Jak zapalnik

Corbis

Choroby serca są u kobiet rzadziej rozpoznawane i gorzej leczone. Jak niebezpieczny może być gwałtowny stres dla osób zagrożonych chorobą serca – mówi kardiolog prof. dr hab. Grzegorz Raczak

reklama

– Czy serce kobiety choruje inaczej niż mężczyzny?
– Jest zwykle mniejsze niż mężczyzny, bo panie w ogóle są drobniejsze, mają mniejszą masę mięśniową. Ale budowa
anatomiczna serca kobiety i mężczyzny jest taka sama. Panuje jednak potoczne przekonanie, że zawał, choroba wieńcowa to przypadłości typowo męskie. I wiele kobiet pada ofiarami takiego mitu. Bo różnice widać tylko w wieku 30–40 lat, czyli u pań przed menopauzą.

– Jak menopauza związana jest z sercem?
– Dopóki kobieta zachowuje płodność, dopóki prawidłowo funkcjonują jej jajniki, jest chroniona przez własne hormony
przed miażdżycą tętnic wieńcowych. Mężczyźni – szczególnie ci obarczeni różnymi czynnikami ryzyka (palący papierosy,
mający podwyższony poziom cholesterolu, z nadciśnieniem, otyli) – są zagrożeni miażdżycą już w czwartej, piątej dekadzie życia. Panie zaczynają zgłaszać się do kardiologa zwykle dziesięć lat później. Kiedy biologiczna ochrona kobiety stopniowo zanika, zmniejsza się w jej krwi poziom tak zwanego dobrego cholesterolu (HDL), a rośnie tego „złego” (LDL).

– Czy to oznacza, że dopóki jesteśmy młode, nie musimy się przejmować naszym sercem, bo nic złego mu się nie stanie?
– To złudne myślenie. Zwłaszcza jeśli towarzyszy mu palenie papierosów, siedzący tryb życia i lekceważenie swojej wagi. A pracując przez lata na choroby układu krążenia, panie muszą się też liczyć z tym, że są gorzej diagnozowane.

– Z czego to wynika?
– Choćby z tego, że kobiety dużo później i w poważniejszym stanie trafiają do lekarza. Często same nie łączą dolegliwości, których doświadczają, z sercem. Wiele z nich uważa, że za ból w klatce piersiowej odpowiada niestrawność lub zgaga. A ból szczęki lub ramion, pocenie się, nudności, skrócony oddech, zmęczenie, omdlenia? Szukają innych przyczyn – nie myślą o układzie krążenia. Rzadko którą kobietę zaalarmuje to na tyle, by pojechać do szpitala w ciągu pierwszej godziny od wystąpienia objawów. A to kluczowy czas dla przeciwdziałania skutkom zawału serca. Choć trzeba przyznać, że także niektórzy lekarze nie doceniają powagi takich dolegliwości u kobiet.

– Kobiety się lekceważy?
– Raczej trudniejsze jest u nich wykrycie choroby. Mają częściej nieswoiste objawy i trzeba dużego doświadczenia, by właściwie interpretować wyniki ich badań. Tak jest na przykład przy próbie wysiłkowej.

– Inaczej się męczymy?
– Męczyć się możemy podobnie, ale próba wysiłkowa ma za zadanie nie zmęczyć pacjenta, ale wykryć chorobę wieńcową u osoby, która rzeczywiście na nią cierpi. Wynik próby, obok wiarygodnego, może być fałszywie dodatni (kiedy rozpoznajemy chorobę u osoby zdrowej) lub fałszywie ujemny (kiedy nie stwierdzamy choroby, chociaż ona istnieje). Otóż próba wysiłkowa stanowiąca podstawowe, najczęściej używane narzędzie diagnostyczne w ocenie bólów tzw. stenokardialnych daje u kobiet, zwłaszcza młodych, znaczny odsetek wyników fałszywych, zarówno dodatnich, jak i ujemnych. Wpływać na to może charakter zgłaszanych dolegliwości, działanie estrogenów i wiele nie do końca poznanych czynników.

– Co więc powinno nas zaniepokoić?
– Ból o charakterze uciskowym za mostkiem, zwłaszcza po wysiłku, ale także inne bóle w klatce piersiowej czy nadbrzuszu, których wcześniej nie było. Ważne są także, bo to czynniki ryzyka choroby wieńcowej, wzrosty ciśnienia krwi – szczególnie jeśli długo się utrzymują – i wysoki poziom cholesterolu. Kobiety powinny być wobec takich zmian bardziej czujne, jeśli w ich rodzinie ktoś umarł z powodu choroby serca przed 60. rokiem życia. Prawdopodobieństwo choroby wieńcowej zwiększa się dodatkowo u osoby z nadwagą lub otyłej prowadzącej siedzący tryb życia, palącej jeszcze do tego papierosy.

– A my tymczasem większość przypadków „gniecenia w dołku” czy „ściskania serca” zrzucamy na karb stresu, nerwów.
– To uważajmy! Bo silne emocje, silny stres mogą być zapalnikiem, który wywoła zawał serca. Nie bez powodu dużo zgonów z powodu ataku serca odnotowuje się w czasie trzęsień ziemi, powodzi, ba! nawet meczów piłkarskich. Gwałtowny stres może prowadzić do nagłej niewydolności serca u ludzi zagrożonych chorobą tego narządu. Wyrzut hormonów stresu – adrenaliny, noradrenaliny – powoduje m.in. skurcz naczyń krwionośnych. Jeśli na ich ściankach znajdowała się blaszka miażdżycowa, może się oderwać i zablokować naczynie, powodując zawał serca czy udar mózgu. Długotrwały stres przyspiesza rozwój miażdżycy.

– Zatem stres może zabić?
– Kogoś obarczonego ryzykiem choroby niedokrwiennej tak. Choć brak jest bezpośrednich dowodów na związek stresu z chorobami serca – bo poziom stresu, zwłaszcza długo się utrzymującego, jest trudno mierzalny. Jednak pośrednie dane pokazują związek. Wiemy przecież, że reakcja stresowa organizmu to przygotowanie do walki lub ucieczki w obliczu zagrożenia. Organizm nie wie, jaką strategię obierzemy, ale na przykład podnosi nam na wszelki wypadek krzepliwość krwi. Było to uzasadnione w czasach, gdy w trakcie ucieczki i walki mogło dojść do zranienia i wykrwawienia, ale dziś wobec stresów życiowych, np. w pracy, może przyczynić się do zawału serca. I co ciekawe, zaobserwowano, że najczęściej do zawałów dochodzi nad ranem. Wtedy bowiem rośnie w naszym organizmie poziom hormonów stresu – adrenaliny i kortyzolu – i wtedy również mamy największą krzepliwość krwi. Adrenalina przyczynia się też do wzrostu ciśnienia krwi, przyspieszenia pulsu i oddechu, wzrostu napięcia mięśniowego. Szybciej i ciężej pracujące serce potrzebuje więcej tlenu, a jeśli jest go za mało, dochodzi do niedokrwienia. Kortyzol – jeśli długo jesteśmy poddawani działaniu tego hormonu – może prowadzić między innymi do rozwoju oporności na insulinę, stanu poprzedzającego zachorowanie na cukrzycę.

– A cukrzyca zwiększa ryzyko zawału serca?
– Właśnie. Poza tym osoby żyjące w stresie prowadzą zwykle bardziej niehigieniczny tryb życia – mało się ruszają, mają nadwagę, częściej palą papierosy. A to dla serca prawdziwa katastrofa.

– Ale czy nie bardziej niż ataku serca kobiety powinny się jednak obawiać raka piersi?
– Wręcz przeciwnie. I to właśnie dlatego, że zagrożenia rakiem piersi są bardziej świadome, bo więcej się o tym mówi. Ale to choroby układu krążenia – niezależnie od płci – są najczęstszą przyczyną śmierci na świecie, częstszą niż wszystkie nowotwory razem wzięte. W Europie około 3 procent kobiet umiera z powodu raka piersi, na serce natomiast aż 55 procent. Tylko że za rzadko o tym przypominamy.