Anna Sierant - „Uciekłam z Afganistanu przed rzeczywistością, w której odebrano mi przyszłość i prawa” – mówi 25-letnia Fatima Ahmadi. „W Polsce spotkała mnie sama życzliwość”
00:00
23:43
– Zawsze chciałam żyć tak, jak sama wybiorę, a nie według cudzych oczekiwań – mówi Fatima, która od roku 2021 – a miała wtedy 20 lat – mieszka w Polsce. Dziś nie wyobraża sobie powrotu do Afganistanu, gdzie kobiety zostały pozbawione wszystkich praw. Opowiada o ucieczce przed talibami, życiu w kraju nad Wisłą i o tym, dlaczego nie warto milczeć o tym, co dziś dzieje się z Afgankami.
- Fatima Ahmadi uciekła z Afganistanu po przejęciu władzy przez talibów. Dziś z Polski opowiada o kraju, którego piękno nie przestało istnieć, ale którego kobiety każdego dnia tracą kolejne prawa.
- „W Afganistanie »polityka« zawsze cię dopadnie, bo wpływa na codzienne życie, zwłaszcza kobiet i dzieci” – podkreśla, sprzeciwiając się obojętności wobec losu Afganek żyjących pod rządami talibów.
- „Nie uciekałam przed kawałkiem materiału. Uciekałam przed rzeczywistością, w której odbierano mi przyszłość i moje prawa” – mówi, tłumacząc, dlaczego burka nie jest dla niej symbolem kultury, lecz utraconej wolności.
- Fatima opowiada również o swoim życiu w Polsce, nauce języka polskiego i swoich zawodowych planach na kolejne lata.
Anna Sierant: Najpierw chciałabym zapytać o twój polski. Jestem pod jego wrażeniem, a wiem, co mówię, bo sama uczyłam obcokrajowców naszego, ponoć trudnego, języka.
Fatima Ahmadi: Dziękuję ci bardzo! Chociaż przyznam, że cały czas łatwiej mi wypowiadać się na różne tematy po angielsku. Dla mnie – osoby wychowanej w Iranie, Afganistanie, która mieszkała również w Turcji – język polski to zupełnie inny świat. Nigdy wcześniej nie uczyłam się języka słowiańskiego, więc początki były trudne, zwłaszcza gramatyka. Myślę, że mniejszy problem mam z wymową.
Zdecydowanie się zgadzam – mówisz bez akcentu.
Są konkretne słowa, które czuję, że powinnam wykorzystywać w praktyce częściej, ale żadne „cz”, „sz” i „dż” nie są mi straszne! [śmiech] Na pewno pomaga mi też to, że pracuję z dziećmi – uczę kilkulatków angielskiego i sama przy okazji podłapuję od nich trochę polskiego.
Spotykam się też z zachęcającymi reakcjami Polaków. Ludzie mnie nie pouczają, tylko bardzo się cieszą, gdy słyszą, jak mówię w ich języku. Zachęcają do rozmowy. Słyszę nawet słowa podziwu, co daje mi jeszcze więcej motywacji.
Do Polski przybyłaś, gdy talibowie ponownie przejęli władzę w Afganistanie 15 sierpnia 2021 roku?
Tak, choć już wcześniej poza Afganistanem bywałam. Nie podróżowałam za granicę wiele razy, ale miałam okazję spędzić krótki czas w Turcji w ramach projektu stypendialnego, dzięki któremu po raz pierwszy wyjechałam z domu i mogłam przez krótki czas kontynuować naukę poza ojczyzną. Było to efektem mojego udziału w projekcie nauki języka angielskiego organizowanym przez Ambasadę Stanów Zjednoczonych w Kabulu dla uczniów. Projekt trwał dwa lata, a na jego zakończenie odbył się egzamin końcowy z udziałem około stu uczestników. Wygrałam!
Do dziś uważam to za jedno z moich największych osiągnięć, ponieważ otworzyło mi drogę do nauki języka angielskiego i pozwoliło mi po raz pierwszy osobiście poznać ludzi z różnych kultur.
Pobyt w Turcji i poznanie ludzi z różnych krajów było dla mnie niezwykle otwierającym doświadczeniem. Kiedy wróciłam do mojego rodzinnego miasta, Heratu – historycznego ośrodka, który od dawna przyciąga odwiedzających z całego świata – zaczęłam gościć podróżników z takich krajów jak Hiszpania, Holandia, Stany Zjednoczone oraz kilku państw Azji. Dzięki tym spotkaniom poznałam różne kultury i znacznie poszerzyłam swoje spojrzenie na świat.
Fatima (po lewej) podczas stypendium w Turcji (Fot. archiwum prywatne)
Dzięki tym doświadczeniom poznałam Olę i Borysa z polskiego kanału Planeta Abstrakcja na YouTubie. Oni również odwiedzili moje rodzinne miasto i stworzyli dziesięcioodcinkową serię pokazującą codzienne życie w Afganistanie i samym Heracie z ich perspektywy. Mówili nam, że był to jeden z ich najdłuższych zrealizowanych projektów.
Kiedy talibowie ponownie przejęli władzę w 2021 roku, mój chłopak i ja natychmiast zaczęliśmy szukać sposobu na opuszczenie kraju. Skontaktowaliśmy się z ludźmi, których poznaliśmy z różnych zakątków świata, licząc na ich pomoc. Ola i Borys z Polski byli jednymi z pierwszych, którzy odpowiedzieli i nas wsparli.
Dzięki ich pomocy udało nam się znaleźć drogę do Polski. Sam wyjazd z Afganistanu był jednak niezwykle trudny — przez kilka dni czekaliśmy na lotnisku bez jedzenia, otoczeni przez wielu innych ludzi równie zdesperowanych, by uciec.
Afganistan kojarzy się często z brakiem praw kobiet (o czym jeszcze porozmawiamy), krajem rządzonym przez okrutnych talibów. A gdybyś ty miała określić swoją ojczyznę 3 słowami, to jakie byś wybrała?
Myślę, że piękno, bo natura w tym kraju potrafi być zachwycająca. To bardzo górzyste państwo, mamy wiele bogactw naturalnych, co nie jest przez rządzących krajem w żaden sposób wykorzystywane.
Na pewno też smutek. Wiele osób kojarzy te piękne smutne oczy u kobiety, której zdjęcie kiedyś ukazało się na okładce „National Geographic”.
Ostatnim słowem byłoby „poruszający”. Myślę, że Afganistan porusza do głębi – dzięki niezwykłej sile jego mieszkańców, ich historiom oraz pięknu, które tak mocno kontrastuje z doświadczanym przez ludzi cierpieniem. Każdy, kogo znam i kto odwiedził Afganistan, mówi, że ten kraj zostaje w sercu na długo.
Można by powiedzieć, że dzięki swojej kuchni – bo kochasz gotować – jesteś ambasadorką kultury Afganistanu.
Dzięki! Chociaż ja bardziej widzę gotowanie jako sposób na okazanie miłości innym. Coś, co łączy ludzi, gdy razem zasiadają do stołu. Jedzenie to też świetny sposób na poznawanie nowych osób, bo któż nie lubi jeść? [śmiech] To taki język wspólny wszystkim, bez względu na pochodzenie.
Brałam nawet udział w projekcie, który miał na celu wsparcie kobiet w ich pomyśle na małe biznesy. Taki też mam pomysł na przyszłość: żeby móc utrzymywać się z tego, co tak kocham robić, czyli właśnie gotowania.
Fatima z chłopakiem Qasimem (Kazikiem) i przyjaciółką Paulą z Hiszpanii (Fot. archiwum prywatne)
Głośno mówisz też o sytuacji kobiet w Afganistanie, a ta – z dnia na dzień – jest coraz gorsza. Świat zdaje się o afgańskich kobietach zapominać, tymczasem ich pozycja w społeczeństwie jest tragiczna. Co się tam teraz dzieje?
Afgańskie kobiety bezpodstawnie się zatrzymuje, nawet jeśli są ubrane zgodnie z obowiązującym nakazem dotyczącym stroju. W ostatnim czasie doszło do kilku takich incydentów na lokalnych bazarach. Skłoniło to wielu właścicieli sklepów do ich zamknięcia – w geście protestu lub ze strachu.
Zatrzymane są często przewożone do nieujawnionych miejsc, gdzie – jak wynika z licznych relacji – doświadczają przemocy fizycznej i seksualnej. Pojawiają się wstrząsające doniesienia, że niektóre z nich są bite w intymne części ciała, aby nie było widać, że doświadczyły przemocy. W wielu przypadkach kobiety odzyskują wolność dopiero po wpłaceniu okupu przez ich rodziny, podczas gdy inne po prostu znikają, a ich los pozostaje nieznany.
Konsekwencje nie kończą się jednak wraz z ich uwolnieniem. Wiele ocalałych kobiet – zamiast wsparcia – doświadcza stygmatyzacji, odrzucenia lub porzucenia przez własne rodziny. W wyniku traumy, społecznej izolacji i braku ochrony niemało z nich odbiera sobie życie. Według doniesień niektóre rodziny potajemnie grzebią kobiety nocą – obawiają się piętna związanego zarówno z przemocą seksualną (oczywiście piętno towarzyszy ofierze i jej rodzinie, nie sprawcy), jak i samobójstwem.
Afgańskie kobiety nie popełniają przestępstw, a mimo to nieustannie doświadczają przemocy, żyją w strachu. Oprócz publicznie dostępnych raportów istnieje wiele nagrań audio i wideo oraz wywiadów udostępnianych przez Afganki w mediach społecznościowych, dokumentujących ich doświadczenia.
Utrzymuję również kontakt z przyjaciółmi mieszkającymi w moim mieście w Afganistanie, zwłaszcza w rejonach, gdzie – według relacji – kobiety są zatrzymywane najczęściej. Znajomi regularnie opowiadają mi, jak przerażająca stała się obecna sytuacja i że każda kobieta może zostać zatrzymana bez uprzedzenia. Często proszą mnie, abym mówiła o ich sytuacji i pomagała nagłaśniać to, co się dzieje.
Fatima podczas wystąpienia w Polsce (Fot. archiwum prywatne)
Przekazywanie przez kobiety takich świadectw wiąże się z ogromnym ryzykiem. Jak relacjonują moi przyjaciele, talibowie prowadzą punkty kontrolne, na których sprawdzają telefony komórkowe. Jeśli znajdą wiadomości, nagrania wideo, fotografie lub inne materiały dokumentujące nadużycia bądź krytykujące władze, ich właścicielkom grozi zatrzymanie i poważne konsekwencje. Z tego powodu wiele kobiet boi się publicznie zabierać głos lub udostępniać dowody na to, czego były świadkami. Już samo wysłanie wiadomości lub nagrania może narazić je na poważne niebezpieczeństwo.
Mimo tych zagrożeń wiele odważnych kobiet nadal dokumentuje to, co się dzieje, i dzieli się tym ze światem. Choć kobietom przebywającym w Afganistanie niezwykle trudno i niebezpiecznie jest mówić o tym otwarcie, część z nich decyduje się zabrać głos. W ten sposób dostarczają bezcennych świadectw z pierwszej ręki, pomagających ukazać rzeczywistość, z jaką muszą się mierzyć.
Niektórzy jednak twierdzą, że to polityka i nie będą się w to mieszać?
Tak! I to dla mnie największy absurd, nie mogę wręcz słuchać, gdy ktoś mówi, że nie ma na ten temat zdania, że to kwestia polityki. Cóż, ta „polityka” zawsze cię dopadnie, bo wpływa na codzienne życie, zwłaszcza kobiet i dzieci.
W tej chwili kobiety w Afganistanie nie mają żadnych praw. Te zmiany na gorsze widzę po swoich znajomych, rodzinie. Moja bratowa, która nadal pracuje w ONZ, nie może pracować sama. Jak każda kobieta musi się poruszać pod opieką (czy kontrolą) mężczyzny. Wychodzi więc do pracy z mężem i małym dzieckiem, bo z maluchem nie ma kto zostać.
Czy widzisz jakąś nadzieję na zmianę? Czy twoim zdaniem w Afganistanie powinno interweniować inne państwo, czy wręcz przeciwnie – Afgańczycy powinni zająć się tym samodzielnie?
To jest bardzo dobre pytanie, które często sobie powtarzam i na które nie mam odpowiedzi. Amerykanie, opuszczając Afganistan, wiedzieli, komu go zostawiają. Wiedzieli, że władzę przejmą talibowie. 29 lutego 2020 roku w Dosze, stolicy Kataru, Amerykanie i talibowie się dogadali. Po 20 latach inwestycji w rozwój Afganistanu, w ludzi tu mieszkających, USA się z niego wycofały i zostawiły talibom na pożarcie. Naszej armii przykazano, że nie ma się buntować i walczyć, ma się poddać tej decyzji. Armia i wcześniejsze władze były gotowe, by dalej dbać o rozwój kraju, ale odebrano im tę szansę.
W Afganistanie zresztą wiele kwestii wymaga interwencji. Nie tylko prawa kobiet i dzieci, choć przede wszystkim one. Moja ojczyzna to kraj wieloetniczny, dochodziło w nim do ludobójstw na tym tle, a dzisiaj te grupy, które ich dokonywały, są u władzy. Mam jednak nadzieję, że kiedyś w końcu to się zmieni.
Fatima Ahmadi (Fot. archiwum prywatne)
A co, w kontekście tej sytuacji, myślisz o influencerkach z Zachodu, które przyjeżdżają do Afganistanu na chwilę, robią tam rolki wychwalające kraj i wracają do domu? I tym samym wspierają reżim talibów?
Dziś w Afganistanie niemal niemożliwe jest oddzielenie turystyki od polityki. Rozumiem, że ktoś może pojechać tam bez żadnych politycznych intencji – po prostu dlatego, że interesuje go kultura, historia, przyroda czy mieszkańcy tego kraju. Jednak w obecnej sytuacji każda wizyta, każde zdjęcie i każda publicznie opowiedziana historia o Afganistanie mogą nabierać znaczenia wykraczającego poza osobiste intencje podróżnika.
Kiedy kobiety z zagranicy przyjeżdżają do Afganistanu, swobodnie się po nim poruszają, noszą kolorowe ubrania, publikują pozytywne relacje ze swoich podróży i pokazują, jak są witane lub eskortowane przez talibów, mogą – nawet nieświadomie – tworzyć wrażenie, że wszystko jest w porządku. I że Afganistan jest bezpiecznym miejscem dla kobiet. Taki obraz nie odzwierciedla jednak rzeczywistości, w której każdego dnia żyją Afganki. Za tymi obrazami kryją się miliony kobiet i dziewcząt, które zostały pozbawione podstawowych praw, wolności i wielu możliwości, jakie jeszcze niedawno miały.
Problemem nie jest to, że ludzie odwiedzają Afganistan ani że chcą odkrywać jego piękno. To kraj o niezwykłej przyrodzie, bogatej historii, głęboko zakorzenionej kulturze i niezwykle ciepłych oraz gościnnych mieszkańcach. Zawsze wierzyłam, że warto przyjmować gości i dzielić się z nimi pięknem mojej ojczyzny. Jednak w obecnym momencie Afganistanu nie da się postrzegać wyłącznie jako celu podróży, ponieważ jego rzeczywistość jest nierozerwalnie związana z sytuacją polityczną.
Wielu podróżników nie ma zamiaru wspierać obecnego systemu ani ograniczeń narzucanych Afgańczykom. Mogą jednak nie zdawać sobie sprawy, że sama ich obecność i sposób, w jaki opowiadają o swoich doświadczeniach, bywają wykorzystywane do budowania obrazu kraju, który nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością, jakiej doświadczają jego mieszkańcy – zwłaszcza kobiety.
Moje odczucia są głęboko osobiste. Wynikają z własnych doświadczeń, z historii kobiet w mojej rodzinie oraz z tego, że na własne oczy widziałam cierpienie i ograniczenia, z którymi afgańskie kobiety wciąż muszą się mierzyć. Boli mnie, gdy pokazuje się piękno Afganistanu, a jednocześnie niewidoczne pozostają losy i codzienne zmagania tak wielu kobiet.
Nie chodzi o obwinianie konkretnych osób ani o kwestionowanie ich intencji. Chodzi o zrozumienie, że w dzisiejszym Afganistanie nawet działania pozbawione politycznych intencji mogą mieć polityczne konsekwencje. Świadomość tego jest niezwykle ważna, zwłaszcza gdy stawką są życie i prawa milionów ludzi.
Widziałam również film nagrany przez Polkę, która porównała patrzenie przez okulary z siateczką zasłaniającą oczy do noszenia burki. Pokazywała to, co widziała, i dzieliła się swoim osobistym doświadczeniem, ale dla mnie to porównanie było bardzo bolesne. Na pierwszy rzut oka może wydawać się ciekawe albo przyciągające uwagę, w rzeczywistości jednak zestawia dobrowolny wybór z doświadczeniem, które dla pokoleń afgańskich kobiet było źródłem głębokiego cierpienia.
Dla wielu afgańskich kobiet burka nie jest po prostu elementem stroju ani innym sposobem ubierania się. To symbol ograniczeń, utraty wolności i systemu, który kontroluje ich życie oraz odbiera im podstawowe prawa. Oznacza rzeczywistość, w której kobietom odbiera się głos, możliwość decydowania o sobie, prawo do edukacji i szanse na przyszłość.
Dla mnie burka wiąże się z czymś znacznie głębszym. Jest związana z powodem, dla którego opuściłam swoją ojczyznę. Decyzję o wyjeździe z Afganistanu podjęłam w ciągu zaledwie tygodnia, wiedząc, że ryzykuję własnym życiem. Podczas ewakuacji spędziłam pięć długich dni na lotnisku w Kabulu, żyjąc w ciągłym strachu, że w każdej chwili mogę zostać zastrzelona. Nie uciekałam przed kawałkiem materiału. Uciekałam przed rzeczywistością, w której odbierano mi przyszłość i moje prawa.
Dlatego porównywanie burki do czegoś takiego jak noszenie okularów może być bolesne i całkowicie rozmijać się z doświadczeniem afgańskich kobiet żyjących pod tymi ograniczeniami. Problemem nie jest sam materiał. Problemem jest wszystko to, co burka symbolizuje, i los kobiet, których życie zostało przez ten system ograniczone.
Dlatego chcę jeszcze raz powtórzyć, że dziś podróż do Afganistanu nie jest po prostu podróżą turystyczną. Niezależnie od tego, czy ktoś tego chce, czy nie, staje się również politycznym komunikatem, ponieważ każde zdjęcie, każda opowiedziana historia i każdy publiczny obraz Afganistanu funkcjonują w kontekście obecnej sytuacji w tym kraju.
Prezentacja pomysłu na własny biznes (Fot. archiwum prywatne)
Wróćmy na chwilę do Polski. Kiedy rozmawiałam z uchodźczynią z Ukrainy, mówiła mi, że w Polsce jej nic nie smakuje. Jej koleżanka – też Ukrainka – powiedziała, że nie mam się przejmować, bo tamtej dziewczynie po prostu trudno się tu odnaleźć i wszystko w ojczyźnie smakuje według niej lepiej. A ty lubisz sięgać po polskie potrawy?
Zdecydowanie – nie mam takiego problemu! [śmiech] Uwielbiam ogórki kiszone, to zdecydowanie moje ulubione polskie jedzenie. Pyszny jest również świeży polski chleb. Lubię też waszą kulturę, poznawać historię waszego kraju.
O Polsce często mówi się, że jest nieprzyjazna obcokrajowcom. A jakie ty masz doświadczenia?
Nigdy nie spotkało mnie w Polsce nic złego, spotykam się z życzliwością. Wydaje mi się, że osoby starsze czy te, które same nigdy nie były za granicą, mogą mieć z obcokrajowcami największy problem.
Co więcej, przy całej mojej otwartości, rozumiem ludzi, którym zależy na obronie wartości, tradycji, obyczajów swojego kraju. Jego języka, kultury. Przekazania tych wartości kolejnym pokoleniom. Mieszkamy tutaj, więc sami też te zwyczaje poznajemy.
