Jak mówisz, tak masz – słowa wpływają na życie

123rf

Słowa wiele mogą. Kiedy opisujesz nimi sytuację, w pewnym sensie podejmujesz decyzję, jak chcesz ją postrzegać. Co chcesz czuć. Użyj takich słów, które sprawią, że będziesz rozkwitać.
Czy możliwe jest, by nie doznawać pewnych uczuć tylko dlatego, że nie używamy słów, które je nazywają? – pyta w swojej książce „Obudź w sobie olbrzyma” Anthony Robbins, amerykański trener rozwoju, mówca motywacyjny. Czy wiesz, że w języku żyjącego na Filipinach plemienia Tasaday nie ma słów na określenie nienawiści, wojny i antypatii? A jak to jest u ciebie? Jakie miejsce w twoim słowniku zajmuje „nienawiść”? Co ze słowem „nuda”? A „zazdrość”? „Przygnębienie”?

reklama

Wściekła czy poirytowana?

Dobór słów ma ogromny wpływ na komunikację – nie tylko z innymi, również z samym sobą. Czyli też na to, czego doświadczamy. Na emocje, samopoczucie. Anthony Robbins ryzykuje wręcz tezę, że dobór słów kształtuje ludzkie przeznaczenie. To różnica, czy opatrzysz jakąś sytuację etykietką „katastrofa”, „niepowodzenie”, „niekorzystny splot okoliczności”, „niedogodność” czy „chwilowa przeszkoda”. To ty decydujesz, jak zaklasyfikujesz dane zdarzenie. Przykład – wprost od Anthony’ego Robbinsa. Bohaterowie zdarzenia: sam Robbins, dyrektor jednego z jego przedsiębiorstw i wspólnik-przyjaciel. Sytuacja: któregoś dnia ci trzej panowie otrzymali podczas spotkania wiadomość, że ktoś próbował obejść się z nimi bardzo nieuczciwie. Mimo że sytuacja dotyczyła w jednakowym stopniu każdego z nich, zareagowali na nią bardzo różnie. Dyrektor wpadł w furię. Robbins był zły i zasmucony. Jego przyjaciel – ledwo poruszony. Robbins spytał więc kolegów, co oznacza dla nich wściekłość, gniew, jak na nich wpływa. „Kiedy jesteś wściekły, stajesz się mocniejszy, masz siłę do działania, możesz sprawić wszystko!” – odpowiedział dyrektor. „Człowiek, który się wścieka, traci kontrolę nad sobą. Pozwala wygrać przeciwnikowi” – powiedział wspólnik. Ocenił przy tym, że sprawa nie jest warta jego zdenerwowania. Jakie wnioski można z tego wyciągnąć?

Po pierwsze: sposób zachowania jest naturalną konsekwencją przekonań. Po drugie: nie istnieje prawda obiektywna, wszystko jest względne – zależne od naszej interpretacji. A interpretacja to przecież wybór takich, a nie innych słów! Jak zauważa Robbins, w tej samej sytuacji dyrektor mówił o furii i wściekłości, on – o złości i zdenerwowaniu, podczas gdy przyjaciel przyznał, że „trochę się przejął”. Zdumiony tym ostatnim komentarzem Robbins przypomniał przyjacielowi, jak pewna firma przejęła kiedyś „przez pomyłkę” jego pieniądze (ćwierć miliona dolarów) i przez ponad dwa lata zabiegał o ich odzyskanie. Autor „Obudź w sobie olbrzyma” chciał wiedzieć, jak wtedy czuł się jego przyjaciel. Otóż niespecjalnie go to zmartwiło. „Wzbudziło to poniekąd moją irytację” – skwitował całe zdarzenie.

Ciekawe, co sądzisz o tym stwierdzeniu, jak twoim zdaniem brzmi? Rozbrajająco? Dziwnie? Śmiesznie? Idiotycznie? Myślisz, że mogłabyś użyć tego lub podobnego określenia w sytuacji, kiedy czułabyś… coś znacznie więcej niż irytację? Anthony Robbins postanowił przetestować ten „greps”. Po raz pierwszy w hotelu, do którego dotarł późną nocą, po wyczerpującej podróży. Na miejscu okazało się, że nie ma rezerwacji i musi czekać na dopełnienie formalności. A recepcjonista był wyjątkowo opieszały. Wtedy właśnie zakomunikował swoje „poniekąd poirytowanie”. Rezultat? Napięcie natychmiast opadło. Recepcjonista nieco się pospieszył, klient rozluźnił. Wymienili uśmiechy. Robbins nazywa to „przełamaniem wzorca”. Chodzi o to, żeby nie wpaść w automatyczną, mechaniczną reakcję. Zrobić coś inaczej, rozładować atmosferę. Po prostu sięgasz po inne niż zwykle słowa. Takie, które pozwalają obniżyć poziom emocji, zahamować wybuch.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »