fbpx

Światło to życie

fotochannels.com

Zmęczenie, senność, apatia. To może być zwykła chandra albo początek depresji sezonowej. Jedną z przyczyn takiego stanu jest niedobór naturalnego światła słonecznego.

Nasze życie jest ściśle związane z rytmem natury. Kiedy rozkwita, jakby coś w nas wstępowało. Mamy nagle w sobie mnóstwo energii, chcemy zdobywać świat. Gdy obumiera – tracimy rezon, wyciszamy się, markotniejemy. Teraz, gdy dni stają się krótsze, bardziej ponure i chłodne, łatwo się przeziębiamy i odnotowujemy znaczny spadek energii.

Wszystkiemu winne słońce?

Budzisz się zbyt wcześnie i śpisz zbyt krótko – a przynajmniej tak się czujesz. W pracy cierpisz na syndrom wiecznego lenia, najchętniej zwinąłbyś się w kłębek i nadrobił niedobór snu. Jesteś rozdrażniony, nie masz ochoty, by wychodzić gdzieś wieczorem. Wolisz położyć się pod kocem na kanapie, włączyć telewizor i zjeść kawałek pysznego tortu czekoladowego. Znasz to? Jeśli tak, to prawdopodobnie jesteś ofiarą zmniejszonego nasłonecznienia. Dlaczego jest takie ważne?

Nasz nastrój jest wynikiem skomplikowanej sieci zależności pomiędzy światłem słonecznym, melatoniną (hormonem snu) a serotoniną (hormonem związanym ze stanem czuwania i podwyższonym nastrojem). Dlatego gdy zapada ciemność, zwiększa się poziom melatoniny, a gdy pojawia się światło – serotoniny. To bardzo prosta zależność: latem mamy lepszy nastrój, zimą notujemy jego spadek.


Ważna witamina

Brak światła słonecznego powoduje także niedobór witaminy D, syntetyzowanej w skórze pod wpływem promieni UV. Jest ona niezwykle istotna dla naszego zdrowia. Chroni organizm przed osteoporozą, miażdżycą, cukrzycą i niektórymi rodzajami nowotworów, a także ma bardzo korzystny wpływ na układ sercowo-naczyniowy. No i pozwala utrzymać wyższy poziom serotoniny, a tym samym lepszy nastrój. W okresie mniejszego nasłonecznienia witaminę D należy podawać zwłaszcza dzieciom i osobom starszym.


Niestety, nie zawsze kończy się tylko na gorszym samopoczuciu. Stan ten może się przeobrazić w depresję sezonową, inaczej zwaną depresją zimową lub sezonową chorobą afektywną. Cierpi na nią 3–4 proc. Polaków. Tym, co różni ją od zwykłej chandry, są przewlekłość i sezonowa powtarzalność. Chory nie tylko nie ma ochoty wstawać rano, ale naprawdę z trudem wykonuje proste czynności. W skrajnych przypadkach pojawiają się myśli samobójcze. Niestety, zwykle bagatelizuje te objawy, unika psychoterapeutów. A nieleczona depresja może mieć fatalne skutki i dla zdrowia, i życia osobistego oraz zawodowego.

Co pomaga:

  • spacer na świeżym powietrzu, także w pochmurne dni (nawet rozproszone przez obłoki promienie mają pozytywny wpływ na nasz organizm);
  • wyjazd do ciepłych krajów (już tygodniowy pobyt pomoże naładować nasze akumulatory solidną dawką serotoniny);
  • fototerapia, czyli leczenie światłem za pomocą specjalnych lamp (można z nich korzystać w specjalistycznych ośrodkach albo kupić do domu);
  • suplementacja witaminą D (w okresie od października do marca);
  • leki ziołowe, które pomagają w leczeniu spadków nastroju i stresu;
  • w wypadku depresji: leki przeciwdepresyjne (pod kontrolą lekarza) oraz psychoterapia.