1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wywiady
  4. >
  5. Aleksandra Żebrowska: „Wierzę, że to, jak odbierasz komentarze innych, bardzo zależy od tego, czy sama siebie lubisz”

Aleksandra Żebrowska: „Wierzę, że to, jak odbierasz komentarze innych, bardzo zależy od tego, czy sama siebie lubisz”

(Fot. Aleksandra Modrzejewska-Mitan)
(Fot. Aleksandra Modrzejewska-Mitan)

Odsłuchaj artykuł

Joanna Olekszyk - Aleksandra Żebrowska: „Wierzę, że to, jak odbierasz komentarze innych, bardzo zależy od tego, czy sama siebie lubisz”

00:00
15s
0,5 x
15s
Choć droga do akceptacji siebie trochę jej zajęła, dziś już wie, że kluczem do zadowolenia, do tego, by lepiej nam było z innymi, jest siebie polubić. Ale też po prostu pożyć, nabrać doświadczeń. – Nagle okazuje się, że nawet z największych kompleksów da się śmiać, zamiast płakać – mówi Aleksandra Żebrowska.
  • W sierpniowym numerze „Zwierciadła” Aleksandra Żebrowska opowiada o rodzinnych wspomnieniach, kompleksach oraz drodze do polubienia samej siebie.
  • Twórczyni internetowa i przedsiębiorczyni mówi również o tym, co pomaga jej budować odporność na hejt w sieci.
  • W wywiadzie poruszona jest również kwestia tego, jak wychować dzieci, by potrafiły myśleć samodzielnie i nie bały się być sobą.

Fragment wywiadu – całość przeczytasz w sierpniowym numerze „Zwierciadła”.

Joanna Olekszyk: Nie uważasz, że robimy dziś trochę za dużo zdjęć?

Aleksandra Żebrowska: Czasem mam takie poczucie. A z drugiej strony lubię sobie usiąść z dziećmi i poprzeglądać nasze stare fotografie i filmy z wakacji, powspominać, co wtedy robiliśmy, gdzie byliśmy, jak wyglądaliśmy. Fajnie, że większość z nich jest niepozowanych – kiedyś każde zdjęcie to było święto, trzeba było się do niego odpowiednio ubrać, uczesać i ładnie stanąć, tymczasem dziś strzelamy zdjęcia wszystkiemu, wszędzie i o każdej porze. Dzięki temu bywamy na nich poczochrani, umorusani, niewyspani i niekoniecznie ładnie i kompletnie ubrani. Dziś zdjęcia i filmy w telefonie działają właściwie jak nasza pamięć.

Czyli może powinniśmy robić tych zdjęć więcej, jak śpiewa Bad Bunny, bo potem żałujemy, że nie uchwyciliśmy czegoś, czego już nie ma?

Akurat selfie moglibyśmy pewnie robić mniej. Ale ja zdecydowanie cenię sobie tę naszą współczesną manię fotografowania. Gdyby nie zdjęcia w albumie, już dzisiaj nie pamiętałabym, jak dokładnie wyglądały nasze dzieci, kiedy były młodsze. To jest czasami prawie jak oglądanie zdjęć innych dzieci niż te, które masz teraz obok siebie.

(Fot. Aleksandra Modrzejewska-Mitan) (Fot. Aleksandra Modrzejewska-Mitan)

Ja bardzo lubię oglądać moje fotografie z dzieciństwa, zwłaszcza na takich szerszych kadrach, kiedy mogę zobaczyć na przykład meble, jakie wtedy mieliśmy.

Ja też uwielbiam oglądać na zdjęciach to, jak wyglądał nasz dom, przypominać sobie, jakie mieliśmy wtedy talerze czy kubki – to są takie szczegóły, które zupełnie wypadają z pamięci, a kiedy je widzisz, wracasz do tamtego czasu z łatwością.

Co więcej, myślę, że wtedy nie oceniamy tego, jak my na tych fotkach się prezentujemy, bardziej przypominamy sobie moment ich robienia, ogólny klimat tamtej chwili. A jeśli już coś myślimy na temat swojego wyglądu, to na przykład: „A ja wtedy sądziłam, że jestem gruba”. Albo śmiejemy się ze stylizacji, które w tamtym czasie wydawały nam się bardzo modne.

To prawda. Ja kiedyś robiłam sobie na głowie takie kołeczki z włosów, jak Reni Jusis, żeby potem mieć pofalowane włosy. Ale samymi kołeczkami też byłam najwyraźniej zachwycona, bo chodziłam tak do szkoły. Ta fryzura też została uwieczniona na zdjęciach. Ciężko stwierdzić, czy nie przejmowałam się tym, jak wyglądam, czy wydawało mi się, że wyglądam w niej świetnie.

Aleksandra Żebrowska o hejcie i samoakceptacji

Zawsze miałaś taki dystans do siebie, jak dziś?

Myślę, że to przyszło z wiekiem, z kolejnymi dziećmi i z polubieniem siebie. Pomogły też „hejterskie” komentarze, do których z czasem się przyzwyczaiłam i dzięki którym chyba przestałam się tak bardzo przejmować tym, co o mnie pomyślą obcy ludzie.

To były komentarze dotyczące właśnie twojego wyglądu?

Najczęściej. Kiedy ktoś pisze coś negatywnego o twojej pracy albo zarzuca ci, że jesteś darmozjadem, który tylko żeruje na mężu i rodzi mu dzieci – to łatwiej się do tego odnieść ze spokojem, bo zwyczajnie wiesz, że to nieprawda. Natomiast krytyka wyglądu 20-latki, która ani się sobie nie podoba, ani siebie do końca nie lubi, potrafi sprawić autentyczną przykrość.

Kiedy zaczynałam się spotykać z Michałem, na portalach plotkarskich i w gazetach pojawiało się dużo fotografii z naszych wspólnych wyjść. To nie to samo, co zdjęcia, które samemu wrzuca się na Instagram – te paparazzich to zupełnie inna bajka.

Setki ludzi je komentują i piszą, jak bardzo jesteś paskudna. Teraz już zdecydowanie mniej mnie to martwi, czasami nawet potrafi rozbawić.

Dzisiaj na swoim koncie możesz to skontrować czy obśmiać. I często to robisz. Na przykład pokazując, że w rzeczywistości wyglądałaś jeszcze gorzej. Wtedy jednak byłaś młodą dziewczyną rzuconą na pożarcie mediom. Twój mąż Michał Żebrowski po roli w „Ogniem i mieczem” miał w Polsce status gwiazdy. Ty jednak byłaś zupełnie prywatną osoba, niepełniącą żadnej publicznej funkcji. Te komentarze były zwyczajnie nie fair.

Ale z drugiej strony nie jestem jedyną osobą, której się to przytrafia. Ludzie mają potrzebę komentowania wyglądu innych i raczej tego nie zmienimy. Dla mnie to nie było ani przyjemne, ani łatwe, przede wszystkim dlatego, że byłam wtedy bardzo młoda. Miałam 22 lata, byłam tuż po studiach, moja pewność siebie dopiero raczkowała, nie miałam też pojęcia, co właściwie chcę robić w życiu. Wiedziałam, że jestem absolutnie zakochana w Michale i że planujemy założyć rodzinę. To wszystko było dla mnie zupełnie nowe, bardzo szybko zaszłam też w ciążę i dopiero zaczynałam odnajdować się w nowej sytuacji, a tu jeszcze na dokładkę…

…miałaś okładkę w „Fakcie”…

Na której nie dość, że nie byłam wystarczająco ładna, to jeszcze „po oczach widać, że głupia”. Myślę, że część 20-letniej mnie zwyczajnie zakładała, że to prawda – szczególnie że to nie był jeden komentarz, były ich dziesiątki. Dzisiaj widzę, że naprawdę byłam głupia, bo je wszystkie czytałam.

W dodatku redakcje portali plotkarskich, chyba świadomie, wybierają najgorsze zdjęcie, z półzamkniętymi oczami i wysuniętą żuchwą, i podpisują je „Przepiękna żona Michała Żebrowskiego”, żeby wszyscy rzucili się do sprostowania sytuacji w komentarzach.

Tak, poetyka nagłówków w portalach rządzi się swoimi prawami… Co ci wtedy pomagało? Przegadanie tego z Michałem, z bliskimi?

Najbardziej Michał, który nigdy nie komentuje publikacji tego typu, z niczego się nie tłumaczy. Kiedy „SuperExpress” napisał: „Żebrowski przyznał, że ożenił się, bo potrzebował żony do sprzątania i gotowania”, Michał tłumaczył się tylko mnie. A tak już serio, nauczył mnie patrzeć na show biznes jako na kompletnie inny świat, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością i naszym życiem. A podobne artykuły traktować jak coś, z czego możemy się razem pośmiać.

Świetnie też robiło mi obśmiewanie w gronie rodzeństwa niektórych moich stylizacji na oficjalne wyjścia.

Pamiętam, jak kiedyś w zaawansowanej ciąży poszłam na jakąś galę, miałam na sobie koronkowy, obcisły, jednoczęściowy kostium, w którym wyglądałam jak wąż, który połknął wielką piłkę lekarską – tak zresztą skomentował ten outfit mój brat. Kiedy słyszysz coś takiego od brata, kogoś, kto cię kocha – i możecie się z tego wspólnie ponabijać – łatwiej ci potem śmiać się z podobnych komentarzy osób, które cię nie lubią.

Jakiś czas temu ktoś naprawdę mnie rozbawił, bo pod moim zdjęciem na Pudelku napisał: „na trzecim zdjęciu twarz jak stopa” – i miał rację! Kiedyś pewnie taki komentarz zrujnowałby mi dzień.

Naprawdę wierzę, że to, jak odbierasz komentarze innych, bardzo zależy od tego, czy sama siebie lubisz. Nagle okazuje się, że nawet z największych kompleksów da się śmiać, zamiast płakać.

Zdjęcia to nie jesteśmy my. Tak samo jak nasze myśli to nie jesteśmy my. One się pojawiają w naszej głowie, możemy je albo przyjąć, albo odrzucić. Tak jak zrobione komórką fotki.

Niesamowite, jak bardzo kształtują nas nasze własne myśli. Jedne mogą nas podnieść na duchu, inne niemal zniszczyć – a przecież da się je wybierać świadomie. Trochę jak zdjęcia właśnie. Każdy z nas ma taką znienawidzoną fotografię w rodzinnym albumie, z wesela czy imienin wujka. Razem z moim rodzeństwem lubimy czasami, na przykład z okazji urodzin, przypominać sobie nawzajem te najbardziej obciachowe zdjęcia z dzieciństwa i wrzucać je na Instagram – oczywiście z najlepszymi życzeniami.

Aleksandra Żebrowska: „To, że rodzic potrafi postawić się autorytetowi, zapada dzieciakom w pamięć”

Właśnie, ja na Instagramie obserwuję kobiety albo bardzo mądre, albo bardzo zabawne – i to czasem idzie w parze. Od jednych i drugich dużo się uczę. Jak myślisz, czego warto w tym dzisiejszym obrazkowym świecie nauczyć nasze dzieci?

Na początku – empatii, i żeby ani nie pisały, ani nie czytały komentarzy na portalach plotkarskich! Już zupełnie poważnie – lista jest długa, ale na pewno: wiary w siebie, tego, że ich zdanie jest ważne i warto o nie zawalczyć.

Ja pochodzę z głęboko katolickiej rodziny, mam wiele zarzutów do tego, jak byliśmy wychowywani. Ale mimo tradycyjnego domu nasza mama, która sama była bardzo wierząca, zaszczepiała w nas sporą dozę krytycznego podejścia do tego, co słyszymy w kościele, zresztą to samo dotyczyło szkoły. Mam wrażenie, że taka postawa procentuje w dorosłym życiu.

Pamiętam historię z moją małą siostrą, która w ramach przygotowań do pierwszej komunii musiała prowadzić zeszyt, gdzie rysowało się czerwone serca za dobre zachowanie i czarne za złe. Zeszyt Kasi był pełen samych czerwonych serc, a kiedy nauczycielka zarzuciła jej, że chyba nie robi uczciwego rachunku sumienia, siedmioletnia Kasia odpowiedziała spokojnie: „Proszę pani, moje grzechy to moja prywatna sprawa”. Moja mama była wezwana do szkoły, chyba z nadzieją, że skruszona przeprosi panią i wytłumaczy dziecku, że ma zacząć rysować w zeszycie czarne serca, zgodne ze swoim zachowaniem. Ale nasza mama była ze swojej córki zwyczajnie dumna. My, jako jej rodzeństwo, zresztą też. Dzisiaj, kiedy sama mam dzieci, jeszcze bardziej doceniam postawę mamy, która na szczęście w podobnych sprawach zawsze stawała po naszej stronie.

Nie da się obronić dzieci przed całym złem tego świata, nie da się ochronić naszych córek przed negatywnymi przekazami dotyczącymi ich wyglądu, ale można w nich budować nawyk krytycznego myślenia i wzmacniać zaufanie do samych siebie. A to, że rodzic potrafi postawić się autorytetowi – nauczycielowi, księdzu, komuś bliskiemu – zapada dzieciakom w pamięć.

Aleksandra Żebrowska, twórczyni internetowa, założycielka marek Francis & Henry, Falko oraz Lucy. Studiowała psychologię społeczną. Prywatnie jest najstarszą z ośmiorga rodzeństwa, mamą Franka, Henia, Felka i Łucji oraz żoną Michała Żebrowskiego.

Całą rozmowę przeczytasz w magazynie „Zwierciadło” 08/2026.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Okładka Zwierciadlo

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE