Osoby stosujące przemoc – czy można im pomóc?

przemoc w zwiazku
123rf.com

Skłonność do stosowania przemocy ma w większości przypadków podłoże psychologiczne i środowiskowe. A to oznacza, że osobom stosującym przemoc można pomóc. W jaki sposób?
Andrzej przed pierwszymi zajęciami grupy terapeutycznej dla osób stosujących przemoc opowiada o tym, jak nie panuje nad swoimi emocjami. „Czasami czuję się, jakby coś mnie opętało, przestaję być sobą, zaczynam być agresywny i opryskliwy. Najgorsze, że ten stan potrafi się nakręcać i wtedy robię rzeczy, których teraz żałuję. Wiem, że to nie jest dobre dla moich bliskich. Żona chce ode mnie odejść, a dzieci zaczynają się mnie bać”. Po takim wyznaniu, które samo w sobie wymaga odwagi, Andrzej decyduje się podjąć pracę nad sobą. Później, w trakcie zajęć, często z ust uczestników padają stwierdzenia, że praca nad samym sobą to najcięższa w życiu praca.

Rzeczywiście, zmiana głębokich przekonań, wzorców emocjonalnych i sposobu zachowania to niemałe wyzwanie. Na pewno jednak może też być przygodą i przynosić wiele satysfakcji. Przygodą odkrywania samego siebie, która potrafi uzdrawiać najważniejsze relacje.

Kim są sprawcy?

W grupie uczestniczy kilku mężczyzn – kierowali się początkowo przeróżnymi motywacjami, ale wszyscy zdecydowali się na cykl warsztatów, żeby zmienić swoje zachowania, które we współczesnym społeczeństwie uznawane są za przemoc. Niektórzy dopuścili się pobić partnerek, inni kontrolowali je na rożne sposoby i poniżali – przemoc ma różne oblicza. To nie są potwory i zwyrodnialcy, jak często się zakłada, myśląc o sprawcach przemocy. W pewnym sensie to zwyczajni faceci, zagubieni w kulturze i wychowaniu podszytych przekonaniami przemocowymi. Prawie zawsze też mężczyźni, którzy jako chłopcy doświadczali przemocy ze strony swoich rodziców, nawet jeżeli tylko byli jej świadkami. Te doświadczenia uformowały ich rozumienie relacji pomiędzy kobietami i mężczyznami. Kiedy przez lata obserwowali w domu, jak jedna osoba dominuje nad drugą, nabierali przekonania, że tak właśnie urządzony jest świat. W głębi rzeczy jednak mimo tych strasznych doznań i zdruzgotanego obrazu rzeczywistości nie przestali być zwyczajnymi ludźmi.

Dlatego też bardziej adekwatnym opisem niż „sprawca” jest „osoba stosująca przemoc”. Jego tożsamość nie składa się tylko z tyrana krzywdzącego rodzinę. Zwykle jest też porządnym człowiekiem, który stara się poszukiwać spełnienia najważniejszych wartości. Częsty paradoks, na który natyka się w terapii stosujących przemoc, to odkrywanie, że za ich zachowaniami stoi np. potrzeba zadbania o rodzinę, jej spójność, przyszłość, potrzeba kontrolowania swojego życia i poczucia własnej wartości – zwyczajne potrzeby, takie jak u każdego innego. Niestety sposoby osiągania tego celu są nieprawidłowe, nie uwzględniające granic, uczuć i wolności innych osób. Dlatego nie chodzi o to, by tylko izolować, zabierać siłę czy zabraniać jej używania. Raczej o to, by nauczyć korzystać z niej dla dobra swojego i innych ludzi. Osoby stosujące przemoc często są w stanie dokonywać wielkich rzeczy i przy okazji służyć słabszym, bo drzemie w nich ogromny potencjał mocy, którą mogą się dzielić, ale która niestety w dużej mierze wykorzystywana jest przeciwko innym ludziom.

Wiele czynników może składać się na kształtowanie osobowości kogoś, kto używa przemocy: wczesne doświadczenia w rodzinie, doznawanie krzywdy ze strony silniejszych osób, środowisko, w którym się żyje, deficyty rozwojowe, choroby, uzależnienia, ale też wzorce kulturowe i przekaz jakim karmi się społeczeństwo. Najczęściej są to jednak czynniki psychologiczne i środowiskowe, a nie genetyczne, jak kiedyś chcieli tłumaczyć obrońcy męskiej agresji. To znaczy, że większość osób, które stosują przemoc (poza skrajnymi przypadkami chorób psychicznych, uszkodzeń mózgu itp.) może zmienić swoje nastawienie i zachowanie. Stąd też coraz większe w naszym systemie zainteresowanie takimi osobami.

Co wszyscy możemy robić?

Coraz więcej mówimy o przemocy, zatrzymujemy coraz więcej „sprawców” i na szczęście nie ograniczamy się tylko do ich karania i izolowania. Owszem, często jest to potrzebne, ale na pewno droga do zmiany na tym się nie kończy. Tym bardziej, że większość zakładów karnych swoim funkcjonowaniem nakręca spiralę przemocy, a pobyt w nich wiąże się raczej z traumą i poniżeniem niż „resocjalizacją”.