Śpieszmy się oglądać filmy sprzed lat, tak szybko znikają z Netflixa – dokładanie tak jak urocza komedia romantyczna „Co za życie” z początku lat 2000., w której Angelina Jolie gra kobietę, która ma wszystko i nagle uświadamia sobie, że życie może znaczyć coś więcej niż tylko powierzchowne przyjemności. Najbliższe dni to zatem ostatnia okazja, aby obejrzeć ją na platformie.
Ktoś mądry powiedział kiedyś: „Żyj tak, jakby każdy dzień miał być twoim ostatnim”. To z pozoru banalne motto zainspirowało twórców komedii romantycznej „Co za życie” (org. „Life or Something Like It”), której bohaterka pod wpływem pewnych niespodziewanych zdarzeń przechodzi głęboką przemianę i zamienia swoje bogate życie oraz nieustanną pogoń za sukcesem na zamiłowanie do prostych przyjemności. Jeśli ta pozycja z 2002 roku wciąż czeka na twojej liście „do obejrzenia”, warto sięgnąć po nią właśnie teraz, bo jej dni na platformie Netflix są policzone. 12 kwietnia 2026 r. produkcja z Angeliną Jolie zostanie bowiem usunięta z biblioteki serwisu.
Czytaj także: Filmy jak witaminy – 8 produkcji, po których od razu poczujesz się lepiej
Komediodramat w reżyserii Stephena Hereka opowiada historię energicznej i skupionej na swoim wizerunku dziennikarki telewizyjnej Lanie Kerrigan (Angelina Jolie), która skrupulatnie zaplanowała swoje idealne życie, a teraz umiejętnie zarządza każdym jego aspektem. Jej codzienność jest zatem godna pozazdroszczenia – Lanie ma bowiem świetną pracę w Seattle, przystojnego narzeczonego, który jest zawodowym sportowcem, i piękne mieszkanie. Kiedy pewien uliczny jasnowidz oznajmia kobiecie, że został jej zaledwie tydzień życia, początkowo jest wściekła. Irytacja przeradza się jednak w panikę, gdy bohaterka odkrywa, że wszystkie jego przepowiednie się sprawdzają, a ona musi jak najszybciej ponownie przeanalizować i na nowo ocenić swoje życiowe i zawodowe wybory: karierę, związek, relacje ze starszą siostrą i owdowiałym ojcem, skrywane uczucia do kolegi z pracy oraz to, czego tak naprawdę chce od życia. Czasu ma jednak niewiele.
(Fot. Mary Evans Picture Librar/Forum)
„Co za życie” to zatem nie tylko historia o analizowaniu życia i zmianie priorytetów, ale też o tym, co dzieje się, gdy życie daje nam tzw. wake up call i nagle zaczynamy zastanawiać się, czy aby na pewno żyjemy tak, jak chcemy. To wszystko składa się na urocze kino, w którym główna bohaterka zmaga się z nieoczekiwanymi emocjami i doświadczeniami, a następnie uczy się patrzeć na świat z innej niż dotychczas perspektywy. Na nowo odkrywa w sobie radość z życia oraz uświadamia sobie, że sukces to nie wszystko i że życiem trzeba przede wszystkim się cieszyć, a nie tylko zapisywać je w kalendarzu. Seans pozostawia więc widza pełnego nadziei, co w Hollywood jest prawdziwą rzadkością. Zmusza do refleksji i pokazuje, że nie zawsze gonimy za tym, za czym powinniśmy oraz, że czasem, aby zmienić swoje życie, potrzeba nam tylko impulsu do działania. Porusza takie kwestie jak los, przeznaczenie, szczęście, a scenariusz zręcznie łączy romans i dramat oraz humor z nutą powagi.
Jolie jako ambitna reporterka raz jest irytująca i samolubna, innym razem urocza i zabawna (warto też wspomnieć, że był to pierwszy występ aktorki w komedii). Przede wszystkim jest jednak wiarygodna, podobnie jak Edward Burns w roli operatora kamery z zadziornym poczuciem humoru. Trzeba też przyznać, że aktorzy idealnie współgrają ze sobą i czuć między nimi bardzo przyjemną, romantyczną chemię. I chociaż kłótnie ich bohaterów ze sobą nie mają końca, widz od razu wie, że są sobie przeznaczeni.Jeśli natomiast chodzi o aktorów drugoplanowych, również dostarczają oni świetnych występów, tak jak cudownie dziwaczny Tony Shalhoub jako tajemniczy „prorok”, od którego wszystko się zaczyna oraz Melissa Errico jako Andrea, wspierająca przyjaciółka Lanie. W obsadzie znaleźli sie także także Christian Kane, Gregory Itzin, James Gammon, Stockard Channing oraz Lisa Thornhill.
Czytaj także: Film na wieczór? Oto 20 komedii, które rozładują stres po całym dniu
Komediodramat wywołuje dość mieszane, ale w większości pozytywne reakcje. „Fajny film z dobrą obsadą”; „Lekka komedia z morałem”; „Sympatyczny”. Pojawiają się też głosy, że film dobrze sprawdza się jako niezobowiązująca rozrywka na poprawę nastroju: „Przyjemne kino, przy którym można się rozerwać”; „Prosty i miły komediodramat na nudny wieczór”; „Pogodna komedyjka”; „Feel good movie”; „Dobry na poprawę humoru”; „Dobrze ogląda się we dwoje”. Widzowie często chwalą też Jolie, podkreślając jej ekranową charyzmę, ale też fizyczność: „Angelina nigdy nie wyglądała piękniej”; „Dla zjawiskowej Jolie warto obejrzeć. Trudno oderwać od niej wzrok”.
(Fot. Mary Evans Picture Librar/Forum)
Niektórzy widzowie są natomiast naprawdę szczerze zachwyceni: „Jak na komedię romantyczną bardzo dojrzały”; „Ciekawy motyw odkrywania siebie i porzucania maski oraz namysłu nad kruchością życia i nieuchronnością śmierci”; „Wyciskacz łez”; „Przepiękny film o wartości życia”; „Niby wiesz, że film jest lekki, ale trzyma w niepewności do samego końca”. Oczywiście, produkcji można zarzucić przewidywalność, schematyczne podejście do tematu, cukierkowy ton i zbyt „hollywoodzkie” zakończenie. Jeśli jednak szukasz historii o przewartościowaniu życia w lekkiej, przystępnej formie lub po prostu lubisz romantyczne kino z domieszką dramatu, wiesz już, po jaką produkcję filmową sięgnąć w najbliższych dniach na Netflixie. Przypominamy: tak jak bohaterka filmu masz niewiele czasu, bo tylko do 12 kwietnia.