1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Filmy
  4. >
  5. Gdzie dwóch się znęca, tam władza korzysta. „To był zwykły przypadek” pokazuje, że łańcuszka przemocy nie sposób przerwać [Recenzja]

Gdzie dwóch się znęca, tam władza korzysta. „To był zwykły przypadek” pokazuje, że łańcuszka przemocy nie sposób przerwać [Recenzja]

Kadr z filmu „To był zwykły przypadek” (Fot. materiały prasowe)
Kadr z filmu „To był zwykły przypadek” (Fot. materiały prasowe)
Efekt domina wywołał pies, który zaplątał się gdzieś na wiejskiej drodze. Wybiegając pod koła samochodu biedne, przestraszone zwierzę zaważy na życiu dziewięciu osób. W feralnym wozie siedzi młode małżeństwo z kilkuletnią córką, która nie omieszka wypomnieć ojcu tego, co ma na sumieniu. Wina maluje się na jego zatroskanej twarzy. Przez zwykłą nieuwagę zawiódł swoje dziecko. „To mogło się przytrafić każdemu” – pociesza ją mama. A może jednak nie? Kilka chwil później w stronę jej ojca padają dużo cięższe oskarżenia. Irański reżyser, Jafar Panahi, w nagrodzonym Złotą Palmą na festiwalu w Cannes filmie „To był zwykły przypadek”, kolejny raz wsadza kij w mrowisko, by odsłonić najokrutniejsze oblicze swojej ojczyzny.

Reakcja łańcuchowa postępuje: w wyniku zderzenia w aucie pojawia się usterka. Rodzina zwraca się o pomoc do ludzi w pierwszym napotkanym domu. Podczas, gdy jeden mężczyzna naprawia samochód, żeby można było nim dojechać do najbliższego warsztatu, drugi o imieniu Vahid (Vahid Mobasheri), nasłuchuje na górnym piętrze. Skrzypienie butów utykającego właściciela auta (Ebrahim Azizi) przywołuje przerażające wspomnienia. Uderzająco podobne dźwięki wydawał kulawy komisarz irańskiej policji, którego tortury podczas politycznych zatrzymań zmieniły życie bohatera w koszmar. Vahid porywa domniemanego oprawcę i już ma go pogrzebać żywcem na odludziu, kiedy pojawiają się wątpliwości. Podczas przesłuchań miał na oczach opaskę i nigdy nie widział twarzy swojego kata. Ponieważ z natury ma w sobie tyle agresji co pluszowy miś, przed wymierzeniem sprawiedliwości czuje się w obowiązku skonsultować swoje przypuszczenia z innymi ofiarami komisarza. Tym sposobem w zbrodnicze zamiary zostają zaangażowane kolejne osoby: fotografka Shiva (Mariam Afshari), jej porywczy znajomy Hamid (Mohamad Ali Elyasmehr), przyszła panna młodą Golrokh (Hadis Pakbaten) i jej narzeczony Ali (Majid Panahi).

Kadr z filmu „To był zwykły przypadek” (Fot. materiały prasowe) Kadr z filmu „To był zwykły przypadek” (Fot. materiały prasowe)

Jafar Panahi ma prawdziwy dar wplatania w przyziemny obrazek doświadczeń z pogranicza ludzkiej wytrzymałości. W jednej chwili bohater wybiera się po wyprawkę ślubną dla swojej siostry, w następnej pakuje nieprzytomnego oficjela do skrzynki na narzędzia. Fotografka zaczyna poranek od sesji zdjęciowej młodej pary w pięknym ogrodzie. Kilka godzin później aplikuje znienawidzonemu dręczycielowi końską dawkę środków usypiających. Wszystko w ciągu jednego szalonego dnia. Ramię w ramię z tragedią idzie farsa. Bohaterowie kłócą się jak na bazarze. Jeśli zapomnieć, że w bagażniku leży nieprzytomny człowiek, a na szali jest zbrodnia polityczna, tytuł filmu mógłby brzmieć „Moje wielkie irańskie wesele”. Motyw ślubu jest tutaj ważny. Teoretycznie początek nowej drogi życiowej. Ale z nierozliczoną przeszłością na plecach ciężko idzie się do przodu. Jeśli śmierć nie rozłączy nowożeńców, zrobi to trauma.

„Moje filmy zawsze inspiruje środowisko, w którym się znajduję” – powiedział reżyser podczas konferencji prasowej w Cannes. W „Taxi-Teheran” (2015), w taksówce prowadzonej przez samego reżysera, przyglądamy się codziennym interakcjom Irańczyków. Proza życia ujawnia reguły funkcjonowania w rzeczywistości pełnej reżimowych ograniczeń. Płaszczyzny świata filmowego i realnego się przeplatają. Nie sposób odróżnić, czy oglądamy aktorów, czy pułapkę zastawioną na nieświadomych pasażerów. Panahi jest za kierownicą i to on symbolicznie trzyma stery. Pozwala zerknąć pod lupą na dobrze mu znany świat. Sam też wchodzi w rolę obserwatora. Wie, co chciałby zmienić. Ale jak wypominają mu epizodyczni pasażerowie jego taksówki: nie ma pojęcia, jak najlepiej dojechać do celu.

