Pop-art – Sztuka ma poparcie

Richard Hamilton pop-art

Czy sztuką może być pudełko po płatkach, butelka po mleku, stara kaseta magnetofonowa lub suszarka? Popartyści już od ponad 60 lat udowadniają, że tak.
Jak nietrudno się domyślić, pop-art to skrót od angielskiego terminu popular art oznaczającego sztukę skierowaną do masowego odbiorcy. Nazwy tej po raz pierwszy użył w 1952 r. brytyjski krytyk sztuki Lawrence Alloway, opisując nowy nurt artystyczny. Nurt ten łączył cechy neorealizmu i neodadaizmu, a jako cel stawiał sobie wyolbrzymienie i wprowadzenie na artystyczne salony przedmiotów i zjawisk z życia codziennego. Ten wychodzący od ekspresjonizmu abstrakcyjnego kierunek jako środków wyrazu używał bogactwa kolorów, kształtów, faktur, form oraz niezwykłych połączeń barw. Uprawiający go twórcy za pomocą przejaskrawionych i przekontrastowanych obrazów oraz detali kojarzących się ze sztuką masową chcieli zaprotestować przeciwko elitaryzacji sztuki. Za pośrednictwem kiczu, tandety i motywów znanych z reklamy czy komiksu pokazać, że do rangi sztuki można podnieść wszystko – od bohaterów kultury masowej po przedmioty powszechnego użytku.

reklama

BANG!!! Pop-art nadchodzi!

Pierwsi popartyści pieczołowicie pracowali na wizerunek artystycznych buntowników. Chętnie łamali powszechnie obowiązujące w malarstwie zasady, lekceważąc techniki oraz style stosowane w powojennej sztuce. Śmiało wykorzystywali natomiast wszystko to, co kształtowało masowego odbiorcę i jego wielkomiejskie życie. Na ich pracach gościli więc bohaterowie popkultury, jak Marilyn Monroe, Liz Taylor, Elvis Presley czy bohaterowie Disneya, przedmioty codziennego użytku, jak konserwa, kanapki, pudełko po płatkach, kaseta magnetofonowa, sportowy samochód czy puszka po napoju, ale i symbole – mur berliński, czapka Mao Zedonga, wojna w Wietnamie czy pokojowe protesty. Wszystkie te elementy przedstawiali w sposób przejaskrawiony, pokolorowany i okraszony fluorescencyjnymi barwami, wyolbrzymiony, pełen ekspresji. Nie bali się przy tym uciekać do motywów kojarzących się z reklamą czy komiksem, jak mechanicznie powielane slogany i motywy, techniki sitodruku i kolażu czy choćby dymki z okrzykami i hasłami. Wszystko po to, aby spotęgować wrażenie kiczu i tandety, a zarazem puścić oko do tych, którym się wydaje, że sztuka to wyłącznie van Gogh i da Vinci. Mimo zastosowania banalnych form ich dzieła nie były jednak wyłącznie karykaturami – zawierały ukrytą symbolikę, zwracały uwagę na pędzący konsumpcjonizm, utożsamiały zatracenie i zapatrzenie społeczeństwa na elementy popkultury.

Cztery twarze Warhola

Myśląc pop-art, od razu widzimy wielobarwną reprodukcję z Marilyn Monroe czy puszki zupy Campbell’s. Ich autorem jest Andy Warhol – najbardziej znany reprezentant tego nurtu. Swoim znakiem rozpoznawczym uczynił techniki proste i powtarzalne, wysoki kontrast, chętnie sięgał też po technikę serigrafii. Był przy tym rysownikiem doskonale operującym piórkiem, tuszem czy akwarelą. Tym, co do dziś urzeka w jego pracach, jest nie tylko ironia, ale też doskonała wieloznaczność i wielowymiarowość przedstawianych banalnych przedmiotów. Każda z jego prac wyśmiewała zapatrzenie Amerykanów w tandetę, reklamę, komercję oraz elementy charakterystyczne dla American dream, jak znak dolara czy puszka coca-coli. Ciekawe jest jednak to, że Warhol tak długo i zawzięcie nabijał się z komercji i popkultury, że… sam stał się celebrytą chętnie rozdającym autografy, udzielającym wywiadów i jeżdżącym sportowymi autami. Dzisiejsi krytycy sztuki spierają się więc, czy Warhol tak naprawdę chciał wyśmiewać komercję, czy też znalazł świetny sposób, by się w nią wpisać i jeszcze na niej zarobić. Prócz niego równie znanymi twórcami tego nurtu są Jasper Johns, Roy Lichtenstein, Peter Blake czy David Hockney.

T-shirt z Donaldem

Sukienka zaprojektowana przez Yves'a Saint-Laurenta

Ironiczny i buntowniczy stosunek poptwórców szybko wyszedł spod artystycznych strzech, otwierając się na inne obszary działalności, jak wzornictwo przemysłowe, design, moda czy make-up. Wielkie płaszczyzny sitodruku, geometryczne figury i mocne, kontrastowe kolory świetnie wpisywały się bowiem w gust nowego pokolenia. W świecie mody pierwszym projektantem, który inspirował się pop-artem, był Yves Saint-Laurent, który w 1966 r. wypuścił kolekcję pełną kolorów i kontrastów. Sam projektant w wywiadzie dla „Elle” przyznał: „Jeśli uległem jakimś wpływom, był to wpływ amerykańskich malarzy pop – czarne nogi, bardzo wysokie obcasy, które widziałem na pin-upach Andy’ego Warhola, urzekły mnie. Nie są dość dystyngowane? I cóż z tego? Po prostu mnie uwiodły: są agresywne, lecz uwodzicielskie”. Prócz Saint–Laurenta w kolejnych latach po popartowe stylizacje sięgnęli m.in. Pepe Jeans, Blumarine, Manish Arora, Danielle Scutt, ale też choćby H&M czy Zara. Pop-art wyznaczał nowe kierunki i style, w których znakami rozpoznawczymi były dyskotekowe kolory, posteryzacja, regularne kształty czy komiksowe motywy. Po mocno kontrastowe zestawienia i fluorescencyjne barwy chętnie sięgali też makijażyści i wizażyści, szokując ostrymi make-upami.

Siedząc w ustach Jaggera

Inspiracji w pop-arcie poszukiwali też projektanci i dekoratorzy wnętrz, tworząc przestrzenie nowoczesne i wielobarwne. Wnętrza inspirowane tym nurtem charakteryzują zestawienia kontrastowych i żywych kolorów oraz wzornictwo bazujące na geometrycznych figurach. Kolory mają przywodzić na myśl wielkomiejskie życie – blask neonów, supermarketowe opakowania, dyskotekowe światła i fosforyzujące błyskotki. Jako meble i dekoracje chętnie wykorzystywane są nie tylko dzieła pop-artu – obrazy, rzeźby, plakaty – ale również przedmioty nawiązujące do sztuki masowej – pufy w kształcie puszek coca-coli, jaskrawy, plastikowy stół w kształcie gwiazdy czy też… wielkie łóżko w kształcie ust lidera The Rolling Stones. Pop-art nie zna bowiem pojęcia „przesada”. O ile bowiem każda inna dziedzina sztuki opiera się na pewnych zasadach, dzięki którym dzieło tworzy spójną całość, o tyle w pop-arcie nic do siebie nie pasuje i wszystko do siebie pasuje.

Artykuł ukazał się w magazynie „Dekoratorium” (nr 3/2011)