Kiedy dopada nas smutek, lęk albo złość, najczęściej chcemy jak najszybciej pozbyć się tych emocji. Szukamy sposobu, żeby poczuć się lepiej, analizujemy własne zachowanie i zastanawiamy się, co zrobiliśmy źle. Tymczasem filozofia buddyjska podpowiada coś zupełnie innego. Nie zachęca do walki z emocjami, ale do zmiany sposobu, w jaki na nie patrzymy.
Buddyzm przypomina, że żadna emocja nie trwa wiecznie. Radość przemija, podobnie jak smutek, złość czy lęk. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynamy wierzyć, że chwilowy nastrój mówi o nas coś ważnego. Jeśli od kilku dni czujemy się gorzej, łatwo dojść do wniosku, że coś jest z nami nie tak albo że już zawsze będziemy się tak czuć. Tymczasem emocje bardziej przypominają pogodę niż cechę charakteru. Pojawiają się, zmieniają i w końcu odchodzą. Nie mamy wpływu na każdą z nich, ale możemy zdecydować, jak na nie zareagujemy.
W kulturze chińskiej istnieje pojęcie kàn pò (看破), które oznacza umiejętność spojrzenia na własne pragnienia i emocje z pewnego dystansu. Nie chodzi o to, żeby przestać czuć. Chodzi o to, żeby nie dać się całkowicie porwać temu, co dzieje się w naszej głowie. Jak zauważa Lybi Ma, wieloletnia redaktorka naczelna „Psychology Today” i autorka książki „How to Be Less Miserable”, nie wszystko, co trudne, trzeba więc natychmiast naprawiać.
„W wielu kulturach odczuwanie dyskomfortu po prostu jest częścią życia” – zaznacza.
Kiedy dzieje się coś trudnego, często kierujemy całą uwagę na siebie. Zastanawiamy się, dlaczego znowu sobie nie radzimy, dlaczego jesteśmy tak wrażliwi albo dlaczego nie potrafimy zachować spokoju.
Lybi Ma proponuje prostą zmianę perspektywy. Zamiast pytać: „Co jest ze mną nie tak?”, warto zapytać: „Co jest nie tak w sytuacji, w której się znalazłam?” albo „Jak mogę poradzić sobie z tą trudną sytuacją?”. Taka zmiana sprawia, że przestajemy traktować własne emocje jak dowód osobistej porażki i zaczynamy skupiać się na rozwiązaniu problemu.
Redaktorka naczelna „Psychology Today” zwraca uwagę, że nasze podejście do emocji w dużej mierze zależy od kultury, w której dorastaliśmy. Badania pokazują, że Japończycy rzadziej niż Amerykanie odbierają trudne emocje jako coś, z czym trzeba natychmiast walczyć. Łatwiej akceptują fakt, że w jednej chwili można odczuwać zarówno radość, jak i smutek.
To bardzo ważna lekcja. Życie rzadko bywa przecież czarno-białe. Możemy jednocześnie cieszyć się z nowych możliwości i bać się zmian. Możemy być wdzięczni, a jednocześnie przeżywać stratę. Nie ma w tym niczego nienaturalnego.
Choć brzmi to zaskakująco, psychologowie opisują zjawisko określane jako lęk przed szczęściem. Niektóre osoby nie potrafią cieszyć się dobrymi chwilami, ponieważ są przekonane, że za chwilę wydarzy się coś złego.
„Dla takich osób szczęśliwe chwile mogą wydawać się pułapką” – pisze Lybi Ma.
„Są bardziej oswojone z tragedią, traumą i cierpieniem niż z poczuciem zadowolenia.” Zdarza się też, że myślą: „Nie zasługuję na to, żeby być szczęśliwa”. Takie przekonania często mają swoje źródło w doświadczeniach z dzieciństwa, kiedy potrzeby emocjonalne były lekceważone albo pozostawały niezauważone. W skrajnych przypadkach może pojawić się anhedonia, czyli trudność z odczuwaniem przyjemności. Jest ona jednym z objawów depresji, ale może towarzyszyć również innym zaburzeniom psychicznym.
Lybi Ma opisuje także zjawisko zwane aleksytymią. Nie jest to choroba, ale zespół cech, który sprawia, że człowiek ma trudność z rozpoznawaniem i nazywaniem własnych uczuć. Osoba z aleksytymią często odpowiada: „Wszystko w porządku”, nawet wtedy, gdy przeżywa silny stres lub cierpienie. Nie dlatego, że chce coś ukryć, ale dlatego, że naprawdę nie potrafi nazwać tego, co czuje. Jeśli ktoś nie umie rozpoznawać własnych emocji, trudniej jest mu również doświadczać tych przyjemnych.
„Jeśli nie wiemy, jak odczuwać emocje, nie wiemy też, jak odczuwać radość” – pisze.
Z tego powodu osoby z aleksytymią są bardziej narażone na problemy psychiczne, zwłaszcza depresję.
Buddyjska filozofia nie zachęca do tłumienia emocji ani do udawania, że trudne doświadczenia nie bolą. Przeciwnie, pokazuje, że warto je zauważyć i spróbować zrozumieć, ale nie pozwolić, by całkowicie przejęły kontrolę nad naszym życiem.
Emocje przychodzą i odchodzą. Możemy je przeżyć, wyciągnąć z nich wnioski i pozwolić im minąć. Jak podkreśla Lybi Ma, kiedy zaczynamy inaczej patrzeć na własne nastroje, łatwiej uczymy się na błędach i rozczarowaniach. „Patrzenie na własne nastroje z większym dystansem może pomóc nam wyrwać się z cierpienia” – podsumowuje.
Źródło: Lybi Ma, „Be Like Buddha, See Moods Like the Weather”, psychologytoday.com [dostęp: 30.06.2026]