Psychologiczne skutki życia na kredyt

123rf.com

Hipoteka na mieszkanie, karta kredytowa w portfelu, pożyczka na wakacje – coraz częściej zadłużamy się w instytucjach finansowych, co ma oczywiste skutki ekonomiczne, ale również działa na naszą psychikę!

reklama

Kredyt może być stresujący

Największym obciążeniem kredytowym, na jakie się decydujemy, jest zazwyczaj pożyczka na kupno mieszkania. Najczęściej chodzi wtedy o sumy sięgające kilkuset tysięcy złotych. Dla większości z nas zadłużenie się na tak dużą kwotę ma psychologiczne konsekwencje. W 1967 roku dwaj psychiatrzy Thomas Holmes i Richard Rahe opracowali listę tzw. stresorów, czyli wydarzeń wywołujących stres. I posegregowali je, począwszy od tych najbardziej dotkliwych. Oczywiście lista zaczyna się od śmierci współmałżonka, ale już na 20. miejscu, tuż za wzrostem konfliktów małżeńskich, jest kredyt hipoteczny. Pozycję niżej znajdziemy zaś wiadomość o konieczności zwrotu większego długu lub pożyczki. A zatem samo posiadanie kredytu hipotecznego, nawet jeśli nie mamy problemu ze spłatą, powoduje wyraźne obciążenie psychiczne. Niektórzy idą nawet krok dalej. Sam Keen, autor książki dotyczącej psychologii mężczyzn pt.„Ogień w brzuchu” pisze wprost, że mężczyzna, zaciągając kredyt hipoteczny, w pewnym sensie zostawia jedno jądro w banku. Mocno powiedziane, ale coś w tym jest, bo z długiem na kilkaset tysięcy złotych raczej trudno podejmować decyzje o radykalnych zmianach w życiu. Zmieniając mieszkanie na większe i zaciągając wysoki kredyt, można się więc zastanawiać, czy przypadkiem nie zamieniamy przestrzeni życiowej na przestrzeń mieszkalną.

Psychologiczne korzyści z kredytu hipotecznego

Oczywiście po drugiej stronie bilansu jest radość z własnego mieszkania, możliwość wyprowadzenia się od rodziców czy teściów. Zwłaszcza, że odkładanie pieniędzy mogłoby zająć 10 albo 20 lat. Poza tym we własnym M łatwiej o poczucie bezpieczeństwa czy zakorzenienia.

Idąc do banku po kredyt, warto zastanowić się nad tymi aspektami, zobaczyć, kto w nas jest za tym, żeby zadłużyć się na kilkadziesiąt lat, a jakie są głosy przeciwko takiemu ruchowi. Naprawdę szczerze przyjrzeć się z jednej strony swoim marzeniom i wizjom pięknego życia w nowym mieszkaniu, a z drugiej – obawom i wewnętrznym protestom. Zamiatanie ich pod dywan i uciszanie słowami „jakoś to będzie” może nie udać się na dłuższą metę.

Pamiętajmy też, że, kupując mieszkanie, zawsze mamy wybór. To, że bank wyliczy nam zdolność kredytową na 300 tys. zł, nie oznacza, że musimy zdecydować się na taki wydatek. Zastanówmy się, jaka jest nasza faktyczna zdolność kredytowa, jakie miesięczne obciążenie damy radę unieść. I wreszcie możemy rozważyć wariant wynajmowania mieszkania, który niemal na pewno będzie tańszy niż konieczność płacenia co miesiąc raty i czynszu. Co prawda eksperci mówią, że w długim terminie opłaca się zaciągać kredyt, bo mimo że płacimy więcej co miesiąc, to jednak lądujemy na koniec z własnym mieszkaniem. Ma to oczywiście sens, ale z drugiej strony można posłuchać słów znanego ekonomisty Johna Maynarda Keynes’a, który zwykł mawiać, że „w długim okresie wszyscy będziemy martwi”. Ostateczny wybór należy do nas!

Konsumpcja na kredyt

Tak jak kredyt hipoteczny jest w zdecydowanej większości przypadków koniecznością, jeśli chcemy mieć własne mieszkanie, tak inna jest historia z kredytami konsumpcyjnymi, czyli kartami kredytowymi, pożyczkami ratalnymi, gotówkowymi albo kredytami na samochód. W tym przypadku sytuacja, kiedy naprawdę musimy z nich korzystać, należy do rzadkości. Zazwyczaj decyzja podyktowana jest chęcią posiadania czegoś, spełniania swoich marzeń czy osiągania pewnych psychologicznych korzyści. Na przykład „pokazanie się” przed sąsiadami i rodziną, czyli zdobycie oznak wyższej rangi społecznej. Może to być również związane z potrzebą wyższej samooceny, uzależnianej od określonego stanu posiadania. Trzeba też pamiętać, że te konsumpcyjne działania wynikają nie tylko z naszych własnych zachcianek, ale w ogromnej mierze są kształtowane przez kulturę, w której żyjemy. Na każdym kroku jesteśmy bombardowani reklamami najnowszych samochodów, telefonów, najmodniejszej odzieży, które w myśl marketingowego przekazu są nam niezbędne do życia, a tuż obok widzimy billboardy z ofertami kredytów. To wszystko bez wątpienia wzmacnia chęć pożyczenia pieniędzy z banku.

I znów, warto wtedy szczerze się zastanowić: po co? Do czego tak naprawdę jest nam potrzebny nowy ciuch czy gadżet? Na terapii czy podczas warsztatach można nawet odkrywać stan umysłu, jaki da nam nowa rzecz. Ta świadomość pozwala nauczyć się osiągnięcia podobnego stany bez zewnętrznych stymulatorów. W efekcie zyskujemy możliwość bardziej świadomego decydowania, czy potrzebuję danej rzeczy, czy chcę ją kupić na kredyt, który będę spłacać przez kolejne miesiące albo lata. Zamiast być niewolnikami kredytu, zaczynamy traktować go jako sprzymierzeńca i wykorzystywać w razie prawdziwej potrzeby.

Mateusz Ostrowski, psychoterapeuta w Instytucie Psychologii Procesu www.processwork.pl. Członek Polskiego Stowarzyszenia Psychoterapeutów i Trenerów Psychologii Procesu oraz Stowarzyszenia Mężczyzn. Patrz też: www.mateuszostrowski.pl