Prawie 130 zdjęć Elliotta Erwitta, legendarnego fotografa agencji Magnum Photos, można zobaczyć w Warszawie. To pierwsza w Polsce tak obszerna, retrospektywna ekspozycja, ukazująca ponad 70 lat pracy artysty, który do dziś inspiruje fotografki i fotografów różnych pokoleń na całym świecie.
„Na temat Elliotta Erwitta, legendarnego fotografa agencji Magnum Photos, napisano i powiedziano wiele, choć prawdopodobnie wystarczy rzut oka na zdjęcie powyżej, żeby zrozumieć, dlaczego tak bardzo ceni się jego dorobek” – pisze w majowym „Zwierciadle” Zofia Fabjanowska, szefowa działu kultury.
Czy nie jest tak, że gdy spoglądamy choćby przelotnie na psiego bohatera powyższej fotografii (i towarzyszące mu ludzkie nogi), robi się na sercu jakby lżej? - dodaje Zofia Fabjanowska. - Elliott Erwitt (1928-2023) miał nie tylko oko i doskonały warsztat, ale też – wszystko na to wskazuje – były w nim pokłady empatii wobec sytuacji i postaci, które utrwalał na kliszy. Miał też poczucie humoru. Ukazywał codzienność i kluczowe momenty w historii, zwyczajnych przechodniów i ważne osobistości oraz właśnie psy z towarzyszącymi im ludźmi. Te ostatnie prace należą do najbardziej uwielbianych i zarazem ikonicznych w jego dorobku. Jako fotoreporter podróżował po świecie, dwukrotnie odwiedził Polskę (w 1959 i 1964 roku), czego ślady odnajdziemy na tej pierwszej w naszym kraju tak obszernej retrospektywnej ekspozycji ukazującej ponad 70 lat pracy legendarnego fotografa.
Czytaj także: Nie ma bardziej prestiżowego wydarzenia w świecie sztuki współczesnej. Jakie polskie wątki pojawią się podczas Biennale Arte w Wenecji?
Elliott Erwitt urodził się w Paryżu. Dzieciństwo spędził we Włoszech. Dekadę później jego rodzina powróciła do Francji, by tuż przed wybuchem II wojny światowej przenieść się do Stanów Zjednoczonych. Zaczął fotografować we wczesnej młodości. W ciągu kilkudziesięciu lat kariery zawodowej dokumentował historię polityczną i społeczną XX wieku. Jako fotoreporter podróżował po USA, Europie, Kubie, Nikaragui, Meksyku, Japonii i Pakistanie. Zajmował się również reklamą i filmem. Gdy w 1953 roku, na zaproszenie Roberta Capy dołączył do prestiżowej agencji Magnum, pracował już jako freelancer, a jego zdjęcia były publikowane w czołowych amerykańskich magazynach.
Był ceniony jako wnikliwy portrecista artystów, polityków i osobistości XX wieku. Tworzył prywatne, intymne cykle (seria z Marilyn Monroe w 1956 roku) i fotografował celebrytów w sytuacjach publicznych (słynny „Czarno-biały bal Trumana Capote’a” w 1966 roku w Nowym Jorku). Wiele z jego zdjęć stało się ikonami, m.in. portrety Marilyn Monroe w białej plisowanej sukni z planu „Słomianego wdowca” (1955), Jacqueline Kennedy w czarnej woalce na pogrzebie prezydenta USA Johna F. Kennedy’ego (1963) czy kadr przedstawiający wiceprezydenta USA Richarda Nixona i I sekretarza KPZR Nikity Chruszczowa podczas otwarcia Amerykańskiej Wystawy Narodowej w Moskwie (tzw. „Debata kuchenna” w roku 1959).
Erwitt pracował na planach kilku filmów, m.in. „On the Waterfront” (1954) i „The Misfits” (1961) – ostatniego ukończonego obrazu z Marilyn Monroe. Fotografował również Johna F. Kennedy’ego w Białym Domu, Fidela Castro i Che Guevarę na Kubie oraz Humphreya Bogarta, Grace Kelly, Marlene Dietrich, Jacka Kerouaca, Arthura Millera, Andy’ego Warhola. Na zlecenie magazynu „Time” fotograf dwukrotnie odwiedził Polskę (w 1959 i 1964 roku), wykonując zdjęcia mi.in. w Warszawie, Krakowie, Częstochowie i Gdańsku. Pod koniec lat 60. Erwitt przez trzy lata był prezesem Magnum.
Jego rozpoznawalny styl charakteryzuje wrażliwość, niezwykłe wyczucie, spostrzegawczość i specyficzny rodzaj humoru w łapanych na gorąco zabawnych, dziwnych i optymistycznych sytuacjach z życia codziennego. Słynna stała się jego wypowiedź: „Dla mnie fotografia jest sztuką obserwacji. Chodzi o znalezienie czegoś interesującego w zwyczajnym miejscu”.
Przez kilka dekad Elliott Erwitt uwieczniał życie codzienne zwykłych i niezwykłych ludzi, dokumentował chwile ulotne i historyczne z niezwykłą dbałością, ale przede wszystkim z humorem i oddaniem. Sposób, w jaki patrzył na Paryż, Nowy Jork, Saint Tropez czy Warszawę, zmienił sposób, w jaki ludzie postrzegali te miejsca i jak o nich opowiadali. Nikt inny fotografując psy, tak dobrze nie sportretował ich właścicieli, prawdopodobnie dlatego prace te należą do najbardziej uwielbianych i zarazem ikonicznych w jego niezwykłym dorobku.
Jak mówił sam fotograf: „Zdjęcia psów oddziałują na dwóch poziomach. Po pierwsze – psy są po prostu zabawne, jeśli uda się je uchwycić w odpowiednim momencie, niektórzy więc lubią moje zdjęcia tylko dlatego, że lubią psy. Ale psy posiadają też cechy ludzkie i wydaje mi się, że moje fotografie mają w sobie pewien antropomorficzny urok. Tak naprawdę nie chodzi w nich o psy… mam nadzieję, że mówią raczej o człowieczeństwie. Choć ludzie mogą je odebrać tak, jak chcą.”
Wystawa „Elliott Erwitt. Retrospektywa” w galerii Domu Spotkań z Historią DSH (ul. Karowa 20) w Warszawie potrwa do 20 września. Wstęp na wystawę jest wolny, zachęcamy do przychodzenia do DSH z czworonożnymi przyjaciółkami i przyjaciółmi.
Więcej o Elliottcie Erwittcie i jego twórczości już wkrótce w magazynie „Zwierciadło”.
Nowy Jork, USA, około 1950
(Fot. Elliott Erwitt/Magnum Photos)
Stulecie wieży Eiffla, Paryż, Francja, 1989
(Fot. Elliott Erwitt/Magnum Photos)
Muzeum Prado, Madryt, Hiszpania, 1995
(Fot. Elliott Erwitt/Magnum Photos)
Amerykański fotograf Elliott Erwitt, Londyn, 1997
(Fot. René Burri/Magnum Photos)