Pretensje w związku

fot.123rf

„W ogóle się o mnie nie starasz. Zapominasz o moich urodzinach. Obiecujesz, że zadzwonisz, a ja czekam jak ta głupia. Ty już chyba mnie nie kochasz…”. Joanna Olekszyk pyta psychoterapeutkę Katarzynę Miller, czy nieustannymi pretensjami można zniszczyć sobie związek.
Mówi się, że ryba psuje się od głowy, związek też?

Ciężko stwierdzić, kto jest tą głową w związku, jedni mówią, że facet, inni, że kobieta, jeszcze inni, że ma być partnerstwo, więc wtedy może w ogóle jest bez głowy? A może głową ma być miłość, rozsądek, tolerancja?

Chodziło mi raczej o to, że to w naszych głowach pojawiają się pierwsze sygnały: „Ej, chyba nie do końca jest między nami tak dobrze”.

O, trafiłaś w sedno! Głowa rzadko jest naszym sprzymierzeńcem, chyba że ją tego nauczymy. Bo inaczej będzie się czepiała, ciągle międliła i przetwarzała jakieś informacje, które niekoniecznie muszą mieć wiele wspólnego z tym, co dzieje się w realnym życiu. Ludzki umysł jest uzależniony od przetwarzania danych i jeśli na dodatek jest oderwany od uczuć, intuicji, ciała i ducha, to prawie zawsze prowadzi nas na manowce.

Zaczyna szukać dziur w całkiem dobrych związkach…

Dobre związki chyba jednak zostają dobre, może mają swoje momenty kryzysowe czy też fazy… Moim zdaniem są różne „dobrości” związków. Są związki dobre na trochę, czyli spotykam kogoś na akurat ten fragment mojej życiowej drogi, a potem sobie dziękujemy i idziemy dalej z kimś innym lub ku komuś innemu, czy też ku sobie. Są też związki dobre na całe życie, ale to jest wtedy dobranie jakieś niezwykłe i wszechstronne. Bo w byciu razem bierze udział cała masa różnych aspektów, i to jednocześnie. Podobanie się – na początku tak niesłychanie ważne – jest istotne i później, ale schodzi na drugi plan, bo oswoić się można ze wszystkim, nawet z czyjąś cudowną urodą. Choć trzeba zaznaczyć, że są osoby tak piękne, że za każdym razem na ich widok dech w piersi zatyka.

Wiesz co, myślę, że o wiele łatwiej być z kimś niesamowicie pięknym.

Zgadza się, bo wtedy codziennie dostajesz nagrodę. To jak obcowanie z dziełem sztuki, tego nie można mieć dosyć. Oczywiście nie chodzi tylko o urodę czy harmonię rysów, to musi być piękno, które jest osadzone we wnętrzu. Mój tata kiedyś mi wyznał: „Wiesz, ja już dawno powinienem wiedzieć, że twoja mama jest nie dla mnie, bo miała takie cechy charakteru, ale ona była taka ładna”. To można porównać do poczucia, jakbyś miała na własność coś niesamowicie cennego. Ludzie atrakcyjni zwykle mają w życiu łatwiej, ale nie zawsze, bo od pięknych inni o wiele więcej chcą i często się do nich przyklejają. Sama napisałam kiedyś, że lepiej być ładną niż piękną, bo do ładnego się każdy uśmiechnie, a przed pięknym się każdy zestresuje.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »