Portret Stalkera

123rf

Nieustanne SMS-y, kwiaty przysyłane do pracy, wystawanie pod oknem. Gdzie kończy się adoracja, a zaczyna prześladowanie? O różnych obliczach stalkingu opowiada psychoterapeuta Paweł Droździak.
W Polsce co ósma osoba była lub jest ofiarą stalkingu, czyli uporczywego narzucania niechcianego kontaktu.

reklama

Wszystko zależy od definicji. Jeśli przyjmiemy, że stalking to jest kontakt, którego sobie nie życzymy, to ja też jestem ofiarą stalkingu, bo co i rusz dzwoni do mnie jakaś firma, oferując swoje usługi. Pytanie – jak tę definicję określić. Jeśli ludzie się rozstają, bo ktoś kogoś porzuca, to dochodzi do jakiejś asymetrii: jedno mówi, że chce związek zakończyć, a drugie mówi: „nie!”. Chce jeszcze coś wyjaśniać, dopowiedzieć, chce mieć kontakt, czegoś żąda, o coś oskarża, próbuje negocjować, szantażować, że zrobi sobie coś złego itd. Im większe poczucie winy ma osoba, która porzuca, tym szybciej potraktuje zachowanie byłego partnera jako nękanie. I już na tym etapie może powiedzieć, że jest ofiarą stalkingu. Takie sytuacje bywają uciążliwe, ale w stalkingu nie do końca o to chodzi.

To spróbujmy zdefiniować stalkera. Kim jest albo kim nie jest?

To osoba, która nie przyjmuje do wiadomości odmowy kontaktu. To jest oczywiście subiektywne wrażenie, ale chodzi tu o stan, kiedy odczuwamy nieadekwatność emocjonalną tego, co się dzieje. Ofiara jest na celowniku latami.

Przy rozstaniach, zwłaszcza burzliwych, nietrudno o tę nieadekwatność – zranienie może prowadzić do prób zatrzymania kogoś na siłę.

Ale nie każda odmowa udzielenia komuś rozwodu jest stalkingiem. Proponowałbym taką definicję: ze stalkingiem mamy do czynienia wtedy, kiedy pojawia się niechciany kontakt, który przez bardzo długi czas (też pojęcie względne) nie poddaje się żadnym negocjacjom i który ma charakter szaleńczy.

Nie mieści się w normach społecznych?

Ani psychologicznych. Zwykle przy rozstaniach, jeśli komuś odrzuconemu trudno się pogodzić z rozstaniem, to przechodzi przez kolejne etapy. Zazwyczaj najpierw jest szok, niedowierzanie, niezrozumienie, później złość, rozpacz, żal, i w końcu pogodzenie się ze stratą – widać, że to jest jakiś proces, że postępuje i do czegoś zmierza. W stalkingu to się nie zmienia, siła dzisiejszych emocji będzie aktualna za osiem lat. Dozgonnie. Przy czym w przypadku stalkingu wcale nie musiało być relacji, stalker mógł ją sobie uroić, bo ktoś się kiedyś do niego uśmiechnął, spojrzał na niego albo mu coś „obiecał”, podczas gdy tak naprawdę on tylko sobie to wmówił.

Dlaczego to robi?

Stalking jest zachowaniem, sposobem funkcjonowania, za którym mogą się kryć różne przyczyny, różne obrazy kliniczne. Pierwszy powód to psychopatia. Czyli stalkerem może być osoba, która nie jest zdolna do empatii i która czerpie przyjemność z dręczenia, znęcania się. Taki ktoś może mówić o miłości albo moralizować, przebierać się w szatki strażnika jakichś zasad, ale to wszystko jest tylko fasadą. Bo to, co go naprawdę interesuje i kręci, to zadawanie bólu, cierpienia poprzez nękanie i wpływanie na czyjeś życie. Stalker psychopata zostawia samochód przed domem osoby nękanej, by ta wpadała w niepokój. On się tym karmi. Działa najczęściej na granicy prawa, wie, co jest legalne, a co nie.

Drugi obraz kliniczny – to osoby z zaburzeniem osobowości typu borderline, które bardzo ciężko przeżywają wszelkie odrzucenie. Często też wyobrażają sobie odrzucenie tam, gdzie go nie ma. Taki ktoś czuje wtedy, że się rozpada, traci kontrolę. Kierują nim inne motywy niż psychopatą, ale może przejawiać podobne zachowania, np. wysyłać setki czy tysiące SMS-ów do osoby nękanej.

Tyle że wynika to z autentycznego cierpienia, a nie z zimnej kalkulacji i chęci znęcania się – jak u psychopaty.

Tak, ten ktoś, jeśli tęskni, to nie jest w stanie tej tęsknoty wytrzymać i nie potrafi jej w sobie zawrzeć, tylko musi ją przeżywać „na zewnątrz”. Pisząc te niezliczone ilości SMS-ów albo wystając godzinami pod oknem. Tęskni jak noworodek za matką, która zniknęła z jego pola widzenia. Więc nęka. Nieraz przez wiele lat.

Jest też nękanie wywoływane psychozą – to trzeci typ nękacza. Ten ktoś może sobie uroić, że jest z kimś w związku, np. z osobą sławną („jestem z Jodie Foster”) lub też utożsamiać się z jakąś postacią („to ja jestem Johnem Lennonem”) – i nagle już wie, jak to „naprawdę było”. „Naprawdę to było tak, że ona obiecała mi ślub! I teraz musi się z tego rozliczyć” – mówi i konstruuje całą rzeczywistość urojeniową wokół tej osoby, którą nęka, rozwija fantazję z nią w roli głównej, całą historię, która absolutnie nie poddaje się żadnym negocjacjom czy racjonalnemu argumentowaniu.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »