Autopromocja
WOS 6 - 1200
WOS 6 - 1200
  1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Praca
  4. >
  5. Zawód? Kariera? Powołanie? Jak postrzegają pracę współcześni młodzi ludzie?

Zawód? Kariera? Powołanie? Jak postrzegają pracę współcześni młodzi ludzie?

Fot. SimpleImages/Getty Images
Fot. SimpleImages/Getty Images
Początkowe doświadczenia zawodowe mogą zniechęcić lub ośmielić młodego człowieka do brania spraw w swoje ręce. O tym, jak pierwsza praca jest ważna dla całej jego kariery, mówi psycholożka Halina Piasecka.

Wywiad pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 1/2026.

Alina Gutek: Zaczyna się od sporych emocji: jak wypadnę, przyjmą, nie przyjmą. Już podczas rozmowy kwalifikacyjnej bywa trudno. Emocje to na starcie zły doradca?

Halina Piasecka: Piszę teraz książkę o regulacji emocji. Absolutnie nie radzę z nimi walczyć. Pierwszej pracy rzeczywiście towarzyszą emocje, i to bardzo różne. Bo z jednej strony cieszymy się na rozmowę kwalifikacyjną, na to, że mamy szansę na pracę. Pojawiają się więc: entuzjazm, ekscytacja, motywacja do tego, żeby sobie poradzić. A z drugiej strony bardzo często jest lęk przed oceną i przed jej efektem: jak wypadniemy, czy dostaniemy pracę, a jeśli tak, to czy będziemy tam szczęśliwi. Tak na marginesie – szczęściem w pracy zajmuję się od 14 lat, to ważny temat. Emocje w rekrutacji i w pierwszej pracy są czymś naturalnym. Także te nieprzyjemne, o których potocznie mówi się: „negatywne”. W psychologii nazywa się je właśnie nieprzyjemnymi, one są też potrzebne i ważne. Oczywiście chcielibyśmy nie czuć nieprzyjemnych emocji, tylko radzić sobie śpiewająco. Ale rzeczywistość jest taka, że je czujemy. I mamy do tego prawo, bo one są adekwatne do okoliczności, czyli do starań o pierwszą pracę. Nic dziwnego, że czujemy się wtedy niepewnie, że towarzyszy nam lęk. To może oznaczać, że nam zależy. Możemy sobie to zinterpretować w ten sposób, że ciało daje nam sygnał, żeby te wszystkie emocje odczuwać, co może być mobilizujące. Trudno sobie poradzić, kiedy tłumimy nieprzyjemne emocje – to tak, jakbyśmy się buntowali przeciwko sobie. Wtedy one jeszcze bardziej narastają.

Jak sobie z nimi radzić, żeby nie były naszym wrogiem, ale sprzymierzeńcem?

Najpierw trzeba je zauważyć, chwilę z nimi pobyć, nazwać je, nawet zapisać, jak się czujemy. Można porozmawiać na ten temat z kimś, kto jest nam bliski, relacje są naszym ogromnym wsparciem. Powtarzam na warsztatach, że wszyscy nosimy ze sobą technologię, czyli oddech. Możemy uspokoić bijące serce, skaczące ciśnienie bardzo prostym ćwiczeniem oddechowym, nawet nie medytacją, po prostu robimy wdech na cztery i wydech na osiem, i tak przez minutę przed spotkaniem.

Ale też akceptujmy siebie z emocjami, powiedzmy sobie: to normalne, że się boję, mimo to sobie poradzę. Nie należy pocieszać się w prosty sposób, mówić, że to jest łatwe, że to nic takiego – tylko być blisko tego, co czujemy.

Czytaj także: Trema jest naturalnym elementem codziennego życia. O jej zaletach rozmawiamy z dr psychologii Julią Kaleńską-Rodzaj

Część młodych studiujących jest zmuszona pracować w pełnym wymiarze, inni pracują dorywczo albo są wolontariuszami. Każda praca w młodym wieku jest formatywna?

Na pewno wolontariat i praca charytatywna to wartościowe doświadczenia. Bo zyskuje się jakąś sieć kontaktów, a to cenne, ponieważ młodzi zwykle podejmują się pracy, w której widzą sens. Jak podkreślają eksperci od zarządzania, poczucie sensu to jedyna rzecz, która łączy wszystkie pokolenia. W książce „Umysł jutra” Martin Seligman pisze o badaniach, jakie przeprowadził na dwóch tysiącach pracowników w różnym wieku, z różnym stażem, mających różne dochody i z różnych branż, które to potwierdzają. Myślę, że młode pokolenia szukają tego sensu bardziej niż starsi. Ale też zauważam w swojej praktyce, że młodzi po bardzo wymagających liceach mają perfekcjonistyczne oczekiwania wobec siebie.

Częściej słyszy się narzekania na młodych, na ich stosunek do pracy.

Rzeczywiście narzeka się na młode pokolenie – że się nie przejmują, że olewają. I pewnie tacy też są. Ale są i tacy, którzy boją się źle wybrać i dlatego przedłużają naukę albo robią sobie rok przerwy, bo są wyczerpani po liceach, potrzebują time off, odpoczynku. Kiedyś pierwsza praca oznaczała stałe zatrudnienie, ludzie zaczynali ją w młodym wieku i nierzadko szli tą samą ścieżką przez całe życie. Seligman pisze, że nasi rodzice wsiadali na taki parowiec i nim płynęli. Moje pokolenie X płynęło już żaglówką, trzeba było nauczyć się żeglować, byliśmy zachłyśnięci pracą, tym, że w ogóle jest. Współczesne młode pokolenia płyną kajakiem po rwącej rzece. Bo rzeczywistość bardzo się zmienia – pandemia, wojny, rozwój technologiczny, gospodarka cyfrowa, praca zdalna, dorywcza, która bywa bardziej dochodowa niż ta stała. I ta zmienna rzeczywistość wiąże się z poczuciem lęku, niepewności.

Jak pokazują badania, pokolenie Z nie uważa pracy za wartość, tylko środek do celu, jakim jest samo życie. Oni nie chcą zaharowywać się jak ich rodzice, zredefiniowali, czym jest praca.

W 1997 roku przy okazji badań dotyczących tego, jak postrzegamy pracę, podano trzy jej definicje. Po pierwsze to zawód, czyli zarabiam pieniądze i dzięki temu mam środki na życie poza pracą. Po drugie – kariera, czyli rozwijam się, staję się ekspertką, awansuję. I po trzecie – powołanie, czyli w pracy widzę ogromny sens, związany z moimi wartościami. Część młodych traktuje pracę jako zawód, a jednocześnie badania mówią, że wiele osób chciałoby mieć w tej pracy albo rozwój, albo poczucie, że pracują w zgodzie ze swoimi wartościami.

Realia życia zmuszają młodych do pracy, ale dzisiaj to nie musi być ich ostatnie zajęcie, bo mogą za pewien czas mieć pomysł na inne.

Czytaj także: Pokolenie Z zrywa z mitem pracy z pasji. Do łask wracają „nudne zawody”, które dają stabilność i dobre zarobki

Młodzi już w pierwszej pracy jasno stawiają swoje granice. Możemy się tego od nich uczyć.

Myślę, że możemy uczyć się jedni od drugich różnych rzeczy. Warto, żeby każdy z nas umiał stawiać granice po swojemu i mówił o swoich oczekiwaniach. Ale to nie znaczy, że mamy się tego sztywno trzymać. Z młodymi trzeba negocjować, rozmawiać, bo dbałość o dobrostan w pracy jest bardzo ważna. Dlatego pozwalajmy im pracować – jeśli dane stanowisko daje taką możliwość i pod warunkiem, że realizują cele – po swojemu, bo to bardzo motywuje. A poza tym granice stawiane w pracy, nie tylko zresztą przez młodych, są potrzebne, żeby się nie wypalić, żeby ochronić swoje zdrowie psychiczne. Czasem, owszem, pracujemy więcej, ale to ma być czasem, a nie stale.

A z drugiej strony – każda firma ma swoje cele, więc nie wszystkie oczekiwania młodego człowieka może spełnić. Ważne, żeby się nawzajem posłuchać.

Badania pokazują, że jeżeli młody człowiek zaczyna pracować poniżej swojego wykształcenia i utknie w takim miejscu na dłużej, to może źle to odbić się na jego karierze. W sumie więc dobrze, że młodzi nie przyjmują wszystkiego, jak leci.

Młodzi często z założenia traktują pierwszą pracę jako etap przejściowy potrzebny do osiągnięcia niezależności finansowej, żeby móc wynająć mieszkanie, dostać kredyt, realizować swoje potrzeby. Wiedzą od samego początku, że nie wybierają tej pracy na zawsze, że to jest most do następnych etapów. Czasem tej pracy nie lubią, ale wiedzą, że za jakiś czas będą robić coś innego i świadomie się na to godzą.

Pracują, jednocześnie studiując, ale często – zwłaszcza gdy w tej pracy dobrze zarabiają – odkładają studia. Nie powinni zapominać, na czym im zależy?

Jedną z pułapek pierwszej pracy jest przyzwyczajenie się do tego, że praca ma zaniżoną wartość, inną – pozostanie w bezruchu, odwlekanie momentu zmiany, która wiąże się z wysiłkiem, niewiadomą. Refleksja nad tym, dlaczego jestem w tym miejscu, jest bardzo istotna. Młody człowiek nie ma wielkiego doświadczenia ani umiejętności, bo dopiero zaczyna, a niektóre zawody wymagają nabycia doświadczenia. Jeśli kieruje się myśleniem, że lepiej coś mieć niż niczego nie mieć, że powinien się cieszyć z jakiejkolwiek pracy, a trafi na środowisko toksyczne, może to się dla niego źle skończyć.

Czytaj także: Czego boją się zetki? O lękach młodego pokolenia rozmawiamy z Wojciechem Eichelbergerem

Część młodych ma wsparcie finansowe w domu, więc wolą nic nie robić, niż wikłać się w zajęcia poniżej ich oczekiwań. Czy w ten sposób nie pozbawiają się jednak czegoś istotnego?

Warto podejmować pierwsze prace w mniejszym wymiarze, żeby zobaczyć, z czym to się wiąże. Bo to też budowanie kompetencji, nawyków, pewności siebie oraz nauka relacji. Tylko w ten sposób będziemy zdobywać doświadczenie, samodzielność, odpowiedzialność. Młodzi mają coś unikatowego i cenionego przez pracodawców – zaciekawienie i zaangażowanie. To, że wychodzą z inicjatywą, poza utarte szlaki, poza poprawność, że zadają pytania. I tego się od nich oczekuje – zaangażowania i zaciekawienia. Ale – jak już mówiłam – młodzi są różni. Część z nich boi się zrobić krok, żeby nie popełnić błędu, są perfekcjonistami. Nawet na moich warsztatach są zestresowani, chociaż im powtarzam, że warsztaty to miejsce, gdzie mają się uczyć, a nie dobrze wypaść. Oczywiście każdy chce wykonywać pracę jak najlepiej, ale nie można bać się pytać. Młodym potrzebny jest pozytywny feedback, zresztą każdemu jest potrzebny.

Pieniądze w pierwszej pracy są mniej istotne niż zdobywanie doświadczenia? Bo bezpłatny staż lub wolontariat to częsta praktyka.

Zajęcia bez wynagrodzenia dają możliwość zdobywania doświadczenia, szlifowania umiejętności, ale to nie jest praca. Praca powinna być wynagradzana. Pieniądze czasem nie są motywatorem, a silnym demotywatorem. Jeżeli młody człowiek musi się sam utrzymać, to one go motywują. Jeśli natomiast ma w rodzinie poduszkę finansową, to dla niego ważniejszy niż pieniądze będzie sam charakter pracy. Chciałam mocno podkreślić wagę atmosfery pierwszej pracy, to, jak młody pracownik zostaje do niej przyjęty, czy uzyska jasne informacje, czego się od niego oczekuje, jaka jest jego rola, jakie postawy są nienegocjowalne. Nazywam to kontraktem na współpracę, który jest niezwykle pomocny dla wszystkich stron. Młody człowiek ma też prawo do określenia swojej roli. Czasem brzmi to jak zadziera nosa, ale on taką pewnością siebie tylko zakrywa lęk. Jeżeli praca jest mało odpowiedzialna, przełożony powinien pokazać jej sens i cel: „Twój puzzelek tworzy całość, jesteś ważny, bo to, co robisz ma wpływ na wszystkich”. Czasem przełożeni dziwią się: „Mam go chwalić? Przecież dostaje pieniądze”. A uznanie to jeden z filarów szczęścia w pracy, to bardzo ważny element motywujący.

W pierwszej pracy, tak jak w szkole, podkreśla się to, czego nie umiemy.

To błąd. Ważne jest ustalenie zasad, transparentność. Młodzi oczekują jasnej komunikacji, otwartości na to, że czasem mogą palnąć głupstwo; nie oburzajmy się z tego powodu. Jeżeli ich oczekiwania są z kosmosu, to niech to usłyszą. Ale jeśli zależy im na elastyczności, bo oprócz pracy realizują pasje, to porozmawiajmy z nimi o tym, wyraźnie zauważając, że w takiej sytuacji wynagrodzenie nie może być wysokie. Trzeba urealniać wymagania, w końcu to młode głowy.

Przełożeni, starsi koledzy odsyłają ich do miejsca w szeregu, a powinni być przewodnikami, widzieć w nich siebie sprzed lat.

Zdecydowanie. Przełożeni mogą powiedzieć, że oczekują zaangażowania, starania się, że każdy ma prawo do popełniania błędów, ale nie można być niezaangażowanym i się nie starać. Jeżeli widzą brak starań, niech z młodymi o tym porozmawiają.

Może młodzi po rozmowie zmienią postawę. Postawę zmienia się jednak trudniej niż wiedzę i umiejętności.

W pierwszej pracy ważne są też relacje. Jak je budować?

Seligman we wspomnianej książce „Umysł jutra” pisze, że człowiek, który ma w pracy przyjaciela, jest w niej siedem razy bardziej efektywny. To nie znaczy, że ma być cały czas miło, że mamy zagłaskiwać młodego pracownika. Relacje powinny być prawdziwe, wartościowe, niekoniecznie przyjacielskie ze wszystkimi, bo jesteśmy różni. Od początku stawiajmy na budowanie relacji, to pomaga w nabywaniu odporności na stres.

Obecnie nie ma czasu na przyuczanie młodych do zawodu, oczekuje się, że od razu będą wszystko umieć. To ich zniechęca. W ogóle pierwsza praca albo zachęca albo zniechęca do brania spraw w swoje ręce. Dlatego tak ważne, żeby była pozytywnym doświadczeniem.

Na szczęście wiele fundacji oferuje wsparcie mentoringowe. Czasem jedna życzliwa osoba w pracy wpływa na przyszłość młodego człowieka, warto sobie to uświadomić. Pierwsza praca jest takim poligonem doświadczalnym dla młodych, którzy obserwują wtedy, co im służy, a co nie. Dobrze więc, żeby siebie obserwować i reagować na to, czego o sobie się dowiadujemy.

Często młodym trudno zdefiniować swoje wartości, bo wcześniej nikt z nimi o tym nie rozmawiał, więc odkrywanie siebie trwa latami. Nawet ze starszymi osobami pracuję nad tym, jak pewne wartości wpływają na to, kim chcą być zawodowo. Oczywiście w każdej pracy są momenty zwątpienia, ja też mówię, że lubię swoją pracę, oprócz dni, w których jej nie lubię. Nie ma czegoś takiego jak idealna praca, idealne życie, nawet na wakacjach nie cały czas jest fajnie.

Bywa, że pierwszą pracę podejmujemy w dojrzałym wieku – po odchowaniu dzieci, po rozwodach. Z mnóstwem kompleksów, lęków, niewiary w siebie. Co można poradzić takim kobietom?

Po pierwsze, żeby poszukały wsparcia. Po drugie, żeby popatrzyły na swoją sytuację realistycznie, powiedziały sobie: jest mi trudno, ale zobaczę, co mogę zrobić. Czyli na co nie mam wpływu, na co mam, i zająć się tymi obszarami, na które mam wpływ. Po trzecie, żeby popracowały z coachem, psychologiem, zbadały swoje talenty. Czyli budowały pozytywną pewność siebie, to jeden z elementów wymieniany w nauce o szczęściu w pracy. Warto odkryć, co robię dobrze: może świetnie piekę ciasto, może potrafię słuchać innych, a może mam cierpliwość do małych dzieci.

Czytaj także: Jak szukać pracy, kiedy nie sprzyja nam metryka? 10 rad rekruterki i mentorki kariery

Pierwsza praca może oznaczać założenie swojej firmy, przejście z etatu na swoje.

Tak, sama przeszłam taką drogę.

Co się wtedy zyskuje, a co traci?

Zyskałam na pewno wolność w podejmowaniu decyzji, wyboru tego, jak i z kim pracuję, w którą stronę idę, na czym mi zależy. Praca na swoim wiąże się jednak z niepewnością, szczególnie na początku. I z samodyscypliną, bo trzeba się zmobilizować, żeby wstać rano i pracować. Jeżeli potrzebujemy bycia w ramach, to na swoim może nam być trudno. Musimy się wtedy też nauczyć umiejętności, nie zawsze prostej, stawiania granicy między życiem zawodowym a prywatnym. W każdej pracy, a szczególnie w tej pierwszej, absolutnie kluczowe jest radzenie sobie ze stresem i zarządzanie emocjami.

Halina Piasecka, psycholożka, trenerka biznesowa, ekspertka w obszarze szczęścia w pracy, wspiera projekt MŁODE GŁOWY.

„MŁODE GŁOWY. Otwarcie o zdrowiu psychicznym” to projekt edukacyjny Fundacji UNAWEZA Martyny Wojciechowskiej. Skierowany jest do młodych osób, ich rodziców i nauczycieli. Bezpłatny program profilaktyczny realizowany w ramach projektu obejmuje zasięgiem już ponad milion osób w całej Polsce. Obecnie działania koncentrują się na edukacji w zakresie Pierwszej Pomocy dla Zdrowia Psychicznego. Więcej informacji: helppp.pl oraz mlodeglowy.pl.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE