Który film Kieślowskiego o mały włos pokonałby „Pulp Fiction” Quentina Tarantino? Który polski reżyser ma na koncie najwięcej canneńskich statuetek? Już za 10 dni dowiemy się, czy Paweł Pawlikowski wywalczy dla Polski kolejną Złotą Palmę, ale zanim to nastąpi wspominamy największe sukcesy Polaków na Festiwalu Filmowym w Cannes. A było ich całkiem sporo!
Historia polskich twórców na Festiwialu w Cannes zaczęła się pod koniec lat 30., wraz z filmem „Czarne diamenty” w reżyserii Jerzego Gabryelskiego. Jednak wybuch II wojny światowej spowodował, że wydarzenie zostało odwołane, a premiera się nie odbyła. Festiwal wznowiono niemal 10 lat później, po zakończeniu działań zbrojnych, ale polską kinematografię dostrzeżono dopiero w 1951 roku. Wówczas w Konkursie Głównym wziął udział film „Miasto nieujarzmione” Jerzego Zarzyckiego. Pierwsze laury zdobyliśmy w 1954 roku. „Piątka z ulicy Barskiej” w reżyserii Aleksandra Forda zgarnęła Nagrodę Międzynarodową, sam reżyser też otrzymał wyróżnienie. W międzyczasie na podbój Cannes wyruszył Andrzej Munk. Słynny polski reżyser najpierw zaprezentował tam swój krótki metraż „Niedzielny poranek”, a następnie pełnometrażowe „Zezowate szczęście”. Munk nie doczekał swojej wygranej, umarł w 1961 roku, ale jego filmy żyły dalej. W 1964 roku w Cannes pokazano jego ostanie dzieło – „Pasażerkę”, która otrzymała Nagrodę Międzynarodowej Federacji Krytyki Filmowej (FIPRESCI) oraz wyróżnienie specjalne jury. To był początek „polskiej szkoły filmowej” i zaledwie przedsmak późniejszych zwycięstw.
Kiedy w 1957 do Cannes po raz pierwszy przyjechał Andrzej Wajda, był to prawdziwy przełom dla polskiej kinematografii. W ramach Konkursu Głównego zaprezentował „Kanał”. Film opowiadający o ostatnich chwilach powstania warszawskiego zdobył wówczas Nagrodę Specjalną Jury i rozpoczął pasmo sukcesów reżysera na Lazurowym Wybrzeżu. Andrzej Wajda na canneński czerwony dywan wracał od tamtej pory regularnie. W 1966 roku zaprezentował film „Popioły”, a w 1969 „Polowanie na muchy”, po to, by za rok wrócić z „Krajobrazem po bitwie”. Kolejna statuetka, Nagroda Międzynarodowej Federacji Krytyki Filmowej (FIPRESCI), została mu wręczona w 1978 roku za „Człowieka z marmuru”, a w 1979 roku otrzymał Nagrodę Jury Ekumenicznego za „Bez znieczulenia”. Największy triumf, a zarazem historyczna chwila nastąpiła jednak w 1981 roku, kiedy Złotą Palmę otrzymał „Człowiek z żelaza”.
Andrzej Wajda był nie tylko pierwszym polskim laureatem Złotej Palmy, ale również najbardziej nagradzanym rodzimym reżyserem na Festiwalu w Cannes. Ale o swoje miejsce w historii festiwalu walczyli też inni twórcy. Wojciech Jerzy Has otrzymał w 1973 roku Nagrodę Jury za „Sanatorium pod klepsydrą”, w 1980 roku Agnieszka Holland dostała Nagrodę Międzynarodowej Federacji Krytyki Filmowej (FIPRESCI) za „Aktorzy prowincjonalni”, natomiast Krzysztof Zanussi został nagrodzony przez jury w 1980 roku za film „Constans”.
Polscy reżyserzy na 43. Festiwalu Filmowym w Cannes.
Od lewej do prawej reżyserzy: Andrzej Żuławski, Andrzej Wajda, Agnieszka Holland, Roman Polański, Ryszard Bugajski i Krzysztof Kieślowski (Fot. Micheline Pelletier/Sygma via Getty Images)
Przełom lat 80. i 90. zdecydowanie należał do Krzysztofa Kieślowskiego. Dzięki niemu odradzająca się pod stanie wojennym polska kinematografia wróciła na canneńskie afisze. W 1988 roku w Konkursie Głównym wziął udział jego „Krótki film o zabijaniu”. Złotej Palmy wprawdzie nie zdobył, ale Nagrodę Międzynarodowej Federacji Krytyki Filmowej (FIPRESCI) i Nagrodę Jury już tak. Podobny zestaw nagród zgarnął w 1991 roku za „Podwójne życie Weroniki”. Jednak najbliżej najwyższej nagrody festiwalu był w 1994 roku, kiedy przyjechał do Cannes z filmem „Trzy kolory: Czerwony”. Wówczas wielu krytyków uważało, że wygraną ma w kieszeni. Ostatecznie jednak Złotą Palmę „skradł” mu Quentin Tarantino i „Pulp Fiction”. Musieliśmy się obejść smakiem i zaczekać kolejne 8 lat.
W 2002 roku jury Konkursu Głównego zachwycił „Pianista” autorstwa Romana Polańskiego. Reżyser polskiego pochodzenia, tworzący za granicą, podchodził do tej nagrody już od połowy lat 70. – w 1976 roku otrzymał nominację za film „Lokator”. Jednak dopiero opowieść o pianiście żydowskiego pochodzenia, Władysławie Szpilmanie, który stracił całą rodzinę w obozie koncentracyjnym i sam cudem uniknął śmierci w warszawskim gettcie, przyniosła Polańskiemu najważniejsze wyróżnienie.
Równie długo uwagę Festiwalu w Cannes przyciągał Jerzy Skolimowski. Lista jego nominacji do Złotej Palmy jest bardzo długa i sięga 1972 roku, kiedy przyjechał z filmem „Król, dama i walet”. W 1978 roku walczył w Konkursie Głównym z filmem „Wrzask”, w 1982 roku z filmem „Fucha”, w 1984 roku z „Najlepszą zemstą jest sukces”, a w 1989 roku pokazał „Wiosenne wody”. Złotej Palmy niestety nie otrzymał, ale z pustymi rękami też nie pozostał. Za „Wrzask” otrzymał Technical Grand Prize, za „Fuchę” nagrodę za najlepszy scenariusz, a ukoronowanie swoich długoletnich wysiłków, Nagrodę Jury, otrzymał w 2022 roku za film „IO”.
W Cannes nagrody otrzymują nie tylko reżyserzy, Złote Palmy przyznaje się także aktorom i aktorkom i tak właśnie się stało w przypadku polskiej artystki. Krystyna Janda wystąpiła w „Przesłuchaniu” Ryszarda Bugajskiego, które miało być zaprezentowane w Cannes na początku lat 80., ale plany twórców pokrzyżował stan wojenny. Ostatecznie film miał premierę w 1990 roku. Jury zachwyciła kreacja aktorska Jandy, która wcieliła się w artystkę kabaretowa brutalnie przesłuchiwaną przez funkcjonariuszy UB.
Reżyser Paweł Pawlikowski pozuje z nagrodą za najlepszą reżyserię za film „Zimna wojna” podczas 71. dorocznego Festiwalu Filmowego w Cannes w 2018 r. (Fot. Pascal Le Segretain/Getty Images)
Współczesnym ulubieńcem Festiwalu Filmowego w Cannes jest Paweł Pawlikowski. Polski twórca po raz pierwszy pojawił się tam w 2018 roku z filmem „Zimna wojna” i od razu zgarnął nagrodę za reżyserię. Festiwal docenił jego zmysł artystyczny do tego stopnia, że w kolejnym roku zaprosił Pawlikowskiego, by zasiadł w jury Konkursu Głównego. Kariera 68-letniego reżysera wciąż bardzo intensywnie się rozwija i w tym roku powraca on do Cannes ze swoją kolejną, międzynarodową produkcją „Fatherland”. Tym samym po raz kolejny w historii mamy spore szanse na Złotą Palmę.