1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Drobiazg, który zmienia wszystko? „Efekt motyla” w życiu to nie to, co nam się wydaje...

Drobiazg, który zmienia wszystko? „Efekt motyla” w życiu to nie to, co nam się wydaje...

Czy trzepot skrzydeł motyla może ostatecznie wywołać tajfun po drugiej stronie świata? Odpowiedź na to pytanie, chyba najpopularniejsze w odniesieniu do teorii chaosu, wcale nie jest oczywiste. Wypada powiedzieć: tak, ale... (Fot. Westend61/Getty Images)
Czy trzepot skrzydeł motyla może ostatecznie wywołać tajfun po drugiej stronie świata? Odpowiedź na to pytanie, chyba najpopularniejsze w odniesieniu do teorii chaosu, wcale nie jest oczywiste. Wypada powiedzieć: tak, ale... (Fot. Westend61/Getty Images)
Wierzysz, że jedna decyzja sprzed lat, i to zupełnie banalna, kompletnie zmieniła twoje życie? Oczywiście może tak być. Najczęściej jednak magiczne myślenie bywa efektem błędnej interpretacji teorii chaosu, a zwłaszcza jej często wykorzystywanego w popkulturze elementu ‒ „efektu motyla”.

Większości z nas na hasło „efekt motyla” natychmiast przed oczyma przesuwają się kadry z filmu z 2004 roku pod tym właśnie tytułem z Ashtonem Kutcherem wcielającym się w Evana Treborna, który od dzieciństwa cierpi zaniki pamięci. Gdy jako dorosły czyta swoje stare pamiętniki, odkrywa, że może przenosić się do tych momentów z przeszłości i wpływać na ich przebieg. Próbuje więc naprawić błędy i skorygować przeszłe wydarzenia ze swojego życia i życia bliskich osób, ale każda zmiana uruchamia nowy ciąg zdarzeń, często gorszy od poprzedniego. Nawet najlepsze intencje nie pozwalają przewidzieć skutków podejmowanych działań, także tych najdrobniejszych. „Ponoć coś tak małego jak trzepot skrzydeł motyla może ostatecznie wywołać tajfun po drugiej stronie świata” ‒ takim mottem zaczerpniętym z teorii chaosu, który doczekał się wielu mniej lub bardziej podrasowanych wersji, zaczyna się fabularna historia podróży przez alternatywne wersje rzeczywistości. Pewnie, że to science fiction, ale nad ideą, zgodnie z którą nawet nieistotne z pozoru wydarzenia, spotkania czy decyzje mogą wpływać na całe nasze życie, pochylają się także naukowcy, choć sam termin naukowy nie jest. Jego nieścisłość sprawia, że zwłaszcza w kulturze popularnej, a przede wszystkim w social mediach, głównie na Tik Toku, bywa nadużywany i zupełnie błędnie interpretowany. No i co w tym złego? Otóż całkiem sporo, bo postrzeganie swojego życia, relacji, wyborów przez pryzmat wypaczonego ze swojej istoty „efektu motyla” może spowodować zupełnie realne szkody.

Rzut oka na teorię chaosu

Zjawisko, które nazwano później efektem motyla, jako pierwszy zidentyfikował Edward Lorenz (1917-2008), profesor meteorologii w Massachusetts Institute of Technology. Lorenz był meteorologiem i matematykiem i właśnie te dwie dyscypliny połączył ze sobą, tworząc teorię chaosu. W latach 50. XX wieku poszukiwał skutecznego sposobu przewidywania pogody, ponieważ uznał modele liniowe za nieskuteczne. W tym celu testował model komputerowy zaprojektowany do symulacji różnych wzorców pogodowych. W jednym z eksperymentów wprowadził warunek początkowy jako 0,506 zamiast 0,506127. Ta absolutnie minimalna różnica założeń wyjściowych wpłynęła na ostateczny wynik: prognoza była zupełnie inna tylko za sprawą tej drobnej zmiany. Test ten doprowadził Lorenza do wniosku, że nawet pozornie nieistotny detal może mieć długoterminowe skutki. Swoje odkrycie omówił w artykule z 1963 roku zatytułowanym „Deterministyczny przepływ nieokresowy”.

