Jakie choroby są naprawdę groźne?

fot.123rf

Niedawno czołówki gazet ostrzegały przed ebolą. Obawialiśmy się już choroby wściekłych krów i ptasiej grypy. Jednak to nie one są naprawdę groźne. Sprawdźmy zatem – co. I jak się bronić?

reklama

Choroba szalonych krów (BSE)

Indeks medialności: 6
Indeks realnego zagrożenia: 2

BSE od kilku lat w mediach pojawia się już rzadko, lecz jeszcze kilkanaście lat temu okupowała nagłówki niemalże wszystkich gazet. Medialność wprawdzie spadła, lęk jednak pozostał: wiele osób do dziś omija w sklepach półki z wołowiną. Zjedzenie zakażonego mięsa może wywołać ludzki odpowiednik BSE, chorobę Creutzfelda-Jakoba (vCJD). Boimy się jej, ponieważ atakuje najważniejszy ludzki organ: mózg, i jest nieuleczalna. Co więcej, po zjedzeniu zakażonego prionami mięsa choroba najpierw rozwija się przez 2–5 lat, a dopiero potem daje objawy. Nigdy więc nie wiadomo, czy dzisiejszy obiad za 5 lat nie pozbawi nas możliwości panowania nad ciałem i życiem… Tyle tylko że ryzyko kontaktu z prionami w Polsce wynosi… 1 do 10 mld! Po pierwsze, już w 2001 roku wprowadzono obowiązkowe badania bydła przed ubojem. Po drugie, od tego czasu zarejestrowano tylko jeden przypadek choroby. Po trzecie, można samemu zmniejszyć ryzyko zakażenia. Priony znajdują się w kręgosłupie, rdzeniu kręgowym, głowie i przewodzie pokarmowym zwierząt. Wystarczy zamiast flaczków wybrać stek i nie sięgać po móżdżek (niewielkie wyrzeczenie). Superostrożni mogą też omijać parówki z dodatkiem mięsa wołowego – nigdy nie wiadomo, jakie części zwierzęcia trafiły do wyrobu. Miłośnicy mleka mogą spać spokojnie: prionów w mleku nie stwierdzono.

Prawdziwe zagrożenie: chorobotwórcze drobnoustroje

Bakteria E. coli, salmonella, gronkowiec złocisty, bakteria listeria monocytogens – to „towarzysze” naszej powszedniości. Choć tutaj indeks medialności jest raczej niski, skala realnego zagrożenia sięga dość wysoko: te drobnoustroje powodują każdego roku tysiące zatruć pokarmowych. Wiele przypadków tzw. grypy żołądkowej jest w rzeczywistości zatruciami wywoływanymi przez bakterie. Często jednak nie wiemy o tym, bo skażone jedzenie wyglądało ładnie, dobrze pachniało i było smaczne, a objawy wystąpiły po 2–3 dniach od zatrucia. Szacuje się, że za 70 proc. przypadków zatruć pokarmowych odpowiada salmonella! Pokarmowe zatrucia bakteryjne mogą mieć też bardziej dalekosiężne skutki: ostra niewydolność nerek u dzieci może być spowodowana bakteriami E. coli, następstwem zatrucia listerią może być nawet poronienie. Generalnie dorosły, silny i zdrowy człowiek bakteryjne zatrucie pokarmowe przejdzie dość łagodnie – nie licząc takich objawów, jak bóle brzucha, biegunka, mdłości lub wymioty. Jednak pewne osoby mogą wskutek zatrucia nawet umrzeć. Do grupy podwyższonego ryzyka należą osoby po 65. roku życia, małe dzieci (poniżej 5 lat), ciężarne, chorzy na AIDS, cukrzycę czy nowotwory oraz osoby przyjmujące niektóre leki (np. sterydy). Jak się bronić przed zakażeniem? Trzeba pamiętać, że chorobotwórcze drobnoustroje najłatwiej spotkać w mięsie, drobiu, rybach i skorupiakach – niedogotowanych lub surowych. Możemy się na nie natknąć również w surowych lub ugotowanych na miękko jajach, niepasteryzowanym mleku czy sokach, surowych kiełkach (i to dość często!) czy miękkich serach. Pamiętajmy, by surowe mięso po zakupie natychmiast włożyć do lodówki, a do jego krojenia mieć osobną deskę (blaty kuchenne po obróbce mięsa trzeba umyć detergentem). Do wycierania soków po mięsie używajmy wyłącznie papierowych ręczników (na gąbkach i ściereczkach może się rozwijać salmonella). Kobiety ciężarne powinny przed jedzeniem poddać nabiał i wędliny działaniu wysokiej temperatury – przed groźną dla nich listerią nie chroni lodówka. To, co zostanie z obiadu, wolno podgrzać raz, a po czterech dniach od ugotowania lub otwarcia jedzenie, nawet przechowywane w lodówce w szczelnych pojemnikach, lepiej wyrzucić.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »