„Wszystkie hejterskie historie zaczynają się tak samo: od drobnego uderzenia, żeby sprawdzić, jak ta osoba zareaguje” – mówi Natasza Socha w podcaście „Dylematy mamy i taty”. Rozmawiając z Aliną Gutek, zastępczynią redaktorki naczelnej „Zwierciadła”, autorka wydanej przez Zwierciadło powieści „Hejterka” pokazuje, że przemoc rówieśnicza nie rodzi się nagle ani wyłącznie w internecie. Wyrasta z potrzeby dominacji, braku empatii i wzorców wynoszonych z domu. Najbardziej niepokojące okazuje się jednak coś innego – wielu dorosłych wciąż wierzy, że hejt dotyczy wyłącznie cudzych dzieci.
Wyobrażamy sobie hejt jako serię brutalnych wiadomości, kompromitujących filmów albo lawinę obraźliwych komentarzy w mediach społecznościowych. Rzeczywistość wygląda znacznie mniej spektakularnie, dlatego bywa trudniejsza do zauważenia. Pierwszy krok niemal zawsze wydaje się niewinny. Natasza Socha podkreśla, że każda historia przemocy zaczyna się od małego testu – drobnego uderzenia, które ma sprawdzić, czy druga osoba się obroni i czy otoczenie zareaguje. Brak reakcji staje się dla sprawcy sygnałem, że można posunąć się dalej.
Mechanizm eskaluje błyskawicznie. Jeden żart zamienia się w wykluczenie, wykluczenie w systematyczne upokarzanie, a z czasem przemoc zaczyna żyć własnym życiem.
Dlaczego inni tak łatwo przyłączają się do przemocy? Alina Gutek pyta podczas rozmowy, co sprawcy mają w sobie, że potrafią przeciągać ludzi na swoją stronę.
Socha zwraca uwagę, że niemal zawsze pojawia się lider – osoba głośna, pewna siebie, sprawiająca wrażenie nieustraszonej. Właśnie tacy ludzie bywają najbardziej niebezpieczni, ponieważ potrafią stworzyć wokół siebie grupę, która przestaje samodzielnie oceniać sytuację. Obok lidera niemal automatycznie pojawia się również wyznaczona ofiara.
Pozorna siła często okazuje się jednak maską. Autorka „Hejterki” zauważa, że wielu szkolnych liderów buduje swoją pozycję wyłącznie na pokaz, próbując przykryć własne frustracje i porażki. Wybór słabszej osoby pozwala im przez chwilę zapomnieć o własnych kompleksach.
Rodzice często zastanawiają się, dlaczego właśnie ich dziecko zostało zaatakowane. Odpowiedź okazuje się bolesna, bo bardzo często wystarczy jedna cecha – odmienność.
Podczas rozmowy Natasza Socha przypomina, że nie lubimy tego, co nieznane, a u nastolatków nakłada się na to niezwykle silna potrzeba przynależności do grupy. Dziecko, które wyróżnia się wyglądem, zainteresowaniami, wrażliwością czy sposobem bycia, bardzo łatwo zostaje uznane za „inne”. Jak podkreśla pisarka, osoba, która nie ukrywa swojej odmienności, staje się wręcz idealnym celem hejtu.
Paradoks polega na tym, że właśnie cechy, które później budują dojrzałą osobowość i odwagę bycia sobą, w szkolnej rzeczywistości bywają traktowane jak zaproszenie do wykluczenia.
Rodzice często zakładają, że gdy wydarzy się coś złego, dziecko natychmiast poprosi o pomoc. Praktyka pokazuje coś zupełnie odwrotnego.
Jak tłumaczy Socha, młodzi ludzie bardzo rzadko od razu mówią o hejcie. Nie chcą dokładać rodzicom zmartwień, wstydzą się odrzucenia przez grupę i często nawet nie rozumieją, dlaczego zostali wykluczeni. Dochodzi jeszcze lęk przed łatką donosiciela. Przyznanie się do krzywdy oznacza dla wielu nastolatków wypowiedzenie na głos zdania: „jestem beznadziejny”, a właśnie przed takim doświadczeniem próbują się chronić.
Milczenie staje się więc nie dowodem, że wszystko jest w porządku, lecz jednym z najważniejszych sygnałów alarmowych.
Rozmowa uświadamia, że przemoc rówieśnicza nie bierze się znikąd. Natasza Socha przekonuje, że bardzo często stanowi odbicie atmosfery panującej w domu. Dziecko, które wraca ze szkoły po konflikcie z nauczycielem i słyszy od rodzica: „nie przejmuj się, idiota został nauczycielem, bo niczego nie osiągnął”, otrzymuje jasny komunikat – pogarda wobec innych jest akceptowalnym sposobem rozwiązywania problemów.
Szkoła również nie zawsze zdaje egzamin. Zamiast zdecydowanych działań często pojawia się chęć przeczekania kryzysu, bo placówki obawiają się rozgłosu. Efektem bywają kolejne pogadanki, które niewiele zmieniają, ponieważ nie dotykają emocji ani odpowiedzialności.
Jak skutecznie zatrzymać przemoc? Natasza Socha przywołuje przykład niemieckiego programu dla kierowców łamiących przepisy. Zamiast automatycznej utraty prawa jazdy mogą obejrzeć film pokazujący autentyczne skutki wypadków. Statystyki pokazują jednak, że niemal wszyscy wolą oddać dokument, niż zmierzyć się z cierpieniem ofiar.
Zdaniem pisarki właśnie odwrócenie perspektywy działa skuteczniej niż pouczanie. Zobaczenie konsekwencji własnych działań uruchamia empatię znacznie mocniej niż kolejny wykład o dobrym zachowaniu.
Podobny mechanizm warto przenosić do szkół i domów, gdzie rozmowa o emocjach nadal zbyt często przegrywa z ocenianiem.
Budowanie odporności psychicznej dziecka, o którym wspomina Alina Gutek, nie oznacza wychowywania go na kogoś niewzruszonego. Natasza Socha przekonuje, że największym wyzwaniem pozostaje znalezienie równowagi między troską a wyposażeniem młodego człowieka w wewnętrzny pancerz, który pozwoli mu przetrwać trudne doświadczenia bez utraty wrażliwości.
Na zakończenie zostawia słuchaczy z metaforą, która długo pozostaje w pamięci. Hejterów porównuje do pleśni – kiedy nie mają warunków do rozwoju, usychają. Ofierze przemocy powiedziałaby natomiast jedno: hejt nigdy nie definiuje osoby, która go doświadcza. Najwięcej mówi o sprawcy. Właśnie tam powinny kierować się uwaga dorosłych, odpowiedzialność szkoły i wychowanie oparte na empatii.