W 1972 roku przedstawił tę ideę szerszej publiczności na konferencji Amerykańskiego Stowarzyszenia Postępu Nauki, gdzie wygłosił wykład zatytułowany „Przewidywalność: Czy trzepot skrzydeł motyla w Brazylii wywołuje tornado w Teksasie?”. Tytuł, wymyślony przez meteorologa Philipa Merileesa, sprawił, że pomysł Lorenza nazwano właśnie „efektem motyla”. W opisanym systemie (atmosferze) trzepot skrzydeł motyla reprezentuje niewielką zmianę początkowych warunków, która może prowadzić do tornada. Wnioski z tego odkrycia Lorenz opisał mniej więcej tak: jeśli w obserwacji stanu obecnego popełniono jakikolwiek błąd (a w każdym rzeczywistym systemie takie błędy wydają się nieuniknione), to dopuszczalne przewidywanie natychmiastowego stanu w odległej przyszłości może okazać się niemożliwe. Nie jesteśmy w stanie dokładnie określić, co kieruje systemem. Motyl symbolizuje ten niepoznawalny czynnik. Ostatecznie więc zdaniem naukowca nauka jest mniej dokładna, niż zakładamy. Teoria chaosu okazała się rewolucyjna, bo podważająca wcześniejsze idee naukowe choćby Isaaca Newtona, który twierdził, że nauka potrafi dokładnie przewidywać przyszłe rezultaty.

Efekt motyla szybko znalazł zastosowanie także poza kontekstem meteorologii. Dziś używa się go szerzej, w kontekście ekonomii, nauk o środowisku, biznesu, marketingu. Podobnie jak pogoda, marketing to złożony system, w którym określenie bezpośredniego wpływu jakiegokolwiek pojedynczego, drobnego posunięcia na ostateczny sukces lub jego brak jest praktycznie niemożliwe. Rynki to złożone systemy składające się z wielu powiązanych ze sobą elementów, a to, czy firma poniesie porażkę, czy odniesie sukces, może zależeć od bardzo drobnych szczegółów w jej strategii. Pochodzący z Indii Rajagopal, prof. marketingu i autor wielu książek, pisze w jednej z nich o efekcie motyla, wyjaśniając, jak odnoszące sukcesy firmy, takie jak Apple i Nestlé, często podchodzą do konkurencji rynkowej, wprowadzając drobne zmiany, które mają na nią ogromny wpływ. Na przykład Apple często wprowadza jedynie drobne ulepszenia technologiczne pomiędzy modelami iPhone'a, ale mimo to za każdym razem, gdy wypuszcza nowy model, urządzenia znikają z półek. Ponieważ firmom trudno jest dokładnie przewidzieć, jak poradzą sobie na konkurencyjnym rynku, skupiają się na drobnych, kontrolowanych szczegółach.

Teoria chaosu, której elementem jest efekt motyla, to właściwie nauka o niespodziankach, o tym, co nieprzewidywalne. Uczy nas oczekiwać nieoczekiwanego nie tylko w meteorologii i biznesie, ale także ‒ w codziennym życiu. I tu pojawia się niemały kłopot, bo uproszczony w popularnych przekazach efekt motyla, zakładający, że każda drobna zmiana, błaha decyzja, pozornie nieistotny wybór może mieć poważne, potencjalnie zmieniające życie konsekwencje w przyszłości, wcale niekoniecznie nam służy.

„Co by było, gdyby”, czyli jak „efekt motyla” staje się pułapką

Ważne jest to, że „efekt motyla” nie jest tym samym co efekt domina, a często bywa z nim mylony. W efekcie domina jeden delikatny ruch uruchamia nieuchronną konsekwencję ‒ ciąg następujących po sobie zdarzeń, inspirowanych prawami fizyki. Gdy popchniesz jeden klocek, reszta poleci na pewno. W „efekcie motyla” wyniki są nieprzewidywalne, a ścieżka od zdarzenia początkowego do finalnego rezultatu nie jest liniowa. To również nie to samo co szczęśliwy traf czy sprzyjający zbieg okoliczności. Los czy też fortuna oznacza ustalony, z góry przesądzony wynik, coś nam zapisanego, co wydarzy się niezależnie od naszych decyzji czy podejmowanych działań. Zbieg okoliczności to z kolei zdarzenie, w którym nie da się wskazać bezpośredniego związku przyczynowo-skutkowego, podczas gdy „efekt motyla” to jednak zasada przyczynowo-skutkowa, w której niewielka początkowa zmiana wywołuje złożoną reakcję łańcuchową, drastycznie zmieniającą ostateczny wynik, czego jednak przewidzieć się nie da. Kłopot pojawia się wtedy, gdy próbujemy to robić.

