Buty w stylu glamour dla dzieci

Przez kilka lat mieszkała z rodziną w Paryżu, a od roku sprzedaje w Polsce… buty. I choć jej biznes na razie należy do gatunku określanego mianem „small“, od sprowadzania innych marek – m.in.: z Hiszpanii i Portugalii – błyskawicznie przeszła do stworzenia nowej, polskiej: KOPYTKO MAMUTA. Uwaga: O tych butach już mówi się na forach i zamkniętych grupach dla rodziców. I mówi się bardzo dobrze!
Jak wpadłaś na pomysł, żeby sprzedawać buty i skąd ta zabawna nazwa?

reklama

Zacznę od tego, że uważam buty za najważniejszy element ubioru. Odpowiadają przecież za prawidłowy rozwój fizyczny, kształtowanie odpowiedniej postawy, zdrowe nogi i kręgosłup. Przez kilka lat mieszkałam za granicą, w Hiszpanii i we Francji, gdzie rynek obuwniczy jest bardzo bogaty. Przed powrotem do Polski wpadłam w panikę – gdzie będę kupować buty moim dzieciom? Pamiętam wakacje w Warszawie, które spędziłam szukając balerin dla najstarszej, wówczas 10 letniej córki. Nosiła wtedy rozmiar 36, ale modele dla dzieci były infantylne, a te dla dorosłych – o wiele za szerokie. To mi dało ostateczny impuls. Bo jeśli nie ma takiego miejsca, gdzie jakość łączyłaby się z dobrym stylem, to ja muszę je stworzyć! A skąd nazwa? Moja średnia córka, wówczas trzy – czteroletnia uwielbiała piętki od chleba. Nie umiała tylko zapamiętać ich nazwy. Stworzyła więc własną: kopytko mamuta. Od tamtej pory kopytko mamuta stało się dla naszej rodziny synonimem największej pyszności. A kiedy przyszła pora na wymyślanie nazwy i zebraliśmy się wszyscy przy kuchennym stole, kopytko mamuta wygrało bezapelacyjnie.

KOPYTKO MAMUTA to wyłącznie skórzane buty. Dlaczego?

kopytkoBo skóra „oddycha“, dobrze się układa na stopie i izoluje od zimna i gorąca. Jeśli nie skóra, to materiały ekologiczne, naturalne. Kupowanie dzieciom plastikowych butów może się za kilka lat odbić na ich zdrowiu. Tak samo ważna jest dla mnie jakość wykonania. Co z tego, że but jest ze skóry, jeśli nie trzyma dobrze nogi? A masowa produkcja, najczęściej pochodząca z chińskich fabryk, daje kiepski produkt. Za to tani. Dlatego dobre buty nigdy nie będą tanie.

Ciekawi mnie, jak wygląda cały proces, zanim buty trafią na Twoją sklepową półkę.

Jeżdżę na targi obuwnicze, przede wszystkim do Florencji i Mediolanu, gdzie pokazują swoje produkty setki producentów i pośredników. Wybieram tych, którzy spełniają określone warunki: muszą mieć produkt świetnej jakości, odpowiadający stylowi moich kolekcji, i atrakcyjną cenę.

Inaczej jest z trzema markami, z którymi stale współpracuję i które szyją buty dla mnie, na moje specjalne zamówienie. Wśród nich jest polski Emel – znakomita jakość i precyzja wykonania, naprawdę ich buty robione są z miłością. Tworzą dla mnie unikatowe modele i sygnują to śliczną, skórzaną zawieszką z logo Kopytka Mamuta. Mam też szczęście ściśle współpracować z hiszpańskim producentem Beberlis. To rodzinna firma, istniejąca od początku lat 80. Ich buty docenia cała Europa, w tym koronowane głowy, a raczej stopy. Noszą je m.in. księżniczki ze Szwecji i Belgii. Dzięki hiszpańskiemu producentowi swoją premierę w tym sezonie mają przepiękne i superwygodne modele marki KOPYTKO MAMUTA. Trzecim sprawdzonym przyjacielem marki jest francuskie „Un mercredi apres-midi“. Dwa razy w roku właściciel marki zaprasza mnie do swojej podparyskiej posiadłości, gdzie całe najwyższe piętro zajmują prototypy butów. Spędzamy tam całe dnie, z jego rodziną i współpracownikami, rozmawiając i wybierając modele na kolejny sezon. Pytałaś, z kim rozmawiam, zanim dokonam wyboru na dany sezon. Oczywiście z moimi córkami! Mówią, co im się podoba, a co nie. Jakie buty noszą najchętniej ich koledzy i koleżanki. Rozmawiam też z mamami – jakich butów brakuje na rynku, jakich kolorów szukają. I sprawdzam prognozy na następny rok: modele, kolory…

Dlaczego zdecydowałaś się na współpracę właśnie z Emelem i Beberlis? Obie to małe rodzinne firmy.

Zacznę od Beberlis, ponieważ znam ich dłużej. Poznałam ich w najlepszy z możliwych sposobów, od strony jakości. Mieszkając we Francji, kupowałam dzeciom buty Beberlis, ponieważ były wygodne i ładne. Te buty nigdy mnie, a raczej moich dzieci, nie zawiodły. Kiedy otworzyłam sklep i pojechałam na pierwsze targi, odnalazłam markę i nawiązałam kontakt.

Z kolei o Emelu usłyszałam od innych mam. W czasie wakacji w Polsce oglądałam te buty, śledziłam rozwój firmy. Szukałam polskiego producenta, który robi dobre i – uwaga! – ładne buty. Bo o to wcale nie jest łatwo.

Zdradzisz, skąd to umiłowanie do klasyki i estetyki?

Ha, trudne pytanie! Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Zacznę więc od oczywistości. Mam ojca i stryja architektów – malarzy, mamę z wykształcenia aktorkę i historyka sztuki. Moja babcia przed wojną wychowywała się w bardzo zamożnym domu, w którym ceniło się piękno, a w ponurych latach PRLu szyła sobie suknie z zasłon. Ona i moja mama zawsze stawały na głowie, żeby te szare czasy nie zabiły poczucia estetyki. Myślę, że dobry styl zawsze mnie otaczał. Ale tak naprawdę to dopiero Paryż ukształtował mój styl. Oczywiście daleko mi do paryżanek, które ukrywając wszystkie możliwe metki i sprawiając wrażenie, że wrzuciły na siebie to, co akurat miały pod ręką, wyglądają olśniewająco.

No i te paryskie dzieci. Na placach zabaw. Na hulajnogach. Ciągnące tornistry po ziemi. Umorusane, zgrzane, poczochrane. W zabłoconych butach. A jednocześnie ubrane pięknie, klasycznie, bez ekstrawagancji. Ich rodzice nie oszczędzają ubrań, ani butów „na wielką okazję“. To, co na codzień służy do szkoły i na plac zabaw, w niedzielę jest czyszczone i pastowane i staje się eleganckim strojem na obiad u babci. Francuzi są oszczędni, nie wydają fortuny na nowe kolekcje ubrań i butów. Za to zwracają uwagę na jakość. We Francji panuje niepisany dresscode. Po ubraniu można określić grupę społeczną, do jakiej przynależysz lub aspirujesz.

A jak kształtujesz poczucie estetyki u własnych dzieci i dlaczego uważasz, że to takie ważne?

Kupuję im ubrania, które podobają się przede wszystkim mnie (nie dotyczy najstarszej, ona wybiera sama), a które one zaakceptują. Unikam plastiku, serduszek w odcieniu lila, wielkich aplikacji. Uczę, co do siebie pasuje. Razem oglądamy wystawy, chodzimy na targi dizajnu. Lubimy oglądać ładne miejsca i rzeczy.

Mogę się pochwalić, że odniosłam już jeden sukces. Moja nastarsza córka, 12 letnia ma doskonały gust. Dużo lepszy ode mnie. Średnia, która jest typem sportowca i jednocześnie wielkiego wrażliwca, lubi wygodę i poczucie bezpieczeństwa. Najczęściej prosi mnie, żebym to ja wybrała jej ubranie. Ale bardzo się cieszę, bo uwielbia spódnice. Z kolei najmłodsza, która skończyła 4 lata, najbardziej kocha: Elzę z „Krainy lodu“, kolor różowy i sukienki plażowe. No cóż, pracujemy nad tym…

Które z modeli należą do ulubionych Twoich dzieci?

W tym sezonie moje dziewczynki zakochały się w sztybletach. Najstarsza wybrała model z szarego zamszu. Wiele mam zastanawia się, czy zamsz jest dobry na polską jesień. Ten, z którego uszyto nasze buty, jest impregnowany i wodoodporny. Średnia nie rozstaje się z modelem chłopięcym, pełnym wdzięku połączeniem brązowej, o „zużytej“ fakturze skóry z gumą w kolorze błękitu paryskiego.

A najmłodsza spędza wczesną jesień w sportowych babies, z oryginalnej skóry w kolorze tytoniu. Dzięki sportowej podeszwie są doskonałe do biegania i skakania, a to właśnie bez przerwy robią czterolatki.

A Ty, które modele wybierasz..?

Ja nie mogę się rozstać z balerinami. Noszę ciągle szare z letniej kolekcji, ale wiem, że już czas na sztybety. A świetny sztyblet to klasa sama w sobie. Do niego wystarczą zwykłe wąskie jeansy i bawełniany t-shirt – a wygląda się jak… ikona stylu.

Co planujesz zawodowo w najbliższej przyszłości?

Mam na uwadze dwa projekty. Jeden, który zostanie zrealizowany lada dzień, to sklep internetowy. Drugi, którego nie chcę jeszcze zdradzać, ma wiele wspólnego z literaturą, warsztatami i wspólną zabawą. No i nieustannie pracuję nad spełnianiem oczekiwań coraz większej rzeszy klientów.

Twój cel w biznesie, tzn. na czym Ci najbardziej zależało/zależy?

Przede wszystkim na wypełnieniu luki na rynku. Niektóre z moich modeli niemal nie zmieniły się od początku ubiegłego wieku J ! Klasyka nie musi być nudna i ponura, może tętnić kolorami i uwodzić dodatkami – ale trzeba zachować umiar i dobry styl. Budując markę, miałam i nadal mam cichą nadzieję, że chociaż odrobinę przyczynię się do zmiany stylu polskiej ulicy. Rodzice, którzy szukają podobnych produktów, już nie muszą robić zakupów za granicą. A że wkrótce rusza sklep internetowy www.kopytkomamuta.pl, to cała Polska będzie miała te piękne i znakomite buty w zasięgu ręki.

Gdybyś miała przekazać innym rodzicom jakąś złotą receptę nawiązującą do tego, czym się zajmujesz, to byłoby to..

Chciałabym przekonać rodziców, żeby nakłaniali swoje dzieci do zdejmowania raz na jakiś czas sportowych butów. Bo te, choćby nie wiem jak były supermodne i reklamujące się jako „oddychające“, to nigdy nie zastąpią BUTÓW. Żadne sztuczne tworzywo nie zastąpi skóry. I pod względem wentylacji stopy i trzymania jej w prawidłowej postawie. Ideałem byłoby noszenie prawdziwych butów przez 2 dni, potem dzień w sportowych, potem 2 dni w butach itd. Wiem, że to nierealne, bo chłopcy ciągle grają w piłkę, a dziewczynkom mamy kupują sportowe obuwie jako to praktyczne i wygodne. Ale warto powtarzać tę regułę. Może jeden rodzic na stu zrozumie, że chodzi o zdrowie dzieci…

Muszę ci się jednak przyznać, że stworzenie sklepu z butami nie było moją jedyną ambicją. Ja chciałam powołać do życia wyjątkowe miejsce. Klimatyczne. Takie, do którego rodzice chcieliby wpadać nie tylko na zakupy, ale i na pogawędkę, a dzieci – żeby się pobawić zabawkami, nadmuchać balony, chrupnąć ciasteczko… Na wiosnę ruszył cykl „Kopytko czyta dzieciom“. To sobotnie seanse czytania książek. Wkrótce światło dzienne ujrzy kolejny projekt, także związany z książkami. Bo KOPYTKO MAMUTA to ma być miejsce, które uczy dzieci piękna. I tego w dizajnie, jak buty czy nasze dodatki i zabawki, i tego w kulturze. Czyli piękna, które nas otacza…