Jak pokonać toksyczny wstyd?

toksyczny wstyd
123rf.com

Pisze się o nim niewiele. Bo wstyd to wstydliwy temat. I bardzo słabo znana emocja. Działa więc podstępnie, w ukryciu. I – jak mówi amerykański terapeuta John Bradshaw – zniewala. Co zrobić ze wstydem? Pierwszy odruch to ukryć. Tylko że wtedy stracimy siebie.
John Bradshaw napisał o wstydzie całą książkę. Bardzo osobistą, bo – przyznaje – mierzy się w niej z własnym demonem.

reklama

Dwa oblicza

Amerykański terapeuta uważa, że wstyd to jedna z najbardziej destrukcyjnych sił w życiu. Ale nie każdy – tylko toksyczny. Ten zdrowy jest bardzo naturalnym uczuciem, wręcz niezbędnym do normalnego funkcjonowania. Chociażby do tego, by przypominać nam, że nie jesteśmy wszechmocni.

Załóżmy, że przydarzyła ci się jakaś niezręczność. Albo zostałaś zaskoczona w sytuacji, która nie przynosi ci chluby. Oblewasz się rumieńcem – to sposób na to, by zasłonić twarz, „ukryć się”. Wiesz, że popełniłaś błąd. Ale przecież świat się nie rozpadł. Rumieniec pokazuje, gdzie leżą nasze ludzkie granice. Ostrzega przed zachłyśnięciem się własną doskonałością. Przywraca grunt pod nogami. Kiedy znasz swoje ograniczenia, możesz efektywniej zarządzać energią. Nie tracisz sił, nie porywasz się z motyką na słońce.

Ale jest jeszcze inny rodzaj wstydu – uwewnętrzniony. Nie chodzi tu już o zawstydzenie spowodowane określonymi okolicznościami. To sytuacja, kiedy wstyd traci swój ulotny charakter i przekształca się w cechę charakteru. Staje się twoim stanem istnienia, elementem tożsamości. Niekoniecznie musisz zdawać sobie z tego sprawę. Zwykle odczuwane jest to jako „wszechogarniające poczucie własnej niedoskonałości, ułomności”. W praktyce może znaczyć: „jestem zła, nic niewarta…”. Być może sama do końca nie wiesz, co to znaczy, bo – no właśnie – za bardzo wstydzisz się, by to sprawdzić. Nosisz w sobie taką czarną skrzynkę i wolisz do niej nie zaglądać. Wkładasz mnóstwo energii w to, żeby ukryć jej zawartość. Męczysz się, bo żyjesz w nieprawdzie, a utrzymanie tej całej fasady to ogromny wysiłek. I tęsknisz za tą częścią siebie, której się wyparłaś, a która tak bardzo cię potrzebuje.

Najczęściej w ogóle nie zdajemy sobie sprawy, że coś zamknęliśmy w środku. Że odcięliśmy się od siebie, swojej prawdy. Mówimy sobie, że mamy kłopoty z bliskością. Że inni nas nie rozumieją. Jesteśmy zestresowani – stąd te wszystkie napięcia. Mamy poważne powody do złości, frustracji. Świat jest wrogi. Życie ciężkie. Takie przekonania to znakomita przykrywka dla wstydu. Owładnięta nim osoba gotowa jest zrobić wszystko, żeby ukryć swoje prawdziwe „ja” – przed innymi i, co gorsza, również przed sobą. John Bradshaw twierdzi wręcz, że u podstaw toksycznego wstydu tkwi lęk przed zdemaskowaniem się we własnych oczach. Gardzący swoim „ja” człowiek żyje w lęku, że „wszystko się wyda”. Co niby? Jego niedoskonałość!

Uwięzieni w roli

Skąd się bierze toksyczny wstyd? Zwykle przejmujemy go od rodziców. Zawstydzają nas z powodu emocji, jakie wyrażamy, z powodu naszej bezpośredniości, śmiałości, zainteresowania ciałem, seksualnością. Wielu rodziców ma ograniczony kontakt ze swoimi emocjami, obce jest im poczucie bliskości. Emocje dziecka przytłaczają ich więc, budzą niepokój. W takim domu nie wolno złościć się, smucić, płakać; nawet zbyt żywiołowe okazywanie radości jest karcone. Jednocześnie rodzice nierzadko tracą panowanie nad sobą, podnoszą głos albo i rękę. Może są od czegoś uzależnieni.

Dziecko czuje się nieważne, porzucone. Stara się na różne sposoby przywrócić równowagę rodzinną: zachowując się w sposób nadodpowiedzialny (branie na siebie „dorosłych” obowiązków), doprowadzając wszystko, co robi, do perfekcji albo po prostu stwarzając jak najmniej kłopotu (usuwanie się w cień). Paradoks tej sytuacji polega na tym, że wstyd, który chciało ukryć, z czasem się nasila. Także jako dorosły czuje się samotny, zagubiony. Ucieka sam przed sobą. Nawarstwienie mechanizmów obronnych sprawia, że nie wie już, kim jest. Poprzez słaby kontakt z własnym „ja” nie ufa sobie. Tak naprawdę w środku jakby go nie było. Smutne to. Więc się smuci. Ale też złości – na innych, bo czuje się nieszanowany. Na siebie, bo człowiek owładnięty toksycznym wstydem przeżywa ciągły konflikt wewnętrzny. Nie potrafi zadbać o swoje granice. Wciąż jest pod presją, obstrzałem. Miewa sny, że znajduje się nago w miejscu publicznym. Albo że musi przystąpić do egzaminu, do którego się nie przygotował. I to napięcie mięśni, płytki oddech… Uzależnienie od aktywności umysłowej (myślenie, analizowanie), od aktywności w ogóle. Wreszcie – skłonność do popadania w inne uzależnienia, do kompulsji i autosabotażu…

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »