Autopromocja
WOS 6 - 1200
WOS 6 - 1200
  1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Filmy
  4. >
  5. Łabędzi śpiew. W filmie „La Grazia” Paolo Sorrentino wraca do starcia starości z młodością [Recenzja]

Łabędzi śpiew. W filmie „La Grazia” Paolo Sorrentino wraca do starcia starości z młodością [Recenzja]

Zdjęcia z planu „La Grazia” (Fot. Andrea Pirrello)
Zdjęcia z planu „La Grazia” (Fot. Andrea Pirrello)
Przed końcem kadencji, na biurku prezydenta Mariano De Santisa lądują trzy teki. Jedna zawiera wielokrotnie dopracowywaną ustawę o eutanazji, dwie pozostałe – prawa łaski dla skazanych na dożywocie. Mistrza w robieniu uników w końcu udaje się zagonić w kozi róg. To ostatnie chwile, żeby odchodzący ze stanowiska prezydent zrobił w swoim życiu coś znaczącego i ryzykownego. Paolo Sorrentino po „Bogini Partenope” na szczęście zostawia w spokoju piękne, niedostępne kobiety. Ponownie łączy się z Tonim Servillo i skupia się na tych, których rozumie najlepiej: mężczyzn u schyłku życia.

„Żelbet” – takie przezwisko ma Mariano De Santis (Toni Servillo) w Kwirynale. Stanowisko wymaga od niego stabilnego trwania. Prezydent skupia się więc na trwaniu: odkłada trudne tematy na półkę, zbywa kontrowersyjne pytania, bierze na przeczekanie nieoczywistości. Przetrwał tak 6 kryzysów rządu, ciesząc się szacunkiem włoskich obywateli, konsekwentnie ignorując zniecierpliwienie w swoim gabinecie. Społeczna rola De Santisa jest przedłużeniem jego jałowego życia. Prezydent nie ma snów, nie spożywa żadnych nadmiarowych kalorii, jego modlitwy są tak nudne, że zasypia w trakcie. Jedyna chwila słabości to codzienny papieros, podczas którego pozwala sobie na myśli o zmarłej żonie. Jedyne marzenie to stan nieważkości, kiedy jego decyzje nie będą mieć ciężaru.

Zdjęcia z planu „La Grazia” (Fot. Andrea Pirrello) Zdjęcia z planu „La Grazia” (Fot. Andrea Pirrello)

Spokojne oddalanie się na emeryturę przerywa pytanie, które zadaje córka De Santisa, prawniczka zatrudniona w gabinecie prezydenckim, Dorotea (Anna Ferzetti): „Do kogo należą nasze dni?”. To pytanie od tej pory będzie prześladować prezydenta. Wraz z nim pojawiają się trzy polityczne kwestie, wymagające natychmiastowej odpowiedzi, gdzie brak decyzji, też będzie decyzją. Bohater przegląda się w nich jak w lustrze. Ustawa o eutanazji, dwa przypadki osób skazanych za morderstwa małżonków zmuszają wybitnego prawnika, by oddzielił to, co prawne, od tego, co ludzkie. Jego skorupa z betonu zacznie się kruszyć.

Nie mam pojęcia, skąd u młodego w gruncie rzeczy, 55-letniego reżysera, te wszystkie ostateczne pytania, ale to nie pierwszy i na pewno nie ostatni raz, gdy Paolo Sorrentino zastanawia się nad sensem egzystencji. Ponieważ odpowiedź leży gdzieś pomiędzy początkiem, a końcem, młodością, a starością, Włoch nieustannie zestawia ze sobą te dwa etapy życia. „La Grazia” jest powrotem do poetyckiego poziomu, ale także rozterek z „Wielkiego piękna” i „Młodości”.

Zdjęcia z planu „La Grazia” (Fot. Andrea Pirrello) Zdjęcia z planu „La Grazia” (Fot. Andrea Pirrello)

Sorrentino buduje ten kontrast na relacji ojca i córki. Dorotea jest działaniem. Zabiega o wprowadzenie prawa do eutanazji tak usilnie, że zapomina oddychać. Bez ustanku poprawia ustawę z nadzieją, że De Santis zrobi w końcu użytek ze swojego długopisu i ukróci cierpienia tych, którzy marzą o śmierci. Mariano jest biernością. Skupia się na podtrzymywaniu przy życiu tego, co już jest martwe. Jego obsesje i nadzieje zamknięte są w przeszłości. Fiksacje dotyczą zdrady jego żony, chociaż nieobecną na tym świecie, należałoby już zostawić w spokoju.

Toni Servillo doskonale wciela się w człowieka szarego, niemal kafkowskiego. W kadrze często jest osamotniony. Bezradny wobec systemu, w którym odgrywa kluczową rolę. Szare garnitury kontrastują z ozdobnymi pokojami, zielenią papieskich ogrodów, energicznymi występami na Festiwalu Tańca Współczesnego, kolorową garderobą zmarłej żony. Bogate prezydenckie wnętrza pełne są pustych ludzi, którzy ukrywając się za prawnymi książkami, dystansują się od świata. Jak zauważa Sorrentino, rządzący powinni zejść ze swojego Olimpu, dotknąć trawy, pocierpieć razem z umierającym koniem, postawić na szali swoje dobre imię.

Zdjęcia z planu „La Grazia” (Fot. Andrea Pirrello) Zdjęcia z planu „La Grazia” (Fot. Andrea Pirrello)

Pomimo tematów ostatecznych, cięty dowcip reżysera nigdy nie zawodzi. Sala zanosiła się śmiechem na widok najpoważniejszych przedstawicieli państw, w najbardziej ludzkich sytuacjach. Premier Portugalii rozpaczliwie walczący w slow motion z ulewnym deszczem, burmistrz tkwiący pod pantoflem żony, słowne przepychanki prezydenta Włoch z przyjaciółką (Milvia Marigliano) – Sorrentino uwielbia upokarzać koronowane głowy. Zepchniętych z piedestału łatwiej nam ich ocenić. Ci, którzy decydują o losie większości, nie mogą być pozbawieni człowieczeństwa. Dlatego reżyser wyzywa swojego bohatera na ostatni pojedynek, który przywróci go do żywych. Rzuca mu kłody pod nogi, a do poukładanego świata wprowadza zakłócenie w postaci mocnego bitu. Dźwięk nigdy nie jest u Sorrentino przypadkowy, tutaj także jest sygnałem niepokojów bohatera. Echem nierozwiązanej przeszłości i dżinglem ostatniej szansy.

Zdjęcia z planu „La Grazia” (Fot. Andrea Pirrello) Zdjęcia z planu „La Grazia” (Fot. Andrea Pirrello)

Kiedy De Santis odkrywa, że jego dni, należą wyłącznie do niego, w końcu zaczyna być „jakiś”. W jego słuchawkach rozbrzmiewa niepoprawny rap Guè Pequeno, pierwszy raz od 7 lat idzie na spacer, zamawia na kolację pizzę. Łamie swoje żelbetonowe zasady osobiście odwiedzając skazanego w więzieniu. Poza cieniem stanowiska, orientuje się, że spokojnie może przekazać pałeczkę dalej. Młodość sobie poradzi. „La Grazia” to na razie łabędzi śpiew Mariano De Santisa. Pewnego dnia zobaczymy na ekranie łabędzi śpiew samego Sorrentino. Jestem bardzo ciekawa, jaki to będzie film.

Proszę akceptuj pliki cookie marketingowe, aby wyświetlić tę zawartość YouTube.

Film „La Grazia” można zobaczyć w kinie od 6 lutego.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE