Moda w PRL-u. 60 lat minęło: Od wytworności do wolności

LATA 50. WCIĘTA TALIA I ROZŁOŻYSTE SPÓDNICE. Ton latom 50. nadał Christian Dior, lansując w 1947 r. New Look, czyli sylwetkę podkreślającą kobiecość. W Polsce wytworne suknie proponował m.in. dom mody Ewa prowadzony przez późniejszą szefową Mody Polskiej Jadwigę Grabowską. Fot. Getty Images/ Gallo Images

W czasach polskiej małej stabilizacji, na początku lat 60., światowa moda oszalała. Rubryka mody w „Zwierciadle” sprzed lat to kronika nie tylko fasonów, ale i obyczajów.

reklama

Wiosna 1957 roku, w Polsce trwa jeszcze popaździernikowa odwilż, system wydaje się nieco luzować. Na tej fali w maju powstaje tygodnik ilustrowany „Zwierciadło”. Rubrykę o modzie prowadzi współtwórczyni pisma Zofia Bystrzycka. Felietony podpisuje wziętym z powieści Balzaka pseudonimem Kuzynka Bietka. Podpowiada, co nosić, i doradza, jak żyć. To fascynująca kronika nie tylko zmieniającej się mody, ale też czasów i obyczajów. Mowa o czasach – warto o tym pamiętać – gdy w domach powoli pojawiają się lodówki, gdzieniegdzie telewizory, a gazeta to coś, co zabiera męża, gdy ten wróci z biura.

Kolekcja Mody Polskiej – nr 12/1966 r.
Moda Polska była łącznikiem między Paryżem a Warszawą. Tu: kolekcja inspirowana projektami Andrégo Courrèges’a.

Moda. Bez luzu

„Gdyby ktoś zapytał: określ jednym zdaniem tegoroczną modę wiosenną […], odpowiedź powinna brzmieć: moda wygodna. To znaczy taka, w której kobieta nie czuje się skrępowana, nic ją nie uwiera, w której poruszać się może swobodnie” – czytamy w pierwszym numerze, a na zdjęciach widzimy panie w formalnych kostiumach i kapeluszach.

I tak będzie jeszcze przez parę lat: spódnice do połowy łydki, na pewno za kolano, czasem trochę luźniejsza talia, zawsze nakrycie głowy, ogólnie – wytwornie. Trochę luźniej na wakacje, ale nawet kostiumy kąpielowe szyte były „u krawczyni”. Bo przeważnie wszystko było szyte.

W lecie 1957 roku Kuzynka Bietka ogląda pokaz letnich sukienek w PDT na Woli. „Zdumiała ilość kobiet kupujących w naszym kraju gotową konfekcję, tłumne popieranie zjawiska, które przecież u nas nie ma długiej tradycji” – notuje. I apeluje do producentów i projektantów, żeby robili wreszcie porządną konfekcję, bo „kobieta w Polsce nie ma dużego luzu w budżecie »na kiecki«. Ale chce się ubrać, chce wyglądać ładnie i po europejsku. I ma do tego prawo, choćby nie miała wiele pieniędzy”.

W sklepach jednak wieczne kłopoty. Kiedy sześć lat później redakcja chwali handel, że wreszcie przygotował się do wiosny, na dowód, jak dobrze zaopatrzone jest stoisko w Centralnym Domu Towarowym, wymienia: „Można było naliczyć 12 fasonów sukienek letnich, sześć kolorów spodni z rypsu, płótna i texasu, pięć modeli szortów”.

Ulica warszawska – nr 29/1966 r.
Warszawianki były ubrane lepiej, niż pozwalało na to zaopatrzenie. Robiły wszystko, by nie wlec się w ogonie mody.

Kobieta. I życie

„Nie kryję – jestem feministką” – pisze Bietka w jednym z felietonów z okazji Dnia Kobiet. W innych widać, że życzy kobietom jak najlepiej, jednak w wyznaczonych przez czasy ramach.

Zatem jeśli są w sile wieku (parę lat po czterdziestce), nie powinny już nosić sportowych swetrów, kraciastych spódnic, półbutów na niskim obcasie, letnich sukni bez rękawów, głębokich dekoltów na co dzień. Jeśli są za grube, niech schudną („Warto też przypomnieć rzecz niewesołą, ale prawdziwą: tak, otyli żyją krócej”). Jeśli mieszkają z teściami, muszą pamiętać, że „zajęcia domowe powinny być sprawiedliwie podzielone między obydwie panie domu”. Wprawdzie „współczesny mąż i nowoczesne dzieci pomagają tej prawdziwej głowie domu”, ale to na niej spoczywa odpowiedzialność.

Również za zdrowie męża.

(…)

Więcej we wrześniowym numerze magazynu Zwierciadło.

Wydanie 9/2017 dostępne jest także w wersji elektronicznej.