Światło słoneczne dla zdrowia

123rf.com

Wszyscy wiemy, że z opalaniem trzeba uważać. Na szczęście nie musimy całkowicie wyrzekać się tej błogiej rozkoszy. Tym bardziej że lekarze coraz częściej mówią, że słońce jest… zdrowe.
Kilkadziesiąt lat temu pewna spółdzielnia zrzeszająca osoby niewidome wpadła na pomysł wprowadzenia oszczędności: wybudowano dla niewidomych dom bez okien – skoro światło i tak nie jest im potrzebne. Efekt: mieszkańcy domu zaczęli chorować! Częste infekcje, problemy ze skórą, nadciśnienie tętnicze były wśród nich na porządku dziennym. Dlaczego? Ponieważ światło słoneczne jest nam potrzebne nawet wtedy, gdy nie widzą go nasze oczy. I są na to dowody!

reklama

Twarde fakty

Dziś już wiemy, że pod wpływem słońca w skórze wytwarza się nie tylko odpowiedzialna za odporność witamina D, ale też – jak dowodzą niedawne badania naukowców z Edynburga – tlenek azotu. Substancja ta powoduje rozszerzenie naczyń krwionośnych, czego skutkiem jest lepsze ukrwienie wewnętrznych narządów i obniżenie ciśnienia tętniczego krwi. Inne badania sugerują, że dawka tlenku azotu korzystnie wpływa na libido kobiet dzięki poprawie ukrwienia w obrębie miednicy mniejszej – to może być jeden z powodów, dla których latem mamy większy apetyt na seks. Promienie słońca mają także działanie antyseptyczne, zabijają wirusy i bakterie. Latem szybciej goją się rany, trądzik ma łagodniejszy przebieg. Jak się okazuje, kontakt ze światłem słonecznym pomaga także regulować rytm snu i czuwania – pod jego wpływem organizm reguluje produkcję melatoniny (najkorzystniej działa tu ekspozycja na światło słoneczne do 10 rano). Słońce wzmaga także produkcję serotoniny, dzięki czemu poprawia się nasz nastrój. Nie mówiąc już o tym, jak poprawia go lekka opalenizna… I choć wciąż aktualna jest informacja, że promienie UV powodują niekorzystne zmiany w komórkach skóry, które mogą prowadzić do raka, nie przesadzajmy z lękiem przed słońcem. Niebezpieczne dla są poparzenia słoneczne, niekorzystnie też wpływa na nią wielogodzinne opalanie, i to w godzinach największego nasłonecznienia – lecz zwykła, codzienna, łagodna dawka promieni jest nam potrzebna i przynosi więcej zysku niż szkody.

Ważna witamina

Wróćmy do witaminy D, którą dzięki promieniom słonecznym absorbuje nasza skóra. Czy wiesz, że wpływa ona korzystnie na niemal cały organizm, i jeśli jest jej za mało, wiele narządów nie jest w stanie prawidłowo funkcjonować? Po pierwsze, jest tzw. immunomodulatorem, czyli związkiem sterującym naszą odpornością. Bez niej organizm gorzej sobie radzi ze wszelkimi infekcjami. Amerykańscy badacze potwierdzili, że jej odpowiedni poziom zmniejsza częstotliwość przeziębień i infekcji, Japończycy udowodnili, że dzięki suplementom z witaminą D wśród uczniów spadła ilość ataków grypy i astmy. Najciekawsze, że konieczna do produkcji dziennej dawki witaminy D długość opalania to ok. kwadransa. Są jednak warunki. Pierwszy: pogoda musi być ładna, a słońce nieskryte za chmurami. Drugi: skóra nie może być posmarowana kremem z filtrem. Naukowcy podkreślają, że nawet filtr UV o wartości równej 15 zmniejsza syntezę witaminy D nawet do 95 proc. I warunek trzeci: nie liczymy sobie ponad 65 lat i nie mamy znacznej nadwagi.

By się nie sparzyć

Najpierw byli naukowcy, teraz lekarze. Przestali być tacy surowi, owszem, ostrzegają, ale już nie straszą. Nawet zachęcają. Twierdzą, że wiosną i latem krótka kąpiel słoneczna powinna być wręcz codziennym obowiązkiem. Powinniśmy pozwolić skórze „tankować” promienie słoneczne najlepiej przez 20–30 minut. Oczywiście należy mądrze zarządzać przyjaźnią ze słońcem. Nie wystawiajmy skóry na działanie słońca w okresie silnego promieniowania (czyli od 11 do 15) bez osłony filtra. Nie zaczynajmy intensywnego opalania od razu po zimie, kiedy skóra jest wydelikacona. Pozwólmy jej najpierw się do słońca przyzwyczaić, stosując filtry i odsłaniając ciało po południu lub w mniej słoneczne dni.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »