Himalaje – wyprawy życia

Od czego zacząć? Wielu himalaistów powiedziałoby pewnie, że zaczyna się od pasji. Bowiem góry wysokie to już nie weekendowy wyjazd, grill na kempingu czy impreza do rana. To wyzwanie i marzenie, którego chęć realizacji wielu przypłaciło życiem; walka z nieobliczalnym żywiołem i często najtrudniejsze decyzje w życiu. Jednak, jak wielu himalaistów podkreśla, jest to również wolność i niepowtarzalny związek emocjonalny.

reklama

Pieniądze szczęścia nie dają…

…ale na pewno wiele ułatwiają. Zorganizowana wyprawa w Himalaje to wydatek rzędu 150 tys. USD. Nic dziwnego, że łańcuch ten odwiedza co roku wąska grupa wspinaczy. Najlepszym rozwiązaniem jest w tym wypadku sponsoring, nie tylko finansowy, ale także w zakresie sprzętu i odzieży potrzebnej na wyprawę. Jak przyznaje Kinga Baranowska, zawodniczka Alpinus Expedition Team: „Z funduszami jest zawsze trudno. Ja jestem akurat w tej dobrej sytuacji, że od pewnego czasu należę do Alpinus Expedition Team, który mnie bardzo wspiera. Pod moje wyprawy powstała m.in. specjalna kolekcja odzieży puchowej, ale też namioty sprawdzające się w najbardziej ekstremalnych warunkach”. Dzięki sponsorom Kinga ma już na swoim koncie 7 ośmiotysięczników – połowę Korony Himalajów. W zeszłym roku himalaistka stanęła na szczycie swojego siódmego ośmiotysięcznika – Annapurny.

Papierki, papierki i jeszcze raz papierki…

W przypadku takich wypraw nie wszystko jednak da się załatwić walutą. Każdy region Himalajów ma swoje regulacje i prawa, do których należy się wcześniej odpowiednio przygotować. Niezbędne jest oczywiście pozwolenie na wspinaczkę w danym regionie, o które trzeba się starać często z wielotygodniowym wyprzedzeniem. Wydawane jest ono przez Ministerstwo Sportu każdego kraju. Dodatkowo pamiętać należy o wizie, bez której nie można wjechać np. do Pakistanu. „Wizę można uzyskać tylko wtedy, gdy Ambasada Pakistanu w Warszawie dostanie specjalny glejt z Ministerstwa Sportu w Islamabadzie informujący o wydaniu wyprawie pozwolenia na wspinaczkę” – mówi Kinga Baranowska. Dochodzą jeszcze konflikty polityczne. Pasmo Karakorum leży na terenie Kaszmiru, obszaru spornego z Indiami, po którym nie można poruszać się bez oficera łącznikowego, towarzyszącego wyprawie przez cały czas. Sytuacja w Tybecie również nie jest sprzyjająca i obecnie bardzo ciężko się tam w ogóle dostać. Chińczycy często wycofują się z przyrzeczenia o wizę, czasem nawet parę dni przed rozpoczęciem wyprawy… Jedne z popularniejszych agencji, z którymi Polacy jeżdżą w Himalaje to Cho-Oyu Adventures w Nepalu (http://www.cho-oyutrekking.com/) i Blue Sky Tours w Pakistanie (http://www.bluskytours.com/). W Chinach i Pakistanie znajdziemy oczywiście również polskie placówki dyplomatyczne: http://www.islamabad.polemb.net/, http://www.islamabad.polemb.net/ . Polskiej Ambasady brakuje jednak w Nepalu. Za sprawy konsularne tego państwa odpowiedzialna jest placówka w New Delhi: http://www.newdelhi.polemb.net/index.php?document=65. Natomiast najbliższa nam Ambasada Nepalu znajduje się w Berlinie: http://www.nepalembassy-germany.com/. Placówki dyplomatyczne Chin i Pakistanu mieszczą się w Warszawie odpowiednio przy ulicach: Bonifraterskiej 1 i Starościńskiej 1 m.1-2 .

A co na to wszystko organizm?

Himalaiści podkreślają znaczenie odpowiedniego przygotowania kondycyjnego przed wyjazdem, jak i właściwą aklimatyzację już na miejscu. Jak mówi Kinga Baranowska, przygotowania przed wyprawą trwają po kilka miesięcy. Poza gromadzeniem środków finansowych, nawiązywaniem kontaktów z agencją i załatwianiem pozwoleń, dużą uwagę należy poświęcić własnemu organizmowi. Treningi wytrzymałościowe i wydolnościowe w górach wysokich, wzmacnianie konkretnych partii mięśni, również na ścianie wspinaczkowej oraz wyjazdy zimowe np. w Tatry mające na celu poprawienie techniki, to podstawa. Jednak jak twierdzi Kinga: „Najlepiej jeśli trening jest skoordynowany i przedyskutowany z trenerem. Niemniej, ponieważ alpinizm nie jest sportem olimpijskim, o trenera trzeba się samemu postarać. Moim zdaniem formę należy mieć przez cały czas, nie można się przygotowywać od pewnego momentu, bo to bez sensu”.

Aklimatyzacja na miejscu to już zupełnie inna sprawa. Rozrzedzone powietrze na dużych wysokościach zabiłoby człowieka, gdyby nagle przyszło mu nim oddychać. Należy więc stopniowo wchodzić coraz wyżej i schodzić na dół, by przyzwyczaić organizm do nowych warunków i zmniejszonej ilości tlenu w powietrzu. Zamiast powolnego zdobywania upragnionego szczytu wielu wspinaczy decyduje się przeprowadzić ów proces adaptacji do wysokości na innej, zazwyczaj łatwiejszej górze. Tak też było w przypadku ostatniej wyprawy na Annapurnę: „Nie było łatwo, wcześniej aklimatyzowaliśmy się na innym szczycie po to, żeby po tej Annapurnie dużo nie chodzić w tę i we w tę, bo Annapurna jest po prostu niebezpieczna, jest zagrożona lawinowo. Aklimatyzacja musi być naprawdę solidna, trzeba wszystko zrobić tak, jak powinno się zrobić z zasadami sztuki, czyli nie można sobie powiedzieć »to jest mój 8. ośmiotysięcznik czy któryś tam i pójdę po łebkach«. Trzeba to zrobić porządnie i w momencie kiedy się widzi, że organizm jest gotowy na wejście na szczyt to wtedy dopiero można ruszać” – wspomina wyprawę w wywiadzie dla onet.pl Kinga. Choroba wysokościowa jest sprawą bardzo indywidualną. Najlepiej w ogóle do niej nie dopuszczać, czyli nauczyć się zasad umiejętnej aklimatyzacji. W przypadku bólu głowy i innych dolegliwości charakterystycznych dla choroby wysokościowej należy po prostu obniżyć wysokość.

A po zejściu…

…należy dopilnować, aby zostawić po sobie porządek. Oprócz wcześniejszej likwidacji namiotów z poszczególnych obozów, zwija się również całą bazę i pakuje wszystkie śmieci. Nie wolno zostawiać po sobie żadnych śladów. Prócz względów estetycznych obowiązują również surowe kary za wszelkie zaśmiecanie. Warto tu wspomnieć, że Dolina Katmandu znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO, a ochrona regionu Everestu należy do bardziej restrykcyjnych ze względu na natężony ruch turystyczny. Po generalnym porządku zamawiamy karawanę. Gdy ta nadejdzie, można zacząć schodzenie w dół. „Po przyjściu do Katmandu, czy też Islamabadu, kierownik wyprawy zamyka ją oficjalnie. Trzeba się ponownie udać do Ministerstwa, a także spotkać z Elizabeth Hawley (specjalistka od statystyk górskich), która dokładnie wszystko notuje i wprowadza cały przebieg akcji górskiej do swoich baz danych. Ekwipunek zostawia sie albo w depozycie na przyszły rok, albo wysyła w cargo do kraju.” – mówi Kinga Baranowska. Następnie możemy w końcu udać się na samolot i… oddychając po paru godzinach znów polskim powietrzem myśleć o kolejnej wyprawie!