Tomasz Srebnicki – porady: Nieszczęśliwie zakochana

fot.123rf

Relacje z osobami niedostępnymi potrafią być silniejsze niż z tymi, które są obok. Nieżyjący ojciec, obrażona siostra czy mężczyzna, który kocha, ale nie może z tobą być – pojawiają się w myślach i wywołują ból wręcz fizyczny. Jak czerpać z nich siłę, zamiast pozwalać im rujnować sobie życie? – odpowiada dr Tomasz Srebnicki.
Od ponad roku w moim życiu jest ktoś, kogo szanuję i lubię jako przyjaciela. Tak mi się przynajmniej zdawało. Początkowy niewinny flirt przerodził się w miłą koleżeńską relację. Było kilka wyjść na kawę, kilka wspólnych imprez i dużo rozmów. Nic zobowiązującego. Jednak po miesiącu zgodnie zerwaliśmy kontakt, bojąc się o to, że z jego strony buduje się do mnie uczucie. Usłyszałam: „Czuję, że zaraz się w tobie zakocham. A nie mogę”. Mijały miesiące, a tęsknota zaczynała narastać. Mija ponad rok, a ja jestem w tym samym punkcie. Bronię się, jak tylko mogę, przed uczuciem, które we mnie narasta. Odmawiam już sobie z nim nawet sporadycznego kontaktu na czacie, aby tylko nie myśleć, co by było, gdybym dała się ponieść. Jakby się to życie ułożyło. Nie należę do kobiet, które odbierają mężów, nie należę do osób, które dla swoich przyjemności zdradzają partnera (jestem w związku od 10 lat, różnie bywa). Nie chcę być tą, która zdradziła, nie chcę być tą, z którą zdradzono. Nie potrafię zaakceptować tego w sobie, nie popełnię błędu, który może mnie kosztować zbyt wiele. Dlaczego pragnę kogoś na wyłączność, a nie potrafię uszanować tego, że nie jest i nigdy nie będzie mój?

TOMASZ.SREBNICKILudzkość nie wynalazła dotychczas sposobu na odkochanie się. Osobiście uważam, że jest to proces uruchamiający pewien cykl zachowań i emocji, którego blokowanie czy rozpraszanie (tak jak usiłujesz to robić) tylko go nasila. Z jednej strony to bardzo dobrze, że jesteś zdolna do odczuwania stanu zakochania i do jego akceptacji. Z drugiej Twój obiekt zakochania jest niedostępny ze względu na Twoje przekonania związane z tym, że nie chcesz nikogo krzywdzić. To bardzo zdrowa i dorosła reakcja na emocje, które przeżywasz. Oczywiście najłatwiej byłoby przyjąć hipotezę, że zakochujesz się w obiektach niedostępnych i zaproponować Ci poszukanie dobrego terapeuty. I chociaż jest to możliwe, to może warto rozważyć jeszcze problem akceptacji wobec stanu (nie sytuacji), w którym się znalazłaś. Dopuścić do siebie fakt, że kochasz i pozwolić tej miłości się rozwijać. I nie mówię tu o odbijaniu faceta czy o byciu jego kochanką, tylko o przedefiniowaniu miłości, która nie zawsze musi oznaczać bycie z kimś. Może warto uznać miłość i kochać, niekoniecznie przekuwając to w działanie? Z mojego doświadczenia terapeutycznego wynika, że pozwolenie sobie na przeżywanie, uznanie stwierdzenia „kocham go i chcę, żeby był szczęśliwy w relacji, w której jest”, umożliwia pacjentom otwarcie się na bardziej obiecujące relacje w przyszłości. Jakie zachowania popłyną za faktem akceptacji – to już inna historia.

Dr n. med. Tomasz Srebnicki: certyfikowany psychoterapeuta poznawczo-behawioralny, asystent na WUM, dyrektor dydaktyczny, wykładowca w Centrum Psychoterapii Poznawczo-Behawioralnej

Więcej listów od czytelników znajdziesz w każdym numerze SENSu w rubryce Listy do psychoterapeuty.

Masz problem, z którym nie możesz sobie poradzić? Napisz do naszego eksperta: sens@zwierciadlo.pl

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »