Groza? Ja poproszę! – Dlaczego lubimy się bać?

Często chodzisz do kina, wybierasz thrillery, horrory. W czasie weekendu stawiasz się na krótkim kursie przetrwania. Żyjesz tam w spartańskich warunkach, wspinasz się po linie na skały, przepływasz rwący nurt rzeki w małej tratwie. Czujesz lęk, strach, podekscytowanie. I wtedy dopiero wiesz, że żyjesz.
Każdy z nas odczuwa strach, to naturalny proces fizjologiczny. Jeśli działanie bodźca szybko ustaje, dla niektórych z nas może to być stymulujące. Stąd nasze zamiłowanie do oglądania filmów grozy, czy skoków na bungee. Choć to paradoksalne, ale czasem strach pozwala się zrelaksować. Gdy oglądamy horror, następuje nagły wzrost poziomu adrenaliny. Zastygamy w fotelu, zapominając o rzeczywistości, nasz organizm jest w pełnej gotowości. Wkrótce do mózgu dociera informacja, że to tylko film. Ciało się rozluźnia, emocje opadają. Wydaje się, że problemy, z którymi przyszliśmy do kina, nie mają już większego znaczenia. Dlaczego lubimy się bać i czy każdy bez ograniczeń może oglądać krwawe horrory rozmawiamy z psychologiem Piotrem Mosakiem z Centrum Doradztwa i Terapii – Psycholg.com.pl

reklama

Joanna Bartoszewicka: Wydawać by się mogło, że najlepiej czujemy się, gdy jesteśmy bezpieczni, a jednak od czasu do czasu potrzebujemy silniejszych emocji: strachu, lęku…

Piotr Mosak: Nie wszyscy, a ci, którzy deklarują takie potrzeby też nie zawsze dobrze umieją rozpoznać swoje stany. Najczęściej dzieje się tak, gdy żyjemy w ciągłym napięciu, przeżywamy permanentny stres w pracy, mamy problemy z nierozwiązanymi i niewyjaśnionymi emocjami. Wtedy szukamy możliwości dostarczenia sobie dawki kontrolowanego strachu, np. oglądając horrory, czy skacząc na bungee. Gdy lądujemy bezpiecznie na ziemi czujemy ulgę. Ten stan jest często planowany i wyczekiwany przez wiele tygodni.