Robert Choiński - Ethel Cain. Głos religijnej traumy i nowej Ameryki
00:00
Jeszcze kilka lat temu znała ją przede wszystkim internetowa społeczność zakochana w alternatywnym popie. Dziś Ethel Cain inspiruje świat mody, wyprzedaje koncerty i tworzy jedne z najbardziej przejmujących muzycznych opowieści o Ameryce. Jej twórczość wyrasta z religijnej traumy i fascynacji Południem. To właśnie dlatego trudno znaleźć dziś drugą artystkę, która z taką siłą opowiadałaby o mroku skrywającym się za mitem amerykańskiego snu.
Ethel Cain naprawdę nazywa się Hayden Silas Anhedönia. 28-latka dorastała w niewielkim Perry na Florydzie, w głęboko religijnej rodzinie baptystów. Jej ojciec był diakonem, a matka śpiewała w kościelnym chórze. Muzyka od początku była nieodłączną częścią jej życia. To właśnie w kościele nauczyła się śpiewać i tam po raz pierwszy zetknęła się z muzyką gospel, której echo do dziś pobrzmiewa w jej twórczości. Jednocześnie już jako nastolatka zaczęła odczuwać, że nie pasuje do miejsca, w którym dorasta.
Wychowywała się w miejscu, gdzie religia wyznaczała rytm codziennego życia, a społeczność była silnie związana z konserwatywnymi wartościami. Sama wielokrotnie podkreślała, że dzieciństwo spędzone w takim środowisku ukształtowało jej wyobraźnię bardziej niż jakiekolwiek późniejsze doświadczenia. Nawet dziś w jej tekstach regularnie powracają obrazy kościołów, modlitwy, amerykańskich flag i małych miasteczek Południa.
Najpierw ujawniła rodzinie swoją orientację seksualną, później dokonała coming outu jako transpłciowa kobieta. W konserwatywnym środowisku oznaczało to wykluczenie i odrzucenie. Odeszła z Kościoła, ale – jak wielokrotnie podkreślała – religia nigdy tak naprawdę jej nie opuściła. Z tej sprzeczności rodzi się twórczość Ethel Cain, w której religijna symbolika stała się jednym z najważniejszych elementów artystycznego jej języka. W jej utworach chrześcijańskie motywy przeplatają się z gotycką estetyką i amerykańskim folklorem.
(Fot. Arturo Holmes/Getty Images for Coachella)
Przełomem w karierze Ethel Cain okazał się album „Preacher's Daughter” z 2022 roku. To nie jest zwykła płyta, ale konceptualna historia młodej kobiety wychowanej w religijnym domu, która próbuje uciec od własnej przeszłości. Fabuła prowadzi słuchacza przez przemoc, uzależnienia, wykorzystywanie seksualne, toksyczne relacje i śmierć. Wszystko to można jednak czytać jako metaforę czegoś znacznie większego. To opowieść o dorastaniu w świecie, który narzuca kobietom określone role i często nie zostawia przestrzeni na własną tożsamość. Sama artystka przyznawała, że chciała stworzyć historię jednocześnie realistyczną i niemal filmową. To właśnie ten album sprawił, że z internetowej artystki Ethel Cain stała się jednym z najgłośniejszych nazwisk współczesnej sceny alternatywnej.
Album od początku był pomyślany jako zamknięta historia. Cain wielokrotnie podkreślała, że nie interesowało jej stworzenie zbioru przebojów, lecz muzycznej narracji, której najlepiej słuchać od początku do końca. Każdy utwór jest kolejnym rozdziałem losów głównej bohaterki, a całość tworzy spójną narrację.
– Chciałam opowiedzieć historię, która mogłaby wydarzyć się naprawdę, ale jednocześnie byłaby melodramatyczna i przesadzona. Wzięłam własne doświadczenia i zamieniłam je w amerykański epos – wyznała.
Co ciekawe, losy Ethel początkowo miały zostać opowiedziane w formie scenariusza filmowego. Dopiero później artystka zdecydowała, że lepszym medium będzie album, który pozwoli połączyć fabułę z emocjami ukrytymi w muzyce. Dzięki temu „Preacher's Daughter” przypomina bardziej film drogi albo amerykańską powieść gotycką niż zwykłą płytę.
Centralnym motywem albumu jest tytułowy dom w Nebrasce. Nie jest to jednak rzeczywiste schronienie, lecz symbol niespełnionej obietnicy lepszego życia. Sama Cain mówiła, że Nebraska miała być „samym środkiem Ameryki” – miejscem, wokół którego obraca się cała historia. To nie konkretny adres, lecz symbol bezpieczeństwa, którego bohaterka przez całe życie desperacko szuka.
Choć wiele osób próbuje zamknąć Ethel Cain w kategorii alternatywnego popu albo porównuje ją do Lany Del Rey, sama stanowczo odrzuca takie etykiety. Jak mówiła w rozmowie z „The Fader”, nie zależy jej na tworzeniu przebojów ani efektownych produkcji. Choć w jej muzyce można usłyszeć elementy dream popu, ambientu, slowcore'u, country, rocka i gospel, sama nie lubi, gdy sprowadza się ją do jednego gatunku. Znacznie ważniejsze od stylistycznych etykiet są dla niej opowieść i emocje.
– Nie chcę być znana jako ta laska, która napisała: „Jestem ci winna podbite oko i dwa pocałunki”. Chcę być znana jako dziewczyna, która napisała: „Bóg cię kocha, ale nie na tyle, żeby cię ocalić”.
To jedno zdanie właściwie streszcza całą twórczość Cain. Jej bohaterowie nie znajdują prostego odkupienia. Miłość nie zawsze zbawia, a religia częściej pozostawia rany niż przynosi ukojenie. Właśnie dlatego jej utwory często trwają sześć, osiem, a nawet dziewięć minut. Nie są budowane wokół chwytliwego refrenu, lecz stopniowo rozwijają napięcie, pozwalając słuchaczowi zanurzyć się w jej świecie.
Choć „Preacher's Daughter” jest jednym z najmroczniejszych albumów ostatnich lat, sama artystka przekonuje, że jego stworzenie miało terapeutyczny charakter. Początkowo był to – jak mówiła – rodzaj oskarżenia skierowanego wobec własnej matki. Z czasem jednak ich relacja zaczęła się zmieniać. Artystka wielokrotnie podkreślała, że pisanie nie było dla niej próbą rozdrapywania ran, lecz sposobem na ich oswojenie. Najtrudniejsze emocje znajdowały ujście w jej piosenkach, dzięki czemu w codziennym życiu łatwiej było zostawić je za sobą.
– Na początku ta płyta była jednym wielkim „pieprz się” skierowanym do mojej mamy. Później, dzięki rozmowom, nauczyłam się wybaczać. Nie wszystko da się usprawiedliwić, ale wiele rzeczy można zrozumieć – wyjaśniła.
Zmiana perspektywy wpłynęła również na dalszy rozwój całego projektu. Kolejne części planowanej trylogii mają opowiadać historię matki i babki Ethel, pokazując, że rodzinna trauma rzadko zaczyna się od jednego człowieka. Zwykle jest efektem historii przekazywanej z pokolenia na pokolenie.
Ta historia nie zakończyła się jednak na „Preacher's Daughter”. Wydany w 2025 roku eksperymentalny album „Perverts” pokazał bardziej mroczne i ambientowe oblicze artystki, natomiast „Willoughby Tucker, I'll Always Love You” okazał się prequelem jej debiutu, rozwijając historię bohaterów znanych już słuchaczom. Cain konsekwentnie realizuje swój plan stworzenia wielopokoleniowej opowieści o rodzinie naznaczonej traumą.
– Nie ma dobrych ani złych ludzi. Są tylko głęboko poranione osoby – tłumaczy.
Ten brak jednoznacznych ocen jest jedną z cech wyróżniających jej twórczość. Nawet najbardziej okrutni bohaterowie nie są wyłącznie potworami, a ofiary nie zawsze pozostają całkowicie bezsilne. Cain bardziej interesują mechanizmy przemocy niż proste podziały na dobro i zło.
Choć akcja jej utworów rozgrywa się w małych miasteczkach amerykańskiego Południa, trudno traktować je wyłącznie jako osobiste wspomnienia. Ethel Cain tworzy własną mitologię współczesnej Ameryki. W jej muzyce Ameryka staje się krajem opuszczonych przydrożnych motelów, kościołów, pól kukurydzy, stacji benzynowych i rodzinnych sekretów. Mit amerykańskiego snu zostaje tu zastąpiony opowieścią o przemocy, samotności i traumach dziedziczonych z pokolenia na pokolenie.
Nic dziwnego, że krytycy coraz częściej określają jej twórczość mianem "Southern Gothic", czyli nurtu, który od lat wykorzystuje mroczne historie rodzinne, religię i prowincjonalną Amerykę do opowiadania o lękach całego społeczeństwa. Nieprzypadkowo w jej piosenkach tak często pojawiają się motywy przydrożnych barów, opuszczonych domów, pól kukurydzy czy autostrad ciągnących się przez bezkresne krajobrazy. To właśnie tam, z dala od wielkich miast, Cain umieszcza swoich bohaterów i pokazuje drugą stronę amerykańskiego mitu.
(Fot. Mariano Regidor/Redferns/Getty Images)
Z czasem fenomen Ethel Cain wyszedł daleko poza scenę alternatywną. Wśród jej fanów znaleźli się m.in. Caroline Polachek i Florence Welch. Pierwsza przyznawała, że przez długi czas codziennie słuchała utworu „Crush”, druga zaprosiła ją do wspólnego wykonania piosenki „Morning Elvis”. O rosnącym znaczeniu artystki świadczył również fakt, że „American Teenager” znalazł się na liście ulubionych utworów Baracka Obamy z 2022 roku.
Jednocześnie artystka stała się jedną z nowych muz świata mody. Współpracowała z Givenchy, Marc Jacobs, Miu Miu i Enfants Riches Déprimés, pojawiała się na wybiegach oraz w kampaniach największych marek. Nie było to przypadkiem. Projektanci dostrzegli w niej nie tylko charakterystyczny wygląd, ale przede wszystkim spójną estetykę, która idealnie wpisała się w powrót gotyckich i romantycznych inspiracji.
(Fot. Pascal Le Segretain/Getty Images for Dior Homme)
Jej charakterystyczny styl, na który składają się długie jasne włosy, koronkowe suknie, krzyże, gotycka estetyka i elementy amerykańskiego folkloru, stworzył rozpoznawalny wizerunek, który dziś inspiruje tysiące fanek. Na koncertach jej publiczność często odtwarza ten styl, pojawiając się w koronkach, długich spódnicach, krzyżach czy ubraniach inspirowanych estetyką amerykańskiej prowincji. W ten sposób wokół artystki powstała społeczność, dla której moda stała się kolejnym sposobem opowiadania tej samej historii.
Sama artystka zapowiada, że historia Ethel Cain nie zakończy się na muzyce. W planach ma książkę i film rozwijające stworzone przez nią uniwersum. Wygląda więc na to, że opowieść, która zaczęła się w małym miasteczku na Florydzie, dopiero się rozpędza.