Kulturalny maj

Materiały prasowe

Kiedy Smok Wawelski zjadł owieczkę napchaną siarką,
poczuł tak ogromne pragnienie,
że pił i pił wodę z Wisły
– aż pękł! Dziś o tym, co może ostudzić nasze konsumpcyjne apetyty i ustrzec
przed wielkim „pęknięciem”.

reklama

Pinnawela śpiewa o tym, że jest silna. Tak silna, że sama może udźwignąć każdy ciężar i nie potrzebuje męskiego ramienia. Pewnie chodzi jej o jakieś konkretne męskie ramię. Zastanawia się też, czy jednak naprawdę chce być aż tak silna, aż tak samodzielna. Myślę, że każda kobieta powinna chcieć wsparcia, nie ma sensu napinać wszystkich mięśni i udawać siłaczki, jeśli się nią nie jest. Śpiewa także o tym, że ktoś, kto cichutko mieszkał w niej, jest już na świecie i mówi do niej: „mamo”. A więc jednak coś ma, i to bardzo, bardzo cennego. Śpiewa też o tym, że czasem już na pierwszy rzut oka widać, że nie wszystko gra. Ale… Z własnego doświadczenia wiem, że wówczas – zamiast spakować walizki i zwinąć w rulon niespełnione marzenia – zamykamy oczy i oszukujemy się, że jednak jest wspaniale! Po co to robimy? Nie wiem. Mogę tylko zakładać, że po coś jest nam potrzebne pakowanie się w kłopoty. Dla wielu podobnych opowieści i refleksji, które pozwalają słuchaczom zajrzeć w siebie, warto mieć tę płytę na swojej półce – „Renesoul” Pinnaweli, czyli Pauliny Przybysz (CD, prod. Penguin Records).

Film z młodości. To, co kiedyś żenowało, dziś wzrusza: pościgi samochodowe, helikoptery, krótkofalówki oraz przystojny i prawy porucznik Borewicz, nasz Bond! A do tego: cierpiący na nadwagę i brak polotu porucznik Zubek oraz służbista i nudziarz porucznik Jaszczuk! A przestępcy? Język i sposób bycia pokazuje różnorodność środowisk przestępczych „stolycy” (dziś w serialach wszyscy mówią tak samo). Oglądam to inaczej, bo patrzę uważnie na drugi plan, na to, co mi tak dobrze znane z młodości: szare ulice bez reklam i korków, ludzie w jesionkach i kapeluszach, z siatkami nie z plastiku.

A więc: kiedy dokuczy mi życie w świecie, w którym – sądząc po smaku – białą kiełbasę robi się z trocin i mąki, a ludzie biorą dożywotnie kredyty, by potem rujnować swoje serca w wyścigu po drabinie kariery – puszczam sobie „07 zgłoś się” w reż.Krzysztofa Szmagiera (DVD, Telewizja Polska SA). Już sama melodia przypomina mi czasy, kiedy nie myślałam o cenie franka, za to pierwszy raz się zakochałam. I choć zdobycie białej kiełbasy w PRL-u graniczyło z cudem, kiedy się jednak udało, podawana z chrzanem w niedzielny poranek smakowała wyśmienicie. Wszystko też wydawało się wtedy możliwe (to czar młodości), nawet obalenie ustroju! A dziś? Przecież nadal żyjemy i możemy wiele! Nawet jeśli tylko na kredyt, to jednak!

Można wszystko stracić… i mieć ogromną frajdę, gdy uda się kupić czerwone buty. Pipsi pracuje w kuchni jednej z praskich restauracji i ledwo wiąże koniec z końcem. A przecież urodziła się w pałacu i w letnie popołudnia podwieczorki jadała na porcelanie w ogrodowej altanie. Jednak ten świat zniknął, w czym nie było ani grama jej winy. Dziś się nam wmawia, co jest szalenie stresujące, że wszystko zależy od nas. To nieprawda. Nasze myśli, stosunek do świata, radość życia – pewnietak, ale już status materialny i pozycja społeczna – nie do końca. Pipsi o tym wie, bo to jej życiem historia zakręciła młyńca, i może dlatego potrafi cieszyć się z czerwonych butów!

„Wesela w domu” Bohumila Hrabala (wyd. Czuły Barbarzyńca Press) czyta się jak powieść science fiction, choć to literacki obraz Pragi po drugiej wojnie. Polecam na ostudzenie konsumpcyjnych apetytów i piekące – jak siarka Smoka Wawelskiego – poczucie, że posiadamy mniej niż sąsiedzi. Jeśli mamy siebie (czerwone buty!), to naprawdę mamy bardzo, bardzo wiele. Pipsi, idąc w tych właśnie butach, natrafiła na swoją miłość.