fbpx

Wesele w Sorrento – Dojrzali w słońcu Włoch

"Wesele w Sorrento"
Gutek Film

„Wesele w Sorrento”, najnowszy film nagrodzonej Oscarem w 2011 roku za „W lepszym świecie” Susanne Bier, to komedia romantyczna, której poszczególne sceny wydają się być – pod względem formalnym – podręcznikowymi realizacjami cech gatunku.
Uśmiech na ustach po wyjściu z kina nie jest jednak udziałem sytuacyjnego komizmu, ale spokojnej wymowy filmu – nie jako realizacji romantycznego schematu „i żyli długo i szczęśliwie”, ale poszukiwania wyjątkowości relacji międzyludzkich w świadomej decyzji tu starszych, dojrzałych ludzi, którzy do namiętności podchodzą, jeśli nie z rezerwą, to z dystansem.

Akcja filmu rozgrywa się w Włoszech, w urokliwym domu, otoczonym sadem pełnym dojrzewających w słońcu cytrusów, których aromat wyostrza zmysły pragnących realizacji uczuć bohaterów. W tej scenerii Patryk (Sebastian Jessen) chce wziąć ślub z piękną Astrid (Molly Blixt Egelind). Jednak ich relacja pozostanie tłem, czy rewersem, zauroczenia, które staje się udziałem ich rodziców, zaproszonych na uroczystość. Filip (w tej roli Pierce Brosnan), uciekający w pracę długoletni wdowiec, powoli pozwala rozwinąć się uczuciu do – optymistycznie nastawionej do życia mimo zmagań z rakiem – Idy (Trine Dyrholm), która niedawno dowiedziała się o zdradzie męża.

Plenery, które mają zapierać dech w piersiach, błękitna woda i sceny bajecznie zachodzącego słońca, to jest to czego możemy się spodziewać, wybierając się na film „Wesele w Sorrento” w środku polskiej zimy. Komediowy rys filmowi zapewniają mocno przerysowani drugoplanowi bohaterowie, których poczynania stoją na drodze Idy i Filipa do szczęścia przy swoim boku. Na Filipa od lat poluje siostra jego zmarłej żony, podstarzały wamp – Benedikte. Postać męża Idy, o misiowatej, ale i wulgarnej powierzchowności, który na wesele córki zabiera trzpiotowatą kochankę, stoi w wyraźnej opozycji do rozważnego i przystojnego bohatera, granego przez Pierce’a Brosnana.

Zanurzenie się w świat zaproponowany przez Bier w „Weselu w Sorrento” nie rozczarowuje – i nie dlatego, że jest solidną, ale i dość restrykcyjną, realizacją konwencji komedii romantycznej. Na uwagę zasługuje przeciwstawienie starszej pary rozważnych Idy i Filipa, parze ich dzieci – ludzi, którzy podejmują wybory mające zadecydować o kształcie prawie całego ich życia. Młoda para to słodkie dzieciaki, szukające szczęścia w małżeństwie, ale i wciąż odkrywające same siebie. Nie wiedzą jeszcze do końca, kim są, i poszukują porozumienia sami ze sobą w równym stopniu jak śnią o szczęściu dzielonym z drugim człowiekiem. W zarysowaniu opozycji tych dwóch par w filmie Bier, mimo konwencjonalnego przedstawienia, wydaje się, że dochodzi do przewartościowania pewnych romantycznych schematów.

Nawet jeśli romantyczna miłość jest tematem umiejscowionym blisko centrum wszechświata filmu, to zostaje ukazana w relacji z innymi czynnikami, kształtującymi życie bohaterów „Wesela w Sorrento”. Dla Patryka planowany ślub okazuje się przede wszystkim okazją do zbliżenia się do ojca. Wybór, przed którym stoi Ida, nie opiera się na poszukiwaniu prawdziwej, jedynej miłości, ale odrzuceniu relacji z mężem, która okazała się dla niej krzywdząca. Postać stworzona przez Trine Dyrholm skupia uwagę widza w równym stopniu, co oczarowuje Filipa. To kobieta, która z uśmiechem na ustach zmaga się z własną chorobą, wyrozumiała dla człowieka, z którym spędziła życie, mimo jego zdrady, cierpliwie znosi upokorzenia i znajduje siłę, by wesprzeć córkę, która wkracza w dorosłe życie. Lista zadań skrojona na herosa. Brzmi nieprawdopodobnie, a jednak wiedza o pozafilmowej rzeczywistości, wydaje się podpowiadać, że to postać z krwi i kości. To dojrzałość Idy pozwala zadecydować jej o szczęściu. I bardzo chce się wierzyć, że happy and w scenerii słonecznych Włoch stanie się jej udziałem.

 

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze