1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wywiady
  4. >
  5. „Wymagam od siebie doskonałości”. Joy Womack: pierwsza Amerykanka w Akademii Baletu Bolszoj

„Wymagam od siebie doskonałości”. Joy Womack: pierwsza Amerykanka w Akademii Baletu Bolszoj

Joy Womack (Fot. Robert Pałka)
Joy Womack (Fot. Robert Pałka)
To ona jest pierwowzorem tytułowej postaci z filmu „Joika”. Joy Womack, ceniona amerykańska tancerka, która kształciła się w Akademii Baletu Bolszoj. Kulisy jej moskiewskiej edukacji i pierwsze lata kariery można było oglądać na ekranie, tymczasem ona sama opowiada także o tym, czego na nim nie widać.

Spis treści:

  1. Joy Womack: Od Austin w Teksasie do Akademii Bolszoj
  2. Sukces w balecie: czy talent wystarczy?
  3. Joy Womack: „Wciąż mam w sobie ten wysoki standard i samodyscyplinę”

  • Joy Womack jako pierwsza Amerykanka ukończyła Akademię Baletu Bolszoj, a jej historia trafiła na ekran w filmie „Joika”.
  • „Jedną z najwspanialszych rzeczy, jakie dał mi balet, jest mój własny, oddzielny głos” – mówi artystka, wspominając drogę od wielodzietnej rodziny w Teksasie do jednej z najbardziej wymagających szkół baletowych świata.
  • W rozmowie baletnica opowiada również o samotności, kontuzjach, finansowych wyrzeczeniach i systemie, który – jak przyznaje – bywa „skorumpowany i pod wieloma względami mroczny”.
  • „Mimo to wciąż widzę w tańcu piękno, więc trwam we własnej wizji” – podkreśla Joy Womack, która dziś angażuje się także w poprawę warunków pracy młodych artystów na całym świecie.

Wywiad pochodzi z magazynu „Zwierciadło” 05/2024.

Joy Womack: Od Austin w Teksasie do Akademii Bolszoj

Katarzyna Kazimierowska: Jesteś pierwszą Amerykanką, która ukończyła prestiżową Moskiewską Państwową Akademię Choreografii, znaną także jako Akademia Baletu Bolszoj. Masz na koncie wiele nagród, twoja międzynarodowa kariera się rozwija. Tymczasem „Joika” pokazuje dość mroczny czas w twoim życiu, momentami film jest wstrząsający.

Joy Womack: Sama obejrzałam „Joikę” dopiero podczas światowej premiery i przyznaję, że trudno mi było powstrzymać łzy, wracały do mnie bolesne wspomnienia. I choć jest to film o moich pierwszych latach w Akademii Baletu Bolszoj, to wciąż niektóre sceny budziły we mnie silne emocje.

Zacznijmy od tego, że pochodzisz z wielodzietnej rodziny, więc wyobrażam sobie, że jeśli uwaga rodziców musi być rozłożona między dziewięcioro dzieci, wcale niełatwo sprawić, żeby właśnie twój głos i twoje marzenie zostało usłyszane.

Cieszę się, że przedstawiłaś to właśnie w ten sposób.

Kiedy wspominam moją rodzinę, kiedy myślę o jej dynamice, mam taką refleksję, że jedną z najwspanialszych rzeczy, jakie dał mi balet, jest właśnie mój własny, oddzielny głos.

W domu byłam jednym z wielu głosów, tymczasem bardzo pragnęłam tej osobności, indywidualności, potrzebowałam, żeby coś było tylko moje. A przecież wszystko, co miałam – ubrania, zabawki czy przestrzeń – musiałam dzielić, to normalne w takiej dużej rodzinie. Taniec dał mi poczucie odrębności, której potrzebowałam.

A dzisiaj?

Dzisiaj zdaję sobie sprawę, jak bardzo ta forma sztuki potrafi być izolująca, jak skutecznie oddziela cię od innych. Na szczęście w ciągu ostatnich lat udało mi się stworzyć własną wspólnotę taneczną w Paryżu, która dużo dla mnie znaczy. Tak czy inaczej balet to nie jest gra zespołowa. Oczywiście najpierw uczysz się tańczyć w grupie, ale wszyscy marzą, żeby być solistami, wszyscy chcą być zauważeni, rywalizacja jest w balecie wszechobecna. Jednocześnie zostałam wychowana w rodzinie, która ceni sobie doskonałość i to dążenie do perfekcji we wszystkim, czego się podejmujesz, odcisnęło na mnie ślad.

Wymagam od siebie doskonałości – nieważne, gdzie jestem i co robię, więc świat baletu, dyscypliny i związanych z nią wyzwań to dla mnie naturalne środowisko.

Czytałam, że pierwsze twoje zetknięcie z baletem było dość przypadkowe.

Rodzice wysłali mnie razem z młodszymi o rok bratem i siostrą na zajęcia z tańca, żeby trochę od nas odpocząć, bo wszyscy uczyliśmy się w domu. I ja od razu zakochałam się w balecie. A kiedy kurs się skończył, mama znalazła studio baletowe bliżej domu, gdzie w ramach programu uczono nas także historii baletu, pokazywano filmy o sławnych primabalerinach. Duże wrażenie zrobił na mnie dokument o Akademii Baletu Rosyjskiego imienia Agrippiny Waganowej. Ten film bardzo mnie poruszył, bo pokazywał dzieci niewiele starsze ode mnie, które w przyszłości miały zostać profesjonalnymi tancerzami. Pamiętam, że już jako dziesięciolatka postanowiłam, że zostanę baletnicą.

Jak zareagowali twoi rodzice?

Mama powtarza, że byli w szoku, kiedy z powagą i zdecydowaniem opowiadałam o swoich życiowych planach, choć przecież nie miałam pojęcia, w co się tak naprawdę angażuję.

Pochodzę z bardzo religijnej rodziny, kiedy byliśmy dziećmi, nie wolno nam było oglądać filmów w telewizji, więc dla mnie jedyną formą rozrywki było przeglądanie godzinami albumów poświęconych baletowi, które wypożyczałam z biblioteki.

A kiedy na święta znalazłam pod choinką książkę o brytyjskiej Royal Ballet School, wzięłam flamaster i zakreśliłam akapit o tym, że jeśli się chce tańczyć, to w wieku dziesięciu lat powinno się codziennie chodzić na zajęcia. Poszłam do rodziców i im to pokazałam.

Kiedy przeprowadziliście się do Austin w Teksasie, twoja mama znalazła tam nauczycielkę baletu pochodzącą z Rosji.

Ten moment wspominam jako trudny, bo byłam bardzo pewna siebie, a jednocześnie czułam, że dorośli nie traktują moich planów poważnie. W Stanach jest tylko jedna ścieżka kariery w balecie, to nowojorska szkoła baletowa. Próbowałam to wytłumaczyć mamie, kłóciłam się z nią, ale ona miała na głowie jeszcze ósemkę dzieci. I wtedy pojawiła się ta nauczycielka, która uczciwie mi powiedziała, że jestem już za stara na Nowy Jork, ale też obiecała, że przygotuje mnie tak, by przyjęto mnie do filii Akademii imienia Waganowej, która mieściła się w Waszyngtonie. Ten rok przygotowań to było wyzwanie: uczyła mnie inaczej niż amerykańscy trenerzy, w ogromnej dyscyplinie, ale dostałam się do tej akademii i w wieku 13 lat wyprowadziłam się z domu.

Wyobraź sobie dziewczynkę z religijnej rodziny, w edukacji domowej, która nagle ląduje na Wschodnim Wybrzeżu, zaczyna uczyć się w świeckiej szkole, w dodatku w reżimie baletowym… To był dla mnie szok kulturowy.

I choć przeprowadzka do Rosji dwa lata później była trudna, miałam już za sobą trening bycia samodzielną i adaptacji do zupełnie nowych warunków życia. Myślę, że już wtedy zaczęłam wykształcać w sobie ten rodzaj gotowości na ciągłe poprawianie siebie. To taka mentalna gra, w którą gram, od kiedy pamiętam: co muszę zrobić, żeby wpasować się w nową sytuację? Ile uda mi się nauczyć od innych?

Pamiętasz wrażenie, jakie na tobie zrobiła Akademia Bolszoj?

Na wejściu panie z internatu kazały mi wtaszczyć walizki na trzecie piętro, bo winda nie działała, cały czas mówiły do mnie po rosyjsku, a ja jeszcze niewiele rozumiałam. Przyjechałam pod koniec lata i wszędzie w Moskwie unosił się taki pyłek z drzew, jak puch. Miasto wydawało się przez to jak z bajki.

Przed wylotem mama kupiła mi komplet pięknych, nowych rzeczy, wymarzone puenty, ocieplacze na nogi, trykoty. Czułam się jak księżniczka. Ale kiedy pierwszy raz powiesiłam je po praniu w ogólnodostępnej suszarni, na drugi dzień wszystko zniknęło. Potem widziałam te ładne rzeczy na innych dziewczynach. Kiedy powiedziałam o tym pani z internatu, zapytała mnie, skąd wiem, że to moje, skoro nie są podpisane.

Sukces w balecie: czy talent wystarczy?

W jednym z wywiadów zwróciłaś uwagę, jak wielką rolę odgrywają w balecie pieniądze. Talent nie wystarczy bez finansowego wsparcia czy stypendium.

Kiedy byłam młodsza, łudziłam się jeszcze, że finanse nie mają takiego dużego znaczenia, ale pamiętam ten strach, że cały mój wysiłek pójdzie na marne z powodu braku pieniędzy.

Wierz mi, tyle razy zasypiałam zapłakana, bo jeszcze w Stanach nieustannie porównywałam siebie do innych dziewcząt, pochodzących z zamożnych rodzin, ponieważ nie starczało mi do pierwszego bez względu na to, jak oszczędzałam ze stypendium.

W wieku 15 lat doznałam poważnej kontuzji kostki. Musiałam przejść operację, a moi rodzice powiedzieli, że nie mają na nią pieniędzy. W dodatku nie zgadzali się z diagnozą moskiewskich lekarzy, chcieli, żebym wróciła do domu. Byłam nieletnia, ale się im sprzeciwiłam. W końcu, po kilku tygodniach szukania funduszy, pomógł mi człowiek poznany w kościele, to był rodzaj cudu. Okazało się, że właśnie ta operacja była najlepszym rozwiązaniem, dopiero dziś jest w USA standardowym zabiegiem w przypadku takich kontuzji. Cieszę się, że wtedy zaufałam własnej intuicji, choć współczuję moim rodzicom, że przez lata musieli borykać się z takim uparciuchem jak ja.

W filmie rodzice wielokrotnie proszą, żebyś wróciła z Moskwy do Stanów, a ty konsekwentnie odmawiasz. Dlaczego byłaś taka uparta? I wciąż jesteś, skoro po tym, co przeżyłaś, nadal nie tylko tańczysz, ale i potrafisz się tym cieszyć.

To jest powracający średnio co pół roku temat rozmów z mamą [śmiech].

Tak, balet to studnia bez dna, jeśli chodzi o poświęcony czas, energię, emocje. A jednocześnie zarobki wcale nie są satysfakcjonujące.

Mimo to wciąż widzę w tańcu piękno, więc trwam we własnej wizji. Wiem jednocześnie, że mama jest ze mnie bardzo dumna. Pozostaje mi wierzyć, że moja historia wniesie trochę światła, nadziei, może też inspiracji do świata baletu, który jest skorumpowany i pod wieloma względami mroczny, którego nadal nie można zmienić, choć dużo o tej zmianie się mówi.

W „Joice” jest scena, w której odrzucasz awanse potencjalnego sponsora, dzięki któremu miałabyś szansę otrzymać upragnioną rolę w Teatrze Bolszoj i zostać solistką. A gdy nagłaśniasz sprawę „sponsoringu” tancerek, zostajesz uznana za zdrajczynię, która godzi w tradycję rosyjskiego baletu.

Wyobraź sobie, że spotkałam tę osobę niedawno we Włoszech!

Spojrzałam na niego, a on podszedł jak gdyby nigdy nic i przytulił mnie na oczach wszystkich, zapraszając na spotkanie i rozmowę. Odpowiedziałam mu, że teraz to ja jestem w pozycji władzy, także władzy, żeby odmówić.

Dla mnie osobiście ta historia właśnie wtedy się domknęła, ale to okropne, że ludzie, którzy dysponują pieniędzmi, proponują młodym tancerzom finansowanie. Jasne, że czasem mają dobre intencje, ale najczęściej niekoniecznie. I to chciałabym zmienić. Trzeba oddać sprawczość w ręce osób, których to dotyczy, żeby to młode tancerki i tancerze mogli negocjować własne kontrakty z reżyserami. Bo dziś to wygląda tak, że masz w środowisku wszechwładnych reżyserów, dyrektorów i niekończącą się kolejkę kandydatów, którzy są gotowi pracować za grosze. Ostatnio rozmawiałam z przyjacielem, który otrzymał ważną rolę w słynnym, prestiżowym show we Francji, ale gdy powiedział mi, ile zarabia, zamarłam, bo to było poniżej płacy minimalnej. Rozumiem tę jego decyzję, bo sama kocham tańczyć, ale takie warunki pozbawiają ludzi godności.

W Polsce tancerki i tancerze przez lata walczyli o zmianę przepisów i prawo do wcześniejszej, godnej emerytury.

W Stanach tancerze nie są objęci systemem emerytalnym, nie ma rządowych zabezpieczeń dla tego zawodu i to jeden z powodów, dla których tam nie pracuję. W Europie, w Rosji czy Chinach przechodzisz jako tancerka na płatną emeryturę. Od jakiegoś czasu pracuję z coachem zawodowym, planuję ciąg dalszy kariery, ale wielu tancerzy nie ma takich możliwości, więc wracają na studia albo zmieniają zawód. Wiem, że teraz niefortunnie jest mówić o Rosji jako o wzorcu do naśladowania, ale tamtejszy system służy tancerzom, bo po zakończonej karierze zostają nauczycielami albo nadal pracują w zespole, przekazując wiedzę kolejnym pokoleniom. Tak się buduje tradycję. W Stanach tego nie ma. Dlatego założyłam fundację, której podstawą jest wiara, że balet może dać dużo społeczeństwu. Działamy ze szkołami baletowymi w krajach rozwijających się.

W filmie widz ma w pewnym momencie wrażenie, że wpadasz w obsesję, nie widzisz już nic poza tańcem. Jakby balet stał się dla ciebie religią.

Myślę, że tak właśnie było. W moskiewskiej szkole do treningów podchodzono tak, że albo jesteś oddana temu w stu procentach, albo rezygnujesz.

Oczywiście od tamtego czasu trochę się uspokoiłam, ale wciąż mam w sobie ten wysoki standard i samodyscyplinę, co oznacza, że dopasowuję moje życie do tańca. Nie ma w nim miejsca na alkohol, używki, jest za to regularny sen i codzienny poranny intensywny trening. Akceptacja tej rutyny równa się drodze do sukcesu.

Doświadczyłaś kiedyś wypalenia zawodowego?

Bardziej zwątpienia. Pierwszy taki moment przyszedł razem z pandemią, kiedy w ogóle nie mogliśmy występować, a kolejny – wraz z wojną w Ukrainie. Ta wiadomość mną wstrząsnęła, dotarło do mnie, że każda chwila w studiu może być moją ostatnią. Jednocześnie mam świadomość, że nawet przy dobrej passie zostało mi w zawodzie może pięć, góra dziesięć lat, ale nawet małe kontuzje niszczą nieuchronnie ten błogi moment, kiedy masz poczucie pełnej kontroli nad ciałem. Więc powinno się każdą taką chwilę pielęgnować, cieszyć się nią maksymalnie, bo zaraz życie wejdzie w kolejną fazę albo twoje ciało straci siłę i elastyczność. Te pozory normalności w miejscu, gdzie nie ma wojny, to prawdziwe błogosławieństwo, to dar, którego nie traktuję jak oczywistość, bo wiem, że w każdej chwili może to się zmienić.

Joy Womack: „Wciąż mam w sobie ten wysoki standard i samodyscyplinę”

Czy można przywyknąć do bólu i ponadludzkiego wysiłku?

Mam wysoką tolerancję na ból, ale gdybym zaczęła teraz narzekać, lista moich przypadłości nie miałaby końca [śmiech]. Tuż przed naszą rozmową, podczas treningu, nadwyrężyłam sobie plecy i teraz będę się oszczędzać, żeby się nie pogorszyło. Jasne, czuję ból, ale to nie znaczy, że odwołam plany na życie, bo mnie boli. Spędziłam zbyt wiele czasu na bocznym torze z powodu kontuzji.

Gdybyś mogła coś zmienić w systemie edukacji baletowej, co by to było, biorąc pod uwagę twoje doświadczenia?

Wydaje mi się, że najlepszym rozwiązaniem byłaby funkcja coacha w grupie baletowej. Takiej osoby, która zajmuje się maksymalnie trzema uczniami i trenuje z nimi na poziomie preprofesjonalnym.

Teraz szkoły baletowe to tak intratny biznes, że w klasie masz nawet 30, 40 osób i jednego nauczyciela. W takich warunkach nietrudno o załamanie nerwowe, zdarzają się też poważne kontuzje, bo nauczyciel nie ma możliwości, żeby uważać na każdego ucznia i dbać o niego.

Pozytywną zmianą byłoby też wprowadzenie różnych programów baletowych. Wówczas, nawet gdyby ktoś nie dostał się do ścisłego zespołu, wciąż mógłby być zaangażowany w taniec zawodowo, bo jest wiele możliwości i miejsc, gdzie można wykorzystać zdolności taneczne. Poza tym jest zapotrzebowanie na szkoły baletowe w Afryce, w Indiach, w Ameryce Południowej, brakuje nauczycieli i ludzi, którzy wiedzą, jak budować zespół od podstaw. Dlatego tak ważne jest budowanie społeczności baletowej.

A gdyby ktoś zapytał cię, czym jest dla ciebie taniec?

Taniec to życie.

Joy Womack, rocznik 1994. Jako pierwsza Amerykanka podpisała kontrakt solowy z Teatrem Bolszoj. Od kilku lat podróżuje po świecie jako gościnna artystka, mówczyni motywacyjna i choreografka. Przewodzi też Joy Womack Ballet Foundation, fundacji zajmującej się wspieraniem młodych tancerzy z całego świata.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE