Terapia czy coaching? – Co wybrać, gdy utkniemy w martwym punkcie?

fot.123rf

Jeśli życie jest wędrówką, to nasze doświadczenia są bagażem, jaki niesiemy
na plecach. Czasem nie mamy siły iść dalej, boimy się tego, co za zakrętem,
nie widzimy sensu drogi. Wtedy pomaga psychoterapia. Bez niej nie sposób
ruszyć z miejsca. Tylko skąd wiedzieć, że się utknęło w martwym punkcie?

Magda leży na kanapie i myśli o śmierci. Od wielu tygodni zaraz po powrocie z pracy kładzie się na łóżku i czeka, aż przyjdzie noc, czasami zasypia w ubraniach, myje się dopiero rano. Na samą myśl o pracy czuje narastający lęk, wydaje jej się, że tym razem nie będzie w stanie wyjść z domu, tak bardzo tego nie chce. Również myśl o tym, że będzie musiała przenieść się z kanapy do łóżka, wywołuje w niej ogromną niechęć. Magda ma 52 lata i pracuje jako asystentka prezesa w dużej firmie w Warszawie. Rok temu jej syn, którego od ośmiu lat wychowywała sama, zaczął studia i wyprowadził się z domu. Kiedy tak odwiedzał coraz chudszą mamę i coraz brudniejsze mieszkanie, powiedział jej, żeby poszła na coaching, nawet znalazł jej młodego, wykształconego trenera z certyfikatem. Zgodziła się ze względu na syna i poczucie winy, z którym się mierzyła. Chciała być lepszą, mądrzejszą, bardziej troskliwą mamą, która – tak jak kiedyś – mogła ugościć syna dwudaniowym obiadem i jeszcze dać mu wałówkę na dwa tygodnie życia w stolicy. Niestety, mimo początkowego zapału do pracy nad sobą, Magda połknęła całe opakowanie leków nasennych.

reklama

Dlaczego w wypadku Magdy coaching nie zadziałał? Anna Srebrna, psychoterapeutka Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, certyfikowana superwizorka, także coach, na co dzień pracująca w Laboratorium Psychoedukacji, uważa, że w metaforze życia jako wędrówki coaching jest tym, co pomaga nam zdobyć upragniony szczyt. – Najlepiej mieć ze sobą w bagażu tylko to, co umożliwia osiągnięcie tego celu. Czasami okazuje się, że dźwigamy bagaż, który sprawia, że po pięciu minutach marszu jesteśmy zbyt zmęczeni, by iść dalej. Wtedy trzeba się zatrzymać, rozpakować plecak, zobaczyć, co w nim dźwigamy, jakiego rodzaju ciężar – mówi. To metaforyczne rozpakowywanie plecaka może się odbyć właśnie podczas terapii.

Bagaż emocji

W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że coaching dotyczy realizacji swoich celów, porządkowania sposobów pracy oraz życia, ale też przezwyciężania impasu w podejmowanych działaniach, natomiast terapia związana jest ze zrozumieniem swojej historii, odzyskiwaniem autonomii i leczeniem ran. Bywa również, że psychoterapeuty poszukują osoby zadowolone z życia, zainteresowane rozwojem osobistym, motywowane ciekawością siebie, innych ludzi i świata – być może wtedy sensowniejsze jest skorzystanie z coachingu. Obie formy pracy – terapia i coaching – zawierają obszary wspólne, ale podejmując decyzję o wyborze ścieżki rozwoju, należy dokładnie sprecyzować problem i cel. Z tego powodu większość profesjonalnych ośrodków psychoterapeutycznych zaczyna współpracę z nowym klientem czy pacjentem od konsultacji – zazwyczaj płatnej (około 100 zł). Spotkanie takie służy każdej stronie. Terapeuta zadaje pytania, dowiaduje się skróconej historii danej osoby, może rozpoznać problem i zaproponować najskuteczniejszą formę pracy. Pacjent może poznać swojego przyszłego terapeutę, zadać pytania o styl pracy, cenę, czas trwania, doświadczenie, ukończone szkoły. To ważne tym bardziej, że w Polsce nie istnieje ustawa regulująca zawody psychoterapeuty i coacha. W ostatnich latach popularne stały się roczne szkoły przygotowujące do pracy w roli coacha, których absolwenci czasami dają sobie prawo do prowadzenia terapii podczas sesji coachingowej, ale wtedy mogą bardzo zaszkodzić.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »