 5 kroków do pokonania nieśmiałości
Lęk społeczny sprzyja snuciu katastroficznych scenariuszy. Może objawiać się wręcz strachem przed kompromitacją („zaraz palnę coś głupiego i się ośmieszę”) i upokorzeniem, a w konsekwencji ‒ odrzuceniem. Charakterystyczne jest także czytanie w myślach innych ludzi („na pewno myśli, że jestem głupia i do niczego się nie nadaję”) i błędne przekonanie, że to, co w rzeczywistości jest jedynie domysłem, to najprawdziwsza prawda, choć dowodów na to brak. Osoba z lękiem społecznym skanuje otoczenie w poszukiwaniu potwierdzenia, że jest źle oceniana. Stosuje tzw. negatywne filtrowanie: natychmiast wyłapie każde krytyczne spojrzenie, dostrzeże bez problemu także neutralną reakcję, ale wszelkie pozytywne sygnały aprobaty przelecą przez jej sito niezauważone. Wszystko to naturalnie łączy się z tendencją do zamartwiania się. Ktoś taki będzie w nieskończoność analizował nawet prostą rozmowę o pogodzie w poszukiwaniu własnych w niej potknięć i przewidywał przyszłe niepowodzenia.
Nawet najbardziej rzetelny opis wszelkich możliwych objawów nie odda tego, co czuje osoba ze społecznym lękiem. Gdziekolwiek się nie znajdzie, czuje się problemem. Źle stoi, siedzi, źle, że tu w ogóle jest, bo przeszkadza innym. Wszyscy patrzą, widzą, oceniają. To często obezwładniający paraliż w kolejce w markecie („trzeba dziesięć razy sprawdzić, czy na pewno mam pod ręką kartę płatniczą, bo jak zablokuję kolejkę, to...”), w poczekalni u dentysty („jak mam tam w ogóle wejść i przeżyć ten moment wbitych we mnie pięciu par oczu?!”), na grillu („na pewno będzie ktoś, kogo nie znam i będzie się na mnie gapił, jak przeżuwam, więc lepiej nic nie będę jeść albo najlepiej pójdę do domu”). Komuś, dla kogo nawet small talk w windzie urasta do rangi zadania ponad siły, bardzo trudno poruszać się w świecie oczekującym, że się „wybijesz”, „przyciągniesz wzrok”, będziesz się umiała „świetnie sprzedać”. Jak to zrobić, skoro ktoś taki chciałby być niewidzialny, zniknąć i wreszcie uwolnić się od oceny? Znikanie to zresztą częsta strategia obronna w obliczu lęku. Behawioralnie zaburzenie to oznacza przede wszystkim unikanie kontaktów społecznych albo ograniczanie ich do koniecznego minimum. To dlatego czas ograniczeń związanych z pandemią dla wielu osób z lękiem społecznym był paradoksalnie czasem ulgi i odpoczynku od chronicznego napięcia. Chronienie siebie przed tym, co powoduje lęk, jest oczywiście skuteczne, ale tylko krótkoterminowo. W dłuższej perspektywie izolacja nie tylko nie zmniejsza lęku, ale może go wręcz nasilać. Nieleczony lęk nie znika, a narasta, i coraz bardziej komplikuje życie.
Nie ma jednej prostej przyczyny lęku społecznego, bo najczęściej jego wystąpienie jest wypadkową kilku czynników. Z pewnością znaczenie mają tutaj geny ‒ badania pokazują, że lęk społeczny może być w pewnym stopniu dziedziczny i często występuje rodzinnie. Źródłem problemu jest także nadpobudliwy układ nerwowy, co oznacza, że nawet niewielkie bodźce emocjonalne mogą powodować wydzielanie kortyzolu, hormonu stresu w organizmie. Nasilony lęk społeczny łączony jest także ze zmniejszoną ilość serotoniny (hormonu odpowiedzialnego za kontrolowanie nastroju) w mózgu, choć tej hipotezie przeczą badania naukowców z Uniwersytetu w Uppsali z 2015 roku. Dowiedli oni czegoś wręcz przeciwnego: u osób z objawami fobii społecznej zaobserwowali podwyższony poziom serotoniny w części mózgu zwanej ciałem migdałowatym, która jest swoistym „centrum strachu”, gdyż odpowiada za generowanie agresji oraz reakcji obronnych. Im więcej serotoniny powstaje w ciele migdałowatym, tym większe stany lękowe występowały u chorych. Fobię społeczną powiązano także z nieprawidłowym poziomem glutaminianu i oksytocyny w mózgu (hormony te kontrolują reakcje w sytuacjach społecznych i intensywność objawów lękowych) oraz ze zwiększoną wrażliwością obszarów mózgu kontrolujących nastrój i emocje.
Wśród przyczyn przyczyn psychospołecznych wymienia się przede wszystkim negatywne społeczne doświadczenia z przeszłości, jak bycie ofiarą wyśmiewania, prześladowania i nadmiernej krytyki. Lęk może być także skutkiem uczenia się przez obserwację zachowań innych osób, na przykład dorastania w rodzinie, w której rzadko utrzymuje się kontakty społeczne, ale także rezultatem wczesnodziecięcych traum, przemocy i zaniedbania. Z zaburzeniem tym wiążą się również nadopiekuńcze style wychowawcze. U dzieci izolowanych przed wszelkimi zagrożeniami ze świata zewnętrznego ryzyko rozwoju lęku społecznego wzrasta.
Psychologowie są zgodni, że nie bez znaczenia jest w tym przypadku także osobowość, ale zależność ta nie jest aż tak prosta, jak mogłoby się wydawać: wcale nie trzeba być nieśmiałym introwertykiem, by doświadczyć lęku społecznego. Szwedzcy naukowcy badając tę zależność ustalili, że pacjentów z lękiem społecznym można podzielić na trzy grupy o odrębnych profilach osobowości: osoby reprezentujące typowe przejawy fobii społecznej ‒ bardzo lękliwe i introwertyczne (33 proc.), osoby o umiarkowanym natężeniu lęku – bardzo introwertyczne i bardzo sumienne (29 proc.) oraz najczęściej spotykane osoby z dość wysokim poziomem ekstrawersji, o dużym natężeniu neurotyzmu i otwartości na doświadczenie (38 proc.). Okazuje się więc, że że zaburzenie lęku społecznego to problem silnie powiązany z osobowością, ale jednocześnie bardzo różnorodny.
Czytaj także: „Dziki introwertyk” – sprawdź, czy nim jesteś
Niezależnie od pierwotnej przyczyny, skutki lęku społecznego są wyjątkowo przykre, a w wyniku izolacji od ludzi przybierają na sile. Niestety jest to zaburzenie, na które nie ma natychmiastowego i skutecznego lekarstwa, można jednak zrobić wiele, by stopniowo, dzięki połączeniu kilku narzędzi terapeutycznych, wracać i do siebie, i do ludzi.
Przede wszystkim ‒ w ogóle próbować szukać pomocy, co dla osoby z lękiem społecznym nie jest ani łatwe, ani oczywiste. Statystyki pokazują, że pomimo dostępności metod leczenia, mniej niż 5% osób cierpiących na zaburzenia lękowe o podłożu społecznym zgłasza się na leczenie w ciągu roku od wystąpienia pierwszych objawów, a ponad jedna trzecia osób zgłasza objawy przez 10 lub więcej lat przed zwróceniem się o pomoc. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest... lęk społeczny, bo przecież nie da się uzyskać pomocy bez narażenia się na kontakt z drugim człowiekiem ‒ rozmowę z psychiatrą czy psychologiem.
W farmakoterapii zaburzeń lęku społecznego najczęściej stosuje się leki z grupy SSRI (selektywne inhibitory wychwytu zwrotnego serotoniny), a niektórych przypadkach doraźnie podaje się leki beta-blokujące, aby opanować fizyczne objawy lęku (jak np. drżenie rąk, szybkie bicie serca). Leczenie farmakologiczne łączy się z psychoterapią. Najskuteczniejszym narzędziem nadal pozostaje terapia poznawczo-behawioralna (CBT), powszechnie stosowana w leczeniu zaburzeń lękowych o podłożu społecznym. CBT uczy pacjenta różnych sposobów myślenia, zmiany schematów, zachowania i reagowania na sytuacje, pomagając mu w ten sposób zmniejszyć lęk i strach. CBT może również pomóc w nauce i ćwiczeniu umiejętności społecznych, to narzędzie dobrze przebadane, uznawane za „złotym standard” w psychoterapii zaburzeń lekowych. Jedną z odmian terapii poznawczo-behawioralnej skuteczną w przypadku lęku społecznego jest także terapia ekspozycyjna. Koncentruje się na stopniowej konfrontacji z lękami leżącymi u podstaw zaburzenia, co pomaga powoli zaangażować się w czynności, które wcześniej powodowały wycofanie. Terapia ekspozycyjna jest często stosowana w połączeniu ze wzmacniającymi jej skuteczność ćwiczeniami relaksacyjnymi.
Czytaj także: Jak pokonać lęk? 4 kroki słynnej terapii ekspozycyjnej opisuje znany psychiatra Rafael Santandreu
Inną opcją leczenia zaburzeń lękowych o podłożu społecznym jest terapia akceptacji i zaangażowania (ACT). To nieco inne podejście niż CBT ‒ nie skupia się na eliminacji lęku, raczej uczy, jak zmienić relację z trudnymi emocjami i myślami, aby przestały one kontrolować wszelkie działania i decyzje. Opiera się na rozwijaniu elastyczności psychologicznej, wykorzystuje strategie takie jak uważność i wyznaczanie celów, aby zmniejszyć dyskomfort i lęk. Coraz więcej badań dowodzi skuteczności takiego podejścia.
Najnowszym narzędziem wykorzystywanym w terapii zaburzeń lękowych jest wirtualna rzeczywistość (VR), która umożliwia terapię ekspozycyjną, polegającą na kontrolowanym oswajaniu się z sytuacjami wywołującymi lęk (np. wystąpienia publiczne, rozmowa kwalifikacyjna, przebywanie w tłumie) w gabinecie terapeutycznym, a więc w bezpiecznym środowisku. VR pozwala na wielokrotne przeżywanie stresujących sytuacji ze świadomością, że nie jest to realne zagrożenie, a dodatkowo terapeuta może powoli zwiększać natężenie bodźców, więc ekspozycja odbywa się metodą małych kroków. Zaletą jest fakt, że mózg reaguje na wirtualne postacie podobnie jak na prawdziwych ludzi, co pozwala odczuwać realne emocje i uczyć się je kontrolować.
Niezależnie od metody leczenia najważniejszy pozostaje sam fakt, że osoba cierpiąca próbuje sobie pomóc. Bo nieleczony lęk społeczny nie tylko izoluje i przyczynia się do poczucia samotności, blokuje możliwości rozwoju i budowania więzi. Może mieć także bardzo poważne skutki zdrowotne. Depresja, zaburzenia odżywiania, inne zaburzenia lękowe to tylko przykłady konsekwencji, których można uniknąć, szukając, nawet na przekór objawom, profesjonalnej pomocy.
Wykorzystane źródła: https://adaa.org/understanding-anxiety/social-anxiety-disorder; https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C405520%2Cfobie-spoleczne-moga-miec-inne-podloze-niz-dotychczas-sadzono-dotychczas.html; https://journals.plos.org/plosone/article?id=10.1371/journal.pone.0232187; https://www.theguardian.com/commentisfree/2023/mar/20/social-anxiety-disorder-is-crippling-and-common-graded-exposure-is-the-first-step-out; https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C106043%2Cpokonac-fobie-w-wirtualnej-rzeczywistosci-dziala-pokazuja-badania.html; https://www.health.harvard.edu/mind-and-mood/social-anxiety-disorder-treatments-and-tips-for-managing-this-challenging-condition