Mentalne podróże między przeszłością, teraźniejszością i przyszłością odbywamy zupełnie bezwiednie każdego dnia. Co wpływa na to, który z tych wymiarów odwiedzamy najczęściej, i jakie to ma znaczenie dla naszego funkcjonowania i poczucia szczęścia – tłumaczy prof. Maciej Stolarski z Uniwersytetu Warszawskiego.
- Przenosimy się pomiędzy trzema horyzontami czasowymi jednocześnie – mówi prof. Maciej Stolarski. Choć fizycznie jesteśmy tu i teraz, mentalnie podróżujemy do przeszłości i przyszłości.
- To, która perspektywa dominuje, wpływa na nasze samopoczucie i decyzje – nadmiar negatywnej przeszłości może obniżać nastrój, a nierealistyczne myślenie o przyszłości prowadzić do frustracji.
- Jak dodaje prof. Maciej Stolarski: „Perspektywa przeszłościowo-pozytywna jest dla nas jako jedyna jednoznacznie dobra”. Wzmacnia poczucie sensu, wdzięczność i stanowi ważne źródło psychicznych zasobów.
- Ekspert podkreśla też, że nie każda teraźniejszość nam służy – nastawienie na szybką przyjemność może sprzyjać ryzykownym zachowaniom i uzależnieniom.
- Kluczem do dobrostanu jest elastyczność, czyli umiejętność świadomego przełączania się między perspektywami czasowymi. Może ona zwiększać poczucie szczęścia i równowagi.
Wywiad pochodzi z magazynu „Sens” 02/2026.
Agnieszka Radomska: Fizycznie funkcjonujemy wyłącznie w teraźniejszości, ale już umysłem wciąż przenosimy się pomiędzy teraźniejszością, przeszłością i przyszłością. Warto sobie uświadamiać, że na przykład zbyt czysto wracamy do przeszłości albo wybiegamy w przyszłość?
Maciej Stolarski: Przenoszenie się pomiędzy tymi trzema horyzontami odbywa się automatycznie. Robimy to codziennie – choćby wtedy, gdy w naszym życiu pojawia się chaos, potrzebujemy usiąść i coś zaplanować, a więc wybiec w przyszłość. Ktoś, kto przygotowuje się do kilku egzaminów, musi opracować strategię, zdecydować, ile czasu poświęcić konkretnym przedmiotom, by cały ten proces zoptymalizować. Celowe planowanie i działanie jest zupełnie świadome, ale najpewniej taki student nie zwraca wówczas uwagi na to, że właśnie dokonuje aktu mentalnej podróży w czasie. Natomiast im bardziej jesteśmy świadomi tego, że mamy takie narzędzie i że w każdym momencie są dla nas dostępne inne horyzonty czasowe, tym bardziej możemy z niego korzystać, i na przykład błądząc myślami w przeszłości, powiedzieć sobie „stop”, wrócić do teraz, zatrzymać się nad obecnym doświadczeniem, poczuć napięcie w ciele, wziąć głębszy oddech. Na tym generalnie polega praktyka uważności – to praca w jednym horyzoncie czasowym, powracanie do teraźniejszości.
Perspektywy czasowe dają nam jednak dużo więcej narzędzi niż tylko uważna teraźniejszość. Możemy sięgać w przeszłość, by dzięki doświadczeniom i zdobytej wiedzy stabilizować moment teraźniejszy – a poprzez to ułatwiać realizację celów w przyszłości.
Wbrew pozorom obracamy się nie tylko w trzech wymiarach. W teorii Philipa Zimbardo i Johna Boyda perspektyw czasowych jest dużo więcej.
W tej konkretnej teorii, która powstała w latach 90. XX wieku, mamy pięć perspektyw: przeszłościowo-pozytywną i przeszłościowo-negatywną, teraźniejszo-hedonistyczną i teraźniejszo-fatalistyczną oraz przyszłościową, która w późniejszym czasie również została rozbita przez badaczy na pozytywną i negatywną. Trudno tu jednak mówić o skończonej liczbie, bo z pewnością można by nazwać i opisać ich więcej, co zresztą w procesie badań naukowych wciąż się dzieje.
Nawet nie znając teorii, prawdopodobnie intuicyjnie czujemy, że to, która z tych perspektyw u nas dominuje, ma ogromny wpływ na całe nasze funkcjonowanie – samopoczucie, motywację, a nawet poczucie szczęścia. Przecież jeśli będę w kółko wracać wspomnieniami do trudnych przeżyć z przeszłości, moje samopoczucie dziś będzie raczej kiepskie...
Każdy z nas porusza się pomiędzy wszystkimi tymi perspektywami. Natomiast kiedy rzeczywiście jedna z nich jest dominująca, to ona staje się filtrem, przez który patrzymy na rzeczywistość i który zaczyna silnie oddziaływać na wszystko to, co pani wymieniła.
Przeszłość pozytywna – żeby dla równowagi wymienić i dobre strony mentalnego cofania się w czasie – czyli powracanie do dobrych doświadczeń, buduje nas i wzmacnia, przede wszystkim za sprawą wdzięczności. Właśnie ta perspektywa jest absolutnie fundamentalna dla naszego dobrostanu psychicznego.
Badania pokazują wyraźnie, że to, czy czujemy się dobrze ze sobą i w ogóle w życiu, w ogromnym stopniu zależy od umiejętności korzystania z tego horyzontu, bo on daje poczucie konstruktywnych korzeni, z których możemy czerpać zasoby w sytuacjach krytycznych.
W świetle badań, które prowadziłem na przestrzeni lat, widać wyraźnie, że perspektywa przeszłościowo-pozytywna jest dla nas jako jedyna jednoznacznie dobra. Oczywiście pięknym wspomnieniom może towarzyszyć oprócz wdzięczności nostalgia spod znaku „kiedyś to były czasy”, powodująca niedocenianie teraźniejszości, ale raczej jednak minimalizuje zgorzkniałość i skłonność do narzekania.
Myślę, że ludzie, którzy wspominają z rozrzewnieniem świat sprzed chociażby nowych technologii, cierpią nie tyle za sprawą samej perspektywy przeszłościowo-pozytywnej, ile w związku ze stresem związanym z nadmiarem nowości i trudnych do objęcia umysłem zmian następujących w zawrotnym tempie. Przeszłość staje się dla nich poniekąd bezpieczną przystanią, w której mogą się schronić przed nawałnicą zmian, tak wyraźną w naszej teraźniejszości.
Pozytywne wspomnienia nie mogą nam szkodzić?
Mógłbym wskazać tylko jedno niewielkie badanie, w którym uzyskałem wynik odwrotny – wskazujący, że myślenie przeszłościowo-pozytywne może nie tyle wyrządzić krzywdę, ile wpłynąć negatywnie na funkcjonowanie w teraźniejszości. Jego wyniki pokazały, że przeszłość pozytywna przewidywała negatywnie satysfakcję stricte seksualną, ale już nie ogólną ze związku, w relacjach romantycznych. Innymi słowy, ludzie często powracający do pozytywnych doświadczeń seksualnych z przeszłości byli mniej zadowoleni z obecnego życia w tym obszarze.
Skąd to może się brać?
Ten wynik był dla mnie zaskoczeniem, jednak myślę, że można go dość łatwo wytłumaczyć. Jeżeli ktoś miał w przeszłości dużo bardzo pozytywnych doświadczeń seksualnych i często do nich wraca, to ma wyznaczony wysoki standard, któremu w teraźniejszości może być trudno sprostać.
Druga rzecz jest taka, że relacje romantyczne funkcjonują według pewnej dynamiki: inaczej wygląda seks w pierwszych latach związku, a inaczej w kolejnych, gdy namiętność jest kompensowana przez intymność i gdy pojawia się zaangażowanie. Ktoś, kto będzie uporczywie powracał pamięcią do pierwszych namiętnych zbliżeń, może faktycznie narzekać na brak ekscytacji w sypialni po latach wspólnego życia.
Podkreślam jednak, że poza tym jednym badaniem myślenie przeszłościowo-pozytywne daje nam wyłącznie korzyści, podobnie jak przeszłościowo-negatywne – przede wszystkim straty.
A co z uczeniem się na błędach? Chyba dobrze czasem wrócić pamięcią do własnych porażek czy złych decyzji sprzed lat po to, by ich więcej nie powtórzyć?
Oczywiście! Nie chodzi o to, żeby całkiem stłumić negatywne wspomnienia czy też, mówiąc językiem psychoanalitycznym, zepchnąć je do nieświadomości. Natomiast istotą przeszłości negatywnej, jaką mierzymy w badaniach, jest to, że ona nam się sama narzuca.
Najczęściej wcale nie chcemy wracać pamięcią do przeszłości, ale te przykre doświadczenia są tak dotkliwe, a jednocześnie istotne, że przez cały czas w nas pracują wbrew naszej woli. Wtedy właśnie mówimy o cieniu, który przeszłość rzuca na teraźniejszość, a w ślad za tym – na przyszłość.
W jednym z badań mierzyliśmy samopoczucie studentów w czasie okołoświątecznym. Prosiliśmy, by określili swój nastrój w chwili obecnej i spróbowali przewidzieć, jak będą się czuli po Nowym Roku. Wówczas kolejny raz zmierzyliśmy ich samopoczucie, by sprawdzić, czy ich prognozy się sprawdziły. Analiza wyników pokazała, że ludzie z dominującą perspektywą przeszłościowo-negatywną w znakomitej przewadze spodziewali się gorszego samopoczucia po Nowym Roku niż to, którego faktycznie później w tym okresie doświadczyli.
Na pierwszy rzut oka perspektywa przyszłościowo-pozytywna wydaje się idealna, oznacza nadzieję i optymizm. Jednak tutaj też jest haczyk, znamy przecież w psychologii zjawisko nieadaptacyjnych marzeń na jawie. Jeśli będę siedzieć na kanapie i wyobrażać sobie, że zostanę arabską księżniczką, co jest nawet przyjemne, ale poza moim zasięgiem, raczej mi to nie posłuży...
Oczywiście ma pani rację, bo cele, które mają charakter nieosiągalny, mogą być frustrujące. Do podanego przez panią przykładu pasuje wyjaśnienie zaczerpnięte z teorii rozbieżności ja Tory’ego Higginsa, zgodnie z którą mamy trzy struktury ja: teraźniejsze rzeczywiste oraz dwie reprezentacje ja w przyszłości – ja idealne i ja powinnościowe. Podam klasyczny przykład: ktoś, kto pochodzi z rodziny prawniczej, może czuć, że tak jak dziadek i ojciec powinien zrobić aplikację, zostać adwokatem lub sędzią. To jest jego ja powinnościowe. Ja idealne z kolei jest bliższe osobistym pragnieniom – to nie żaden prawnik, tylko choćby muzyk rockowy. Mamy więc dwie przyszłościowe reprezentacje ja – jakościowo i treściowo zupełnie różne, bardzo trudne do pogodzenia. Musi więc pojawić się konflikt. Jeżeli doświadczamy rozbieżności między ja powinnościowym a teraźniejszym, to budzi lęk, że nie sprostamy oczekiwaniom. Gdy doświadczamy z kolei rozbieżności między ja idealnym a teraźniejszym, to raczej pojawia się smutek, przygnębienie spowodowane świadomością, że daleko nam do tego, co naprawdę chcielibyśmy w życiu robić. Jeśli z kolei czujemy, że zbliżamy się do któregoś z tych przyszłych ja, pojawiają się emocje nagradzające.
Ważne jest to, że niezależnie od tego, o którym z tych dwóch różnych celów mówimy, motywację w teraźniejszości zyskamy tylko wtedy, gdy one będą jakkolwiek osiągalne, jeśli pomiędzy ja teraźniejszym a przyszłym nie będzie przepaści. W pani przykładzie taka przepaść jest, nie jest pani przecież w stanie skonstruować sobie ścieżki prowadzącej do celu, jakim jest zostanie arabską księżniczką, więc takie myślenie o przyszłości faktycznie jest nieadaptacyjne.
By perspektywa przyszłościowo-pozytywna nam służyła, obrany cel powinien być motywujący i może wymagać wyjścia ze strefy komfortu, ale jednak musi być realny i powiązany z teraźniejszością, możliwą do wyobrażenia sekwencją wydarzeń.
Może za sprawą popularności mindfulness byłam przekonana, że najbezpieczniej jest być tu i teraz. A jednak nie do końca tak jest, bo perspektywa teraźniejszo-hedonistyczna została w badaniach powiązana z uzależnieniami i zachowaniami ryzykownymi.
Nie bez powodu perspektywa teraźniejsza została najpierw rozdzielona na hedonistyczną i fatalistyczną, a potem wyłoniono dodatkowo eudajmonistyczną – pomiędzy nimi istnieją bowiem kolosalne różnice. Pierwsza jest mocno uwarunkowana genetycznie i silnie sprzężona z cechami temperamentalnymi związanymi z poszukiwaniem doznań i preferencją ryzyka. Pod tym względem bardzo się między sobą różnimy, nasze układy nerwowe i systemy dopaminergiczne są różne – jedna osoba potrzebuje silnej stymulacji, drugiej nie potrzeba do poczucia satysfakcji wielu doznań. Skłonność do przyjmowania perspektywy teraźniejszo-hedonistycznej ma z tym wiele wspólnego. W dążeniu do szybkiej nagrody nastawia nas na bardzo krótką przyszłość, w związku z czym obniżamy wartość nagród bardziej oddalonych w czasie, choćby te były większe. W tej perspektywie nie przyjmujemy do wiadomości, że jeśli wypijemy za dużo alkoholu, to w efekcie będziemy mieć kaca, albo jeśli zjemy za dużo słodyczy, utyjemy. Interesuje nas szybka gratyfikacja, a większa potencjalna nagroda za rezygnację z tej szybkiej, czyli szczupła sylwetka czy dobre samopoczucie następnego dnia, traci na znaczeniu.
Oczywiście jest to błędne koło, bo na przykład złe samopoczucie, które wynika z nadmiaru alkoholu, potem domaga się hedonistycznej kompensacji – ponownego wypicia alkoholu. Tak wpadamy w kołowrotek w teraźniejszości w poszukiwaniu dopaminergicznego odbicia.
Jedni mają skłonność do przyjmowania hedonistycznej perspektywy, a inni potrafią przewidywać długofalowe konsekwencje i się z nimi liczą. Skąd te różnice?
To jest zjawisko wieloprzyczynowe, ale z pewnością znaczenie ma tutaj osobowość. Plastycznie pokazuje to teoria osobowości stworzona przez amerykańskiego psychologa Henry’ego Murraya, dużo szersza niż freudowska, ale zawierająca wiele odniesień psychoanalitycznych i psychodynamicznych. Pojawia się w niej odniesienie do freudowskiego podziału na ego, superego i id. Murray używał metafory, w której id jest koniem, na którym jedzie ego. Jedni mają szczęście i trafia im się id w postaci łagodnego kuca szetlandzkiego, który łatwo się podporządkowuje, jedzie tam, gdzie chcemy, nie wierzga, słucha się jeźdźca. Innym zaś narowisty, dziki mustang, którego biedne ego próbuje utrzymać i poskromić, ale ze względu na jego ognisty temperament nie zawsze mu się to udaje. Osoby, którym przypadnie taki mustang w postaci bardzo dużej potrzeby silnych doznań, zamiast myśleć o dalszej przyszłości w szerszym kontekście, będą skupiać uwagę na chwili obecnej, bo właśnie ta potrzeba leży u podstaw teraźniejszości hedonistycznej. Dosiadając nieokiełznanego mustanga, znacznie trudniej jest myśleć o celu podróży – chwila obecna narzuca się sama.
Z czego, oprócz cech osobowości, bierze się tendencja do przyjmowania którejś z tych kilku perspektyw jako dominującej?
W momencie narodzin człowiek ma do dyspozycji wyłącznie perspektywę teraźniejszą. Noworodki według niektórych teorii psychologii rozwojowej mogą mieć wprawdzie jakieś ślady pamięciowe z okresu życia płodowego, jednak nie są to raczej doświadczenia, które prowadziłyby do jakiejkolwiek reprezentacji siebie jako istoty istniejącej w czasie.
Świadoma epizodyczna pamięć wykształca się dopiero w okolicy trzeciego, czwartego roku życia i dopiero wtedy zaczynamy mieć dostęp do perspektywy przeszłościowej – od tego momentu, z każdym miesiącem naszego życia, reprezentacja przeszłości poszerza się i rozbudowuje.
Dla jej charakteru, pozytywnego lub negatywnego, ogromne znaczenie mają realne doświadczenia danej osoby: z jednej strony dobre wspomnienia bliskości, ważności, sukcesów, nawet tych drobnych, wczesnodziecięcych, z drugiej zaś – wszystkie trudności, traumy, odrzucenia, bolesne przeżycia. Przy czym nawet trudne doświadczenia – oczywiście nie wszystkie i nie zawsze – możemy uczyć się interpretować w kategoriach szansy na wyciągnięcie ważnych wniosków na przyszłość, dostrzec w nich jakieś plusy, reinterpretować je. W tym sensie nawet negatywne doświadczenie może stać się paradoksalnie częścią przeszłości pozytywnej, nie jesteśmy w stu procentach zdeterminowani do rozwinięcia wyłącznie perspektywy przeszłościowo-negatywnej.
Na pewno jednak, gdy przyjrzymy się ciemnej, negatywnej części perspektyw czasowych, to u ich podstaw leży jednak cecha neurotyczności, która wiąże się ze skłonnością do silnych reakcji w ciele migdałowatym i innych strukturach mózgowych związanych z tak zwanymi negatywnymi emocjami. Neurotyczność wpływa wyraźnie na skłonność do rozwijania perspektywy przeszłościowo-negatywnej, ale także teraźniejszo-fatalistycznej, bo sprawia, że powtarzające się doświadczenie kary stopniowo utrwala się w poczuciu bezradności charakterystycznej dla tej perspektywy. Nie jest to oczywiście prosta zależność przyczynowo-skutkowa, ale pewne cechy temperamentalne popychają nas wyraźnie w danym kierunku, wzmacniają jedne, a osłabiają inne perspektywy. Perspektywa przyszłościowa pozytywna jest z kolei bardzo mocno związana z doświadczeniami autonomii i sprawczości. Każde wymagające nawet niewielkiego planowania działanie, które przekłada się na konkretny korzystny efekt w życiu danej osoby, będzie wzmacniało skłonność do podejmowania kolejnych działań, które będą miały coraz bardziej dalekosiężny charakter.
Chciałabym wrócić jeszcze do tych okoliczności pozaosobowościowych.
Wśród możliwych przyczyn warto na pewno wymienić wychowanie czy też w ogóle środowisko, w jakim dorastamy, a potem żyjemy, przekazy, jakie do nas trafiają i jakie przyjmujemy. Ktoś, kto będzie bez przerwy otrzymywał na przykład od rodziców informacje o czyhających na niego niebezpieczeństwach, będzie niejako trenował się w ich selektywnym wyłapywaniu i w ciągłym przygotowywaniu się na nadejście tych zagrożeń. Wtedy istnieje ryzyko, że perspektywę przyszłościowo-negatywną przyjmie nawykowo.
Jest tu jedna ciekawa zależność – okazuje się, że im bardziej przewidywalne jest środowisko, w którym funkcjonujemy, tym częściej zaczynamy myśleć przyszłościowo.
Im bardziej mamy poczucie, że nasze decyzje będą miały przestrzeń, w której będą się mogły urzeczywistnić, tym bardziej rozbudowane plany konstruujemy. Jeśli zaś funkcjonujemy w dużej niepewności odnośnie do jutra, wzrasta ryzyko, że rozwiniemy perspektywę teraźniejszo-hedonistyczną lub fatalistyczną, bo jakiekolwiek planowanie wydaje się pozbawione sensu.
Jakie byłoby idealne rozwiązanie? Która z tych perspektyw jest dla nas najkorzystniejsza?
Nie chodzi o to, by wybierać któryś horyzont temporalny – w nieunikniony sposób wiązałoby się to ze stratą korzyści płynących z przyjmowania innych perspektyw. Ważne jest raczej, by świadomie wybierać horyzonty czasowe. W teorii Zimbardo i Boyda pojawia się idea zrównoważonej perspektywy, którą dziś wraz ze współpracownikami rozwijam w swoich badaniach. To zdolność przełączania się pomiędzy perspektywami czasowymi w taki sposób, żeby jak najlepiej funkcjonować w sytuacjach, w których się życiowo znajdujemy, aby przyjęcie konkretnej perspektywy było dla nas korzystne.
Badania, które prowadziliśmy i nadal prowadzimy wskazują na to, że zrównoważona perspektywa czasowa, czyli rodzaj temporalnej elastyczności, może się przyczyniać do wzrostu w doświadczaniu szczęścia. Tego się można uczyć.
Wiemy już, że treningi zrównoważenia temporalnego, czyli działania pozwalające zrównoważyć perspektywy czasowe, rzeczywiście przyczyniają się do wzrostu tak zwanych pozytywnych emocji, poczucia satysfakcji z życia i obniżenia negatywnych objawów, na przykład takich jak depresyjność. Perspektywa czasowa pozwala nam bowiem na regulację nastroju.
Badania pokazują też, że im większa równowaga w tym obszarze, tym bardziej nasze poczucie szczęścia staje się niezależne od cech osobowości. W psychologii różnic indywidualnych bardzo często przyjmuje się, że osoby ekstrawertywne są szczęśliwsze niż introwertywne, a osoby wysokoneurotyczne – mniej szczęśliwe niż osoby emocjonalnie stabilne; wiele badań potwierdza istnienie takich zależności. Tymczasem okazuje się, że jeżeli mamy do czynienia z wysoko zrównoważoną perspektywą czasową, to wpływ introwersji i neurotyczności, które teoretycznie powinny wiązać się z niższym poczuciem szczęścia, staje się bardzo słaby albo zostaje wręcz całkowicie zredukowany. Możemy więc powiedzieć, że osoby zachowujące tę równowagę potrafią wykroczyć poza pewne ograniczenia wynikające z cech osobowości i być szczęśliwe właściwie niezależnie od nich.
Maciej Stolarski – prof. nauk społecznych, pracuje w Katedrze Psychometrii i Diagnozy Psychologicznej Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Do jego zainteresowań naukowych należą m.in. teoria perspektyw czasowych, studia nad chronotypami, a także psychologia osobowości i różnice indywidualne