Kadr z filmu „To był zwykły przypadek” (Fot. materiały prasowe) Kadr z filmu „To był zwykły przypadek” (Fot. materiały prasowe)

Jafar Panahi często umieszcza kamerę w samochodzie. W dusznej przestrzeni auta poglądy i racje poszczególnych bohaterów ścierają się z większą intensywnością. Wybór artystyczny podyktowany jest jednak w dużej mierze partyzanckim charakterem jego planu filmowego. W samochodzie, przy minimalnej ekipie, możliwe jest kręcenie bez wzbudzania zainteresowania służb bezpieczeństwa. Panahi tworzy z własnych środków finansowych, z producentami kontaktuje się dopiero, gdy film jest już gotowy, a twardy dysk zabezpieczony. W przeciwnym razie mógłby nie ujrzeć sali kinowej. W Iranie każdy scenariusz musi mieć autoryzację władz. Konsekwencją sprzeciwienia się cenzurze jest pozbawienie wolności. Panahi przebywał w więzieniu dwukrotnie, ale według swojej własnej oceny irański reżyser wcale nie jest wyjątkowy. Działa na przekór władzy, dokładnie tak samo jak kobiety, które rezygnują z noszenia chust w miejscach publicznych. W 2022 r. Mahsa Amini, aresztowana i pobita, za strój niezgodny z normami zapłaciła życiem.

Kiedy wyszedł na wolność w lutym 2023 roku, Panahi nie mógł przestać myśleć o tych, których zostawił za sobą. W najnowszym filmie reżyser przemawia ze swojego doświadczenia: sam był pozbawiony zmysłu wzroku, umieszczony w celi 1,5 na 2,5 metrów, przesłuchiwany godzinami. Uwiecznia też historię innych skazanych, którzy zwierzyli mu się we wspólnej celi. Spora część z nich spędziła w niewoli połowę życia. Byli więźniowie zostali konsultantami „To był zwykły przypadek”, czuwali nad realizmem scen i dialogów.

„To co teraz?” – głowią się bohaterowie po schwytaniu swojego domniemanego kata. Jako więźniowie skazani przez oficjalną władzę nie mogli zapłakać na głos, swój ból pogrzebali głęboko w środku. Zanim zapadnie decyzja, dają ujście długo skrywanym emocjom. W amatorskim przesłuchaniu zaczynają stosować metody, które im samym śnią się w najgorszych koszmarach. Niektórzy od razu rwą się do rękoczynów, inni zawahają się kilka razy zanim podniosą na kogoś rękę. Głowią się, czy istnieje inny rodzaj zemsty, który da im satysfakcję. Co człowiek, to reakcja – przekroju społecznego u Panahiego również nie mogło zabraknąć.

Kadr z filmu „To był zwykły przypadek” (Fot. materiały prasowe) Kadr z filmu „To był zwykły przypadek” (Fot. materiały prasowe)

Po zbrodni powinna następować kara. W rzeczywistości, jak przypomina reżyser, ciąg przyczynowo skutkowy zatacza koło. Jako widzowie gubimy się w osądach, komu naprawdę należy współczuć. Ofiara staje się katem, kat ofiarą i tak w nieskończoność. Raz rozpoczętego łańcuszka przemocy nie sposób przerwać. Bohaterowie tej irańskiej tragikomedii stają pod ścianą. Mają jedyną szansę, by pomścić swoje krzywdy, ale są też konsekwencje: już zawsze będą czuć wrogi oddech na plecach.

Waga polityczna „To był zwykły przypadek”, jest ciężka do oszacowania. Zdobycie Złotej Palmy oznacza, że Jafar Panahi ma na koncie zwycięstwa na trzech najważniejszych festiwalach filmowych świata (razem ze Złotym Lwem w Wenecji za „Krąg” oraz Złotym Niedźwiedziem w Berlinie za „Taxi-Teheran”). Natomiast najsłabszym punktem filmu jest niepotrzebna dosadność ostatecznego rozwiązania. Wolałabym, gdyby pytanie „czy on to zrobił?” pozostało bez odpowiedzi. Wtedy wijąc się w domysłach, zamiast obwiniać poszczególnych bohaterów, skupilibyśmy się na tych, którzy faktycznie pociągają za sznurki.

Kadr z filmu „To był zwykły przypadek” (Fot. materiały prasowe) Kadr z filmu „To był zwykły przypadek” (Fot. materiały prasowe)

Gdzie jeden znęca się nad drugim, tam władza korzysta. My, w naszej skłóconej Polsce, nie musimy daleko szukać przykładów. Podczas gdy Jafar Panahi narażał się organom rządzącym swojego kraju, promując film na Nowych Horyzontach, w tym samym czasie, również we Wrocławiu odbywał się protest "Stop imigrantom". O tym, że banalne uprzedzenia i ambicje społeczne można przekształcić w narzędzie zbrodni mówi nie tylko „To był zwykły przypadek”, ale także „Strefa interesów”, która dwa lata temu o mały włos także nie zdobyła Złotej Palmy. Film opowiadający o obozie Auschwitz-Birkenau z perspektywy komendanta Rudolfa Hössa i jego rodziny. Wszyscy wiemy, jak to się skończyło.

Polska premiera kinowa „To był zwykły przypadek” odbędzie się 20 lutego 2026 roku. Film znajduje na shortliście nominacji do 99. edycji Nagród Akademii Filmowej, Oscarów 2026. Za krytykę władzy zawartą w filmie irański sąd skazał zaocznie reżysera Jafara Panahiego na rok więzienia i dwuletni zakaz opuszczania kraju.

Proszę akceptuj pliki cookie marketingowe, aby wyświetlić tę zawartość YouTube.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE