Granice w wychowaniu są ważne dla dziecka

fot.123rf

Kiedy sami wynosimy z domu bagaż trudnych doświadczeń, chcemy go oszczędzić naszym dzieciom. Zaczynamy wierzyć, że szczęśliwe dzieciństwo jest pozbawione zakazów i kar. Czasem stawiania granic po prostu łatwiej jest uniknąć – dla świętego spokoju. Ale czy naprawdę to jest dobre dla dziecka?
Bardzo trudno być rodzicem. Tym trudniej, że się w tym trochę pogubiliśmy. Kiedyś wszystko było prostsze: nasi dziadowie i pradziadowie wychowywali dzieci według pewnego modelu, który obowiązywał w kolejnych pokoleniach. Współcześni rodzice żyją w świecie, w którym muszą wszystko odkrywać sami. Tradycję i religię zastąpili eksperci: to inni objaśniają nam rzeczywistość, to na ich opiniach opieramy naszą wiarę i według nich kroimy nasze poczynania.

reklama

– Dzieci też wychowujemy według czyichś pomysłów. Nie ufamy własnej intuicji, tylko słuchamy psychologów dziecięcych i pedagogów – mówi psycholożka Katarzyna Platowska. Niestety, często się okazuje, że w jednym czasopiśmie godzien zaufania ekspert poleca metodę A, podczas gdy w innym równie wiarygodny ekspert optuje za rozwiązaniem B. Jedni wyjaśniają, że dyscyplina jest koniecznym elementem wychowania, inni – że miłość ma być bezwarunkowa. Jak grzyby po deszczu powstają nowe podejścia do rodzicielstwa. – W świecie, w którym z receptami na wychowanie dziecka jest jak z reklamą pasty do zębów: w ciągu godziny są trzy różne, rodzice tracą grunt pod nogami – ubolewa Platowska. – I zaczynają się obawiać, że dużą ilością nakazów, zakazów czy granic mogą skrzywdzić dziecko. Tyle się przecież mówi o budowaniu poczucia własnej wartości we wczesnym dzieciństwie – więc może zakazując i nakazując, podcinamy dziecku skrzydła?

Nieumiejętność pokierowania dzieckiem czy niechęć do podejmowania niepopularnych w jego oczach decyzji to jeden z efektów ponowoczesnego zamieszania.

Mali monarchowie

William J. Doherty, amerykański psycholog i terapeuta małżeński, w książce „Jak trzymać się razem w świecie, który chce nas rozdzielić” pisał: „Dzieci są naturalnymi i chętnymi konsumentami każdego czasu, uwagi czy też dóbr i usług, zapewnianych im przez rodziców. I to zadaniem rodzica jest rozeznać, ile wystarczy, kiedy będzie za dużo – i umieć dostrzegać różnicę”.

Ponowoczesna zachodnia kultura hołduje mitowi szczęśliwego i starannie zaplanowanego dzieciństwa. Nie podkreśla się w niej potrzeby wyznaczania dzieciom granic, cały nacisk kładziony jest na zapewnienie radosnych przeżyć. – Współczesne dzieci stały się posiadaczami swoich rodziców – ubolewa Doherty. – Na rodzinnej scenie dzieci w każdym wieku mają obecnie nowe, powszechne prawo do przerywania rozmów dorosłym w każdym momencie i z każdego powodu. Co ciekawe, coraz więcej rodziców uważa, że wtrącanie się w rozmowę i domaganie się uwagi za wszelką cenę nie jest niegrzeczne, że znacznie gorsze jest zbywanie dziecka w celu dokończenia rozpoczętej kwestii.

Katarzyna Platowska zgadza się z Dohertym: – Dzieci są doskonale zaprawione w walce o swoje potrzeby. Natura tak je zaprogramowała, by dobrze umiały zwracać na siebie uwagę. I rodzice często przegrywają w takich starciach. Wielu z nich wręcz boi się stawiać granice swoim dzieciom. Unikają formułowania zakazów i nakazów oraz wydawania poleceń czy podejmowania niepopularnych decyzji. Są zbyt permisywni, pobłażliwi. Efekt: folgują dzieciom, pozwalają im na wszystko. Współczesne dzieci często nadają ton i kierunek rodzinie i podejmują wiele decyzji, za które powinni być odpowiedzialni dorośli.