Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój Księgarnia Sklep Cyfrowy

Różnorodność kulturowa: dlaczego warto otwierać się na innych ludzi?

fot.123rf
Różnorodność wzbogaca, inspiruje. Pozwala przekraczać ograniczające przekonania i nawyki. Mówiąc „tak” inności, mierzymy się z lękiem. Docieramy do ciekawości dziecka w nas. Uczymy się słuchać i współodczuwać. Poszerzamy świadomość. Wzrastamy wewnętrznie. To droga do wolności.

Kiedy byłem chłopcem, Włochów nazywano makaroniarzami – wspomina Leo F. Buscaglia, charyzmatyczny pisarz i wykładowca akademicki w swojej świetnej książce „Miłość. O sztuce okazywania uczuć”. Jego rodzina wprowadziła się do dzielnicy, w której wcześniej nie mieszkała żadna włoska rodzina. Natychmiast pojawiły się etykietki: „Wszyscy makaroniarze należą do mafii”; „ta dzielnica przestała być spokojna”; „makaroniarze hałaśliwie okazują swoje emocje”. Chociaż rodzina Leo próbowała przełamać lody, przez całe miesiące ignorowano ich. Byli zaszufladkowani, odsunięci na bok. Konotacje, jakie niosła etykietka „makaroniarze”, sprawiły, że sąsiedzi byli przekonani, iż wiedzą, jacy są Włosi, i mogli czuć się zadowoleni, odrzucając ich. „To, czego o nas nie wiedzieli, było większe i ważniejsze od tego, co o nas wiedzieli – pisze Leo. – Nie wiedzieli, że mama była śpiewaczką i że nasz dom przepełniała muzyka”. Nie wiedzieli też, że mama Leo posiadała wiedzę medyczną, dzięki czemu nikt z rodziny nigdy nie chorował. Do leczenia dzieci używała czosnku i mąki kukurydzianej, z której robiła polentę i przykładała ją – jeszcze parującą – na chore miejsca. „Już samo to powinno zachęcić naszych sąsiadów do zaakceptowania nas – konstatuje Leo. – Czyż ktokolwiek inny mógłby podzielić się wiedzą o tak wspaniałych lekarstwach?”. Nie mówiąc już o ariach i operach w znakomitym wykonaniu mamy Leo. Ileż radości mógłby dać sąsiadom jej talent. Tata Leo robił wino, które z powodzeniem można by postawić na papieskim ołtarzu. Wymagał od dzieci nieustannego rozwoju. Jego ulubionym pytaniem zadawanym każdemu po posiłkach było: „Czego nowego się dziś nauczyłeś?”. Sam chętnie opowiadał, czego nowego się nauczył. „Nasi drodzy sąsiedzi przegapili okazję intelektualnej wymiany z tatą – ciągnie swoją opowieść Leo – a nade wszystko okazję rozkoszowania się vino rosso domowej roboty”.

Trudno nie zgodzić się z Leo, gdy pisze, że najbardziej pozytywnym słowem, które w największym stopniu przyczynia się do ciągłego wzrastania, jest „tak”. „Tak” rozmraża zamrożone dotąd symbole i myśli. Mówiąc „tak” życiu, „tak” radości, „tak” poznaniu, otwieramy się na ludzi i na różnorodność. I widzimy, że każdy człowiek ma nam coś do zaoferowania, że wszystko znajduje się w każdym. Kiedy „tak” wydaje się zbyt przerażające, można zacząć od „może”. Spróbować. To nie jest łatwe, ponieważ wymaga przekroczenia głęboko uwewnętrznionego przekazu kulturowego, który przykłada szczególną wagę do osądzania, wykluczania, karania, do lęku i wstydu.

W jaki sposób wzbogacają nas inni? Na przykład sąsiedzi innych narodowości i religii, ludzie starsi i niepełnosprawni, dzieci? W jaki sposób dotrzeć do twórczego potencjału różnorodności?

Sąsiedzi śpiewają sobie nawzajem

Kim są nasi sąsiedzi? Wspaniałe inicjatywy kulturalne kierują nas w stronę świadomości potencjału różnorodności. Choćby Ośrodek „Pogranicze – Sztuk, Kultur, Narodów” w małych nadgranicznych Sejnach na Suwalszczyźnie. Powstał ponad 20 lat temu z inicjatywy dwóch rodzin – Krzysztofa i Małgorzaty Czyżewskich i Bożeny i Wojciecha Szroederów, związanych z teatralnym ruchem alternatywnym. Przyjechali do Sejn ze spektaklem „Krwawe gody” według Lorki. I właśnie tu uświadomili sobie, że pragną czegoś innego: nie chcą już występować na festiwalach teatralnych, chcą przestać mówić, zacząć słuchać. Stworzyli Pogranicze – Sztuk, Kultur, Narodów. Zanurzyli się w ten nowy świat, w pamięć ludzkich doświadczeń. Przełomowym doświadczeniem okazało się spotkanie nazwane „Pieśnią Starowieku”. Do sejneńskiej Białej Synagogi, którą Pogranicze się opiekuje, zostali zaproszeni sąsiedzi, ludzie różnych narodowości, Litwini, Polacy, Ukraińcy, Białorusini, Romowie z Suwałk, Rosjanie ze wspólnot staroobrzędowców. Śpiewali stare pieśni, także żydowskie. We wspólnym ogromnym kręgu usiedli sąsiedzi i po raz pierwszy posłuchali siebie nawzajem. Popłynęły opowieści o ludzkich losach, niezażegnanych sprawach z przeszłości, traumach wieku. Później były „Kroniki sejneńskie”. Polskie i litewskie dzieci pod kierunkiem Bożeny Szroeder stworzyły żywy spektakl o miejscu i ludziach. Najpierw dzieci poznawały historię miasta; kto w Sejnach mieszkał, czym się zajmował, skąd przybył. Rozmawiały z nauczycielami, historykami i starymi ludźmi. Notowały niespisywane dotąd wspomnienia swoich dziadków, tworzyły drzewa genealogiczne, rozmawiały z rodzicami o losach bliższych i dalszych krewnych. Narysowały na wielkim płótnie plan miasta – mitycznego i prawdziwego. Później ulepiły Sejny z gliny. I powstały „Kroniki sejneńskie”. Dzieci czytały o wszystkim, czego się dowiedziały. Starsi – poruszeni, przejęci – wsłuchiwali się we własne opowieści. Potem wszyscy śpiewali, każdy po swojemu. Znów sąsiedzi śpiewali sobie nawzajem. Spektakl dał impuls dalszemu odkrywaniu dziejów miasta i losów ludzi; ten projekt trwał pięć lat. A potem powstała książka o tym samym tytule, której współautorami są dzieci.

Strony: 1 2 3


Uwaga konkurs! Przywróć młody wygląd na dłużej – wygraj zabieg preparatem Facetem w klinice Estetica Nova!

Atrakcyjna, młodo wyglądająca twarz to pragnienie większości z nas. Szeroki wybór oferty zabiegów anti-aging sprawia, że coraz więcej kobiet korzysta z możliwości niechirurgicznego poprawienia urody, ...

Konkurs z okazji Dnia Matki: Ministerstwo Dobrego Mydła

Każdego dnia, kiedy otwieramy naszą małą pracownię, myślimy nie tylko o tym, co danego dnia mamy do zrobienia, ale i o produktach, które jeszcze nie ...
zamknij [x]

POLECANE KSIĄŻKI