Czytaj także: Lepiej żyć tu i teraz czy wracać do przeszłości? Psycholog o zaletach mentalnych podróży w czasie

„Gdybym 10 lat temu nie poszła z Anką na tę imprezę (a pamiętam, że się wahałam), nie pozwoliła sobie postawić drinka temu przystojnemu brunetowi, nie dała mu numeru telefonu, nie odebrała, gdy zadzwonił itd., to dziś pewnie nie byłabym w trakcie trudnego rozwodu, a moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej” ‒ tak z grubsza można by opisać tok rozumowania ufundowany na błędnej interpretacji efektu motyla, który można by przyłożyć do wielu życiowych i relacyjnych sytuacji. Poetycko tę perspektywę doskonale oddał Benjamin Franklin, pisząc: „Z powodu braku gwoździa zgubiono podkowę / Z powodu braku podkowy zgubiono konia / Z powodu braku konia zgubiono jeźdźca / Z powodu braku jeźdźca przegrano bitwę / Z powodu braku bitwy zgubiono królestwo / A wszystko z powodu gwoździa do podkowy”. Jedno małe zdarzenie powoduje lawinę długoterminowych konsekwencji ‒ z powodu gwoździa upada mocarstwo. Oczywiście, że może tak być! Tyle tylko, że istotą efektu motyla jest niepewność rezultatów. Małe zmiany w złożonym systemie mogą mieć dowolną liczbę skutków lub... nie mieć żadnego. Jest więc całkowicie możliwe, że mogłabyś pójść na tę imprezę i nie spotkać owego bruneta, zostać w domu i spotkać go dwa tygodnie później w warzywniaku albo spotkać blondyna i żyć z nim do grobowej deski w szczęściu i miłości. Efekt motyla podkreśla jedynie, że nie ma żadnego sposobu, by przewidzieć ze stuprocentową pewnością długoterminowe rezultaty mikrodecyzji. Chodzi w nim nie o to, by zwracaniem uwagi na każde, nawet najdrobniejsze posunięcie zagwarantować sobie konkretny skutek, ale o uświadomienie sobie nieprzewidywalności tej strategii i tego, co może (ale nie musi) się wydarzyć.

Błędna interpretacja efektu motyla może też prowadzić do lęku związanego z podejmowaniem decyzji. Skoro traktujemy go jako gwarancję, możemy w konsekwencji bać się robić najdrobniejsze kroki i czuć nadmierną odpowiedzialność przy dokonywaniu codziennych wyborów. Jeśli to, czy kupisz bilet na pociąg do Krakowa na 13.15 czy dwie godziny później, może ostatecznie okazać się brzemienne w skutkach (ten późniejszy może przecież ulec awarii, a wcześniejszy ‒ kto wie, czy się nie wykolei...) ‒ w skrajnych przypadkach można wręcz popaść w paraliż decyzyjny i... nigdzie nie pojechać. Ale wtedy też nie jest dobrze, bo przecież gdybyś pojechała tym pociągiem, to pewnie wydarzyłoby się coś, co w tej sytuacji cię omija. Stąd już tylko krok do myślenia magicznego, w którym to, jaką decyzję w tej banalnej pociągowej sprawie podejmiesz, zaważy na całym twoim życiu i będzie mieć nieodwracalne konsekwencje. To prosta recepta na wzbudzenie w sobie niepokoju, zwłaszcza jeśli ktoś ma słoność do nadmiernych analiz i overthinkingu. Poczucie ogromnego obciążenia codziennymi wyborami może wzmocnić czujność do rozmiaru nieadekwatnego wobec okoliczności i przerodzić się wręcz w katastrofizm. Naprawdę nie sprzyja zdrowiu psychicznemu poczucie, że to, czy skręcisz na spacerze w lewo, czy w prawo, jest grą o najwyższą stawkę.

Czytaj także: Mózg nie daje ci spokoju? Poznaj 6 strategii na overthinking, które polecają psycholodzy

Jest wreszcie i taki skutek nadinterpretacji, a właściwie wypaczenia istoty tego efektu, że sprzyja ona myśleniu w trybie przypuszczającym pod hasłem: „co by było, gdyby”. Analizowaniem wszelkich możliwych scenariuszy, ciągłym wracaniem do przeszłych wyborów, rozmyślaniem o tym, co mogłoby pójść lepiej, gdyby, można się zamęczyć. Ten tryb myślenia to recepta na obwinianie siebie za wszystko, co poszło nie tak, pielęgnowanie w sobie żalu za niefortunne decyzje, wkręcanie się w spiralę poczucia winy. Znakomita większość zdarzeń, które stają się naszym udziałem, ma charakter wieloprzyczynowy. Dopatrywanie się determinującego wpływu jednego drobiazgu na szereg istotnych zdarzeń to szkodliwa i wyczerpująca perspektywa. Myśląc w ten sposób łatwo też popaść w nadmierną kontrolę ‒ i próbować kontrolować nawet to, na co nie mamy wpływu.

Sam w sobie „efekt motyla” nie musi jednak oznaczać samych strat. W założeniu, że w teorii chaosu może być odrobina prawdy, jest również sporo plusów. Ważne jest tylko to, czy dobrze ją rozumiemy i czy aby nie tłumaczymy nią wszystkiego, co dzieje się w naszym życiu.

Czytaj także: Widzimy i słyszymy to, co chcemy. Błąd potwierdzenia i ułatwia, i komplikuje nam życie

Bonusy „efektu motyla” ‒ taka perspektywa ma sens!

Gdyby odwrócić kota ogonem i założyć, że codzienne drobne decyzje nie mają najmniejszego znaczenia, można by doprowadzić do... katastrofy. I to całkiem dosłownie, jeśli mowa o kryzysie klimatycznym. To szczególny obszar, w którym baczne przyglądanie się nawet drobnym codziennym wyborom ma ogromny sens. Tak, to czy dziś wypijesz napój słomką wielokrotnego użytku, może nie mieć liniowego wpływu na emisję dwutlenku węgla, ale jednak może w pewien sposób zmienić trajektorię zmian klimatu. Ta świadomość może zachęcić do życia z większą świadomością naszego potencjalnego wpływu na całe środowisko naturalne, społeczeństwo, planetę. Świadomość „efektu motyla” wymusza w pewnym sensie przemyślane decyzje, ponieważ nigdy nie wiemy, jakie będą ich konsekwencje. Dobrze wykorzystany może mieć niezwykle motywującą moc, dawać poczucie sprawczości.

Pomaga też pielęgnować uważność. Skoro nawet drobiazg może mieć znaczenie, zwracanie większej uwagi na podejmowane działania, produkty wrzucane do koszyka, wybór miejsca na spędzenie wakacji, a nawet to, jak traktujemy innych ludzi, jest niezwykle istotne. Bo czasami faktycznie jedno niemiłe zdanie rzucone do kogoś półgębkiem bez grama życzliwości, o którym ty zapomnisz w kilka sekund, temu komuś może popsuć cały dzień, podkopać jego wiarę w siebie i ludzi, zasmucić go na długo. Jeśli „efekt motyla” można wykorzystać dobrze, to nie do niekończących się analiz własnego postępowania i każdej pierdoły, a do dojrzałej refleksji nad tym, co robimy, jak się wzajemnie traktujemy, bo przecież... konsekwencji przewidzieć nie sposób. Może więc lepiej, tak na wszelki wypadek, być zwyczajnie życzliwym? Bo „efekt motyla” działa na twoją korzyść wtedy, gdy wykorzystujesz go z dobrą intencją, a szkodzi wtedy, gdy jest podsycany strachem.

Wykorzystane źródła: https://www.britannica.com/science/butterfly-effect; https://thedecisionlab.com/reference-guide/economics/the-butterfly-effect; https://fractalfoundation.org/resources/what-is-chaos-theory/; https://www.verywellmind.com/what-the-butterfly-effect-really-means-11950487

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE