Charlotte Perkins Gilman: Rozum przed sercem

Wikimedia Commons

Komunizm? To płaski świat, w którym brakuje ambicji, zróżnicowania, prywatności i własności, słowem: życia, które warto prowadzić – tłumaczyła tym, którzy chcieli ją z nim łączyć, Charlotte Perkins Gilman, pisarka i autorka kontrowersyjnych teorii społecznych.
Gilman wychowywała się bez ojca. Korespondowała z nim jednak, a mieszankę nienawiści i podziwu, którą dla niego miała widać później w męskich bohaterach jej książek. Matka pisarki, przez brak pieniędzy musiała pomieszkiwać z dziećmi u znajomych, wędrować. Miała też osobliwy sposób przygotowywania swojej córki do życia. – Nie pozwalała mi się dotykać i głaskała mnie tylko, kiedy spałam. Gdy to odkryłam próbowałam nie zasypiać przed jej przyjściem, czasem raniąc się lekko szpilkami. Później, udając sen, czułam, jak ekstatyczną przyjemność sprawiały mi jej pocałunki…

Momenty kluczowe

Charlotte edukowała się właściwie sama. Jako 18-latka, nie bacząc na protesty matki, postanowiła studiować sztukę i malarstwo. Zaczęła zarabiać niedługo później, wykonując ilustracje na zamówienie. Wreszcie nadszedł ten moment, 21. urodziny. – Byłam wolna. Pani samej siebie, której nikt na ziemi nie miał prawa prosić o posłuszeństwo. Utrzymywałam się wtedy oczywiście sama, bo to konieczna podstawa, o której wiele obecnych rewolucjonistek zapomina – pisała.

Po dwóch latach analiz, w końcu zgodziła się oddać swoją rękę Walterowi Stetsonowi, młodemu malarzowi. Dziwne dla kogoś tak ceniącego sobie wolność, ale presja społeczeństwa i uparte zaloty Stetsona w końcu wygrały. Jej obawy nie okazały się jednak bezpodstawne. Przed ślubem czytała mnóstwo filozofii, dzienników feministek, uczyła się francuskiego i niemieckiego, tworzyła opowiadania, pisała poezję. Po nim zaczęła za to odczuwać znużenie, była drażliwa, nie radziła sobie z napadami płaczu. Narodziny jej córki wpędziły ją w poważną depresję.

Zadziałało

„Żółta tapeta”, to krótkie opowiadanie, za sprawą którego dziś Gilman kojarzą wszyscy. Historia kobiety, która pada ofiarą ówczesnej – męskiej – myśli medycznej, według której kobiecą depresję (w tym poporodową) powinno się leczyć poprzez… odpoczynek. Pisarkę zainspirowały jej doświadczenia: rada znanego lekarza, który przepisał jej „maksymalnie dwie godziny wysiłku intelektualnego dziennie” i zabronił choćby myśleć o pisaniu. Kazał tylko odpoczywać. – Przez trzy miesiące tej terapii tak bardzo zbliżyłam się do krawędzi całkowitej ruiny psychicznej, że mogłam zaglądać na drugą stronę – wspomina Gilman.

Jeśli wartość tekstu oceniamy po wpływie jaki wywiera na rzeczywistość, „Żółtą tapetę” powinni czytać wszyscy (dziś łatwo dostępna po polsku w internecie). – Wiem o kobiecie, której rodzina była tak przerażona tym opowiadaniem, że postanowiła jednak dopuścić „chorą” do normalnych aktywności, ratując ją w ten sposób przed moim losem – mówi autorka o pojedynczym przykładzie, ale w efekcie ogólnej, (udokumentowanej) światowej zmiany w podejściu do leczenia neurastenii, rozpoczętej dzięki temu krótkiemu opowiadaniu. Miało ratować ludzi przed popychanych do szaleństwa. Zadziałało.

Platon w spódnicy

Gilman to jednak przede wszystkim teoretyczka koncepcji społecznych. Kontrowersyjna, bo chcąca, żeby ludzie żyli w komunach, w których dzieliliby się zadaniami według umiejętności. Nie powinni znać słowa „dom”, bo to miejsce, które łatwo zamienić w więzienie dla kobiety (architektów zachęcała do zrezygnowania z osobnego pomieszczenia na kuchnię…). Podobnie jak Platon, uważała, że dzieci nie muszą znać swoich rodziców, a ich wychowywaniem zajmować powinny się specjalnie przygotowane do tego jednostki. To jej zdaniem lepsze rozwiązanie niż wiara w kapryśny i prymitywny instynkt macierzyński.

– Romantyczna miłość zajmuje zbyt wiele czasu w naszych prywatnych fantazjach i układzie społeczeństwa – dodawała. Twierdziła, że nasz instynkt seksualny jest zbyt rozbudowany. Jej mit nie miał nic wspólnego z romansem. Gilman wierzyła raczej w wyzwolenie z kajdan rządzącego dogmatu poprzez pracę. W rozum i dyscyplinę, zamiast „mrocznych i niepewnych” impulsów podsyłanych nam przez emocje i tradycję. Jej uwolnione bohaterki miały prowadzić do wolności resztę społeczeństwa.