Przez ostatnie lata modne okulary kurczyły się proporcjonalnie do ambicji – im cieńsza oprawka, tym rzekomo więcej klasy. Sezon wiosna–lato 2026 wywraca ten porządek do góry nogami: im większe, tym lepiej.
Na nowojorskim tygodniu mody można to było wyczuć jeszcze zanim zaczęły się pierwsze pokazy. Wśród publiczności zasiadającej w pierwszych rzędach zniknęły smukłe oprawki, a w ich miejsce pojawiły się okulary, które z upodobaniem zakrywały dwie trzecie twarzy. Redaktorki mody, stylistki i twórczynie treści przybyły uzbrojone w szkła o rozmiarach graniczących z tym, co można by zakwalifikować jako przyłbice.
Na wybiegach potwierdziło się to, co czuć było w powietrzu. Khaite, Christian Cowan i Off-White w Nowym Jorku, a następnie Celine, Saint Laurent i Balenciaga w Paryżu – każda z tych marek wysłała na wybieg modeli i modelki w dramatycznych, okazałych okularach. Balenciaga poszła najdalej: jej okulary w kształcie skrzydeł motyla, sięgające niemal skroni, stały się jednym z najbardziej komentowanych dodatków całego sezonu.
Balenciaga (fot. Spotlight/Launchmetrics)
Wielkie okulary jako narzędzie kobiecej tajemnicy mają długą historię
Zanim do głosu doszły algorytmy i fotografie street style, wielkie okulary były przede wszystkim rekwizytem niedostępności. Małgorzata Braunek odgrywała w nich kobietę wymykającą się szufladkowaniu w „Polowaniu na muchy” Andrzeja Wajdy; po drugiej stronie oceanu Jacqueline Kennedy Onassis, uciekająca od wścibskich oczu, stała się z ogromnymi oprawkami tak nierozłączna, że doczekała się nawet pary ray-banów nazwanych na swoją cześć.
Jackie O. w 1970 r. (Fot. Tom Wargacki/WireImage)
Kolejna fala wielkich okularów przyszła wraz z rokiem 2008 i paparazzi, którzy stawali się coraz bardziej natrętni. Mary-Kate i Ashley Olsen, Paris Hilton i Nicole Richie – ich zdjęcia zza wielkich, ciemnych szkieł weszły do kanonu popkulturowej ikonografii. Okulary pełniły tu rolę tarczy, ale i rekwizytu: mówiły jestem tu, a jednocześnie nie masz do mnie wstępu. To połączenie jest, nawiasem mówiąc, niezmiennie pociągające.
Nosić je może każda – i żadna okazja nie jest zbyt prozaiczna
Nie byłoby trendu bez jego ambasadorek. Rihanna, Charli XCX, Doja Cat, Rosalía, Pamela Anderson, Teyana Taylor, Jennifer Lawrence i Sarah Jessica Parker – to tylko kilka nazwisk z długiej listy celebrytek, które w ostatnich miesiącach pokazały się w maksymalistycznych okularach przeciwsłonecznych.
Co istotne, wielkie okulary demokratyzują glamour. Można je założyć do jedwabnej sukienki i szpilek, ale równie dobrze sprawdzają się w drodze po bułki, zestawione z bawełnianym tank topem i klapkami na płaskiej podeszwie. Ukryją cienie pod oczami po nieprzespanej nocy i rozmazany tusz do rzęs po morskiej kąpieli, a przy tym oferują naprawdę skuteczną ochronę przed promieniami UV – o wiele lepszą niż ich miniaturowe poprzedniczki.
Wielkie okulary to odpowiedź na zmęczenie minimalizmem
Boom na okazałe szkła nie jest przypadkowy. Moda od kilku sezonów powoli odpuszcza cichą elegancję i coraz śmielej sięga po ekspresję. Liczy się indywidualność, jakiś komunikat o osobie, która to nosi – a nie o jej zdolności do wtopienia się w tłum. Okulary, które przykrywają jedną trzecią twarzy i nadają jej rysy kreskówkowego bohatera, są w tym kontekście wyborem jak najbardziej politycznym.
Minimalistki mogą, rzecz jasna, pozostać wierne smukłym oprawkom. Ale jeśli ostatnio masz poczucie, że twoje stylizacje są poprawne, lecz jakby pozbawione charakteru, to właśnie może być ta jedna zmiana, która tchnie w nie trochę świeżości.
Ray-Ban, Jackie Ohh II
723 zł
(mat. prasowe)
Camperlab
854 zł, Zalando
(mat. prasowe)
Victoria Hyde, TOBE
419,95 zł, Zalando
(mat. prasowe)
Miu Miu, MU A07S
1705 zł, Breuninger
(mat. prasowe)
Diesel
782 zł, Zalando
(mat. prasowe)