A jeśli chodzi o rasizm – on jest wszędzie, nie tylko w Polsce. Ja traktuję ludzi z szacunkiem, jestem do nich na wejściu pozytywnie nastawiona i oczekuję tego samego. W Polsce nie ma tak wielu Afgańczyków, więc praktycznie wszyscy dobrze się znamy. W Niemczech np. osób z Afganistanu jest znacznie więcej, więc i częściej zdarzają się ataki na nich.
Jestem szczęśliwa, że mi i mojemu chłopakowi udało się trafić do Polski od początku legalnie, przy wsparciu polskiego rządu. Ale doskonale wiem, że mogłabym też być jedną z tych imigrantek, które trafiają do Europy przez Iran i przez Turcję. Chcąc opuścić skrajnie niebezpieczny Afganistan, mieliśmy różne plany w głowie. Kiedy słyszę o deportacjach ludzi do krajów, z których uciekli, trudno mi to zrozumieć.
A czy planujesz powrót do Afganistanu? Czy uważasz go za swój dom?
Na razie na pewno nie wracam – to, co dzieje się z prawami kobiet i dzieci jest niewyobrażalne i po prostu nie chcę tam teraz mieszkać. Poza tym wiele rodzin w Afganistanie jest bardzo religijnych, moja też. Nie mogę powiedzieć, że uzyskałam od nich wsparcie. Chcieli, żebym była inna, a ja walczyłam o to, kim dziś jestem. Tutaj ułożyłam sobie życie i mam zamiar dalej się rozwijać. Jakie szanse na rozwój miałabym tam, skoro nie mogłabym nawet sama wychodzić z domu? Zawsze chciałam mieć takie życie, jakie sama sobie zbuduję, a nie postępować według czyichś oczekiwań lub wzorców kulturowych.
Jak mówi Fatima: – Wybrałam to danie, ponieważ jego najważniejszym składnikiem – i jednocześnie sekretem afgańskiej kuchni – jest cebula. Stanowi ona podstawę niemal każdej potrawy, zarówno mięsnej, jak i wegetariańskiej. W tym daniu cebula zupełnie zmienia jednak swój charakter – nie ma ostrego zapachu ani gorzkawego smaku. Smakuje zupełnie inaczej, niż większość osób się spodziewa.
Składniki:
- 500 g wołowiny, pokrojonej w średniej wielkości kawałki
- 1 kg cebuli (około 5–6 dużych sztuk), posiekanej
- 4–6 ząbków czosnku
- sól do smaku
- 1 łyżeczka curry
- świeża papryczka chili lub płatki chili (opcjonalnie)
- 3–5 całych strączków zielonego kardamonu
- 1 mała laska cynamonu
- 2–3 łyżki berberysu (zaereshk) – opcjonalnie
- niewielka ilość oleju lub tłuszczu owczego
Sposób przygotowania:
- Rozpuść w garnku niewielką ilość oleju lub tłuszczu owczego na bardzo małym ogniu.
- Dodaj około 70% posiekanej cebuli i równomiernie rozłóż ją na dnie garnka.
- Ułóż mięso na cebuli i dodaj czosnek, sól, curry oraz chili (opcjonalnie).
- Dodaj całą laskę cynamonu i kilka całych strączków kardamonu. Użycie przypraw w całości nada potrawie głębszy aromat.
- Przykryj garnek i duś na bardzo małym ogniu. Nie dodawaj wody – cebula stopniowo puści sok i mięso będzie gotować się we własnym płynie.
- Po około godzinie delikatnie obróć mięso i opcjonalnie dodaj berberys (zaereshk).
- Dodaj pozostałą część cebuli, ponownie przykryj garnek i kontynuuj duszenie na małym ogniu.
- Duś jeszcze około godziny, aż mięso będzie bardzo miękkie i delikatne.
Propozycja podania:
Afgańską dopiazę najlepiej podawać na gorąco z tradycyjnym afgańskim chlebem naan lub z gotowanym ryżem. Świetnie smakuje również z gotowanymi ziemniakami albo prostą sałatką.
Wskazówka: To danie nie wymaga dodania dużej ilości płynu – cebula podczas długiego duszenia rozpada się i zamienia w gęsty, naturalnie słodki sos, który jest znakiem rozpoznawczym afgańskiej dopiazy.
Smacznego!