1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Podróże
  4. >
  5. Namibia: Ziemie odzyskane przez naturę

Namibia: Ziemie odzyskane przez naturę

(Fot. Anna Janowska)
(Fot. Anna Janowska)

Odsłuchaj artykuł

Anna Janowska - Namibia: Ziemie odzyskane przez naturę

00:00
15s
0,5 x
15s
Tam, gdzie wcześniej hodowano bydło, owce czy kury, dziś żyją nosorożce, oryksy, żyrafy. Przez ostatnie trzy i pół dekady Namibia zmieniła się nie do poznania. To nadal jeden z najmniej zaludnionych krajów na świecie, ale dziś można odnieść wrażenie, że to przyroda przejmuje we władanie tutejsze tereny. Jakim cudem ta przemiana była w ogóle możliwa?

Spis treści:

  1. Namibia: Przystanek 1. Jak ratuje się nosorożce
  2. Namibia: Przystanek 2. Kwiaty na Kalahari
  3. Namibia: Przystanek 3. Największe wydmy na świecie

Artykuł pochodzi z magazynu „Zwierciadło” 05/2026

Jak się za długo patrzy na żyrafę, to od cętek na jej skórze bolą oczy – mówi rangerka Vonia Moalusi, a jej splecione w warkoczyki włosy wymykają się spod kapelusza safari. – Tego samca nazywam latarnią morską naszego parku – śmieje się Vonia. Chciałoby się napisać, że skubiąca liście żyrafa ma za plecami bezkres sawanny, tymczasem pomiędzy akacjami biegnie… autostrada przecinająca Namibię z północy na południe.

Ten dwa i pół razy większy od Polski kraj zamieszkują tylko trzy miliony ludzi. Dominują tu bezkresne, nietknięte ręką człowieka krajobrazy.

– W górach jest zupełnie dziko, żyją tam gepardy, a właściciele urządzają polowania, choć rzadko, jako że stale rośnie liczba chętnych na safari – dodaje nieco tajemniczo Vonia. Jacy właściciele? Jakie polowania? Otóż jesteśmy w prywatnym rezerwacie, a polowania na własny użytek i na własnym terenie są dozwolone. Jeszcze w 2001 roku była tu wielka farma, hodowano bydło. Dziś 7300 hektarów ziemi porasta sawanna, biegają po niej żyrafy, zebry i impale.

Vonia Moalusi, rangerka z parku działającego przy Okapuka Safari Lodge (Fot. Anna Janowska) Vonia Moalusi, rangerka z parku działającego przy Okapuka Safari Lodge (Fot. Anna Janowska)

Namibia: Przystanek 1. Jak ratuje się nosorożce

Ten leżący niedaleko Windhuk, stolicy Namibii (można tu dolecieć z Warszawy liniami Ethiopian, z przesiadką w Addis Abebie), rezerwat idealnie wpisuje się w filozofię Namibii, która jako pierwszy kraj w Afryce włączyła ochronę środowiska do konstytucji zaraz po odzyskaniu niepodległości w 1990 roku.

Dziś ochronie podlega ponad 40 procent jej powierzchni, z czego parki narodowe stanowią „zaledwie” 17 procent. Reszta to rezerwaty komunalne, zarządzane na poziomie lokalnym, albo prywatne, jak ten, po którym oprowadza Vonia Moalusi.

Namibia postawiła na turystykę, chcąc uczynić z niej jeden z ważniejszych dochodów, a angażowanie lokalnej społeczności dzięki licznym projektom zarówno rządowym, jak i tym inicjowanym przez organizacje pozarządowe przynosi efekty. Brutalny przykład: 20 lat temu farmerzy odstrzeliwali około 800 gepardów rocznie, teraz około 150 sztuk. Nieopodal miejsca, gdzie skubie trawę „latarnia morska” tutejszego parku, znajduje się Okapuka Safari Lodge, ośrodek wypoczynkowy. Można się tu zatrzymać w jednym z luksusowych domków nad rzeką.

– Okapuka w języku Herero, jednego z rdzennych ludów Namibii, znaczy „małe zwierzę” – tłumaczy Vonia, a chwilę później z rozbrajającym uśmiechem dorzuca: – Moje ulubione zwierzę też jest małe i trudno je wypatrzeć. To otocjon wielkouchy, ma tułów lisa, ogon psa i małą głowę zwieńczoną wielkimi uszami, jak u nietoperza. Dzięki nim słyszy kryjące się pod ziemią owady.

Vonia milknie, gdy pokonujemy rzekę. Nurt jest rwący, dno zdradliwe. – Wczoraj utknęłam tu podczas safari, więc dziś wstałam przed świtem, żeby umyć samochód z błota. Głupia sytuacja, tym bardziej że cały czas muszę udowadniać, co umiem. Jestem jedyną kobietą rangerem w tym parku, i choć nie usłyszałam, że prowadzę jak baba, gdy chłopaki przyjechali z pomocą, to nadal pamiętam, że kiedy zaczynałam jako rangerka, wielu kolegów patrzyło na mnie z góry. Na szczęście dyrekcja parku mnie wspierała i to mi pomogło.

Białe nosorożce (Fot. Anna Janowska) Białe nosorożce (Fot. Anna Janowska)

Z krótkofalówki Voni nagle słychać trzaski i szumy – to z pewnością znak, że jakieś zwierzę jest blisko. I faktycznie, z wysokiej trawy wkrótce wyłaniają się charakterystyczne sylwetki, jakby wykute z szarego kamienia: samica nosorożca podnosi głowę, a jej wielki róg na nosie ukazuje się w pełnej okazałości. Zaraz za nim mniejszy, należący do nieodstępującego matki młodego. – To nosorożce białe, największe z pięciu gatunków tych zwierząt – objaśnia Vonia. – Przetrwały dzięki ponadstuletniej ochronie. I tak, w rzeczywistości nie są białe, tylko jasnoszare [śmiech].

Rangerka tłumaczy też, że na nieszczęście tych fascynujących zwierząt ich rogi są cenniejsze niż złoto. Według chińskich wierzeń to cudowny lek na wszystko i na dodatek afrodyzjak, co znacznie podwyższa ryzyko kłusownictwa.

– W niektórych parkach instaluje się im nadajniki satelitarne w rogach lub wręcz im się rogi ucina. My je zostawiliśmy, ale zwierząt dzień i noc pilnuje dwóch uzbrojonych strażników – kwituje. – Właścicieli parku kosztuje to fortunę. A żeby było ciekawiej, to wszystkie nosorożce w Namibii należą do państwa.

Kilka godzin później tę informację potwierdza Sebulon Chicalu, dyrektor Namibijskiej Organizacji Turystycznej NTB. Tak, to państwo jest właścicielem nosorożców w Namibii. I tak, Chicalu doskonale wie, ile konkretnie osobników żyje w jego kraju, ale nie podaje tej informacji, bo jest ona ściśle tajna. Szacunki mówią, że chodzi o około 1400 białych nosorożców, co daje Namibii drugie miejsce pod względem ich liczebności po RPA. Oraz około 2200 nosorożców czarnych, krytycznie zagrożonych wyginięciem. To jedna trzecia wszystkich żyjących przedstawicieli tego gatunku na Ziemi.

– Im mniej o nosorożcach mówimy, tym mniej wiedzą kłusownicy. Chociaż oczywiście mają swoje sposoby. Ale staramy się, jak możemy, im nie pomagać i chronić nosorożce – dodaje Sebulon Chicalu. Wszystko, by nie dopuścić do powtórki z 2022 roku, kiedy aktywność kłusowników w Namibii się podwoiła – zginęło wtedy aż 87 nosorożców. Możliwe, że przenieśli się tu z przetrzebionego Parku Narodowego Krugera (należącego do graniczącego z Namibią RPA). Od tamtej pory wszyscy są w stanie gotowości: od ministerstwa, poprzez organizację Save the Rhino czy International Rhino Foundation, które oferują m.in. „adopcję” nosorożca, po WWF i strażników.

Niezwykłe gniazda tkaczy społecznych (Fot. Anna Janowska) Niezwykłe gniazda tkaczy społecznych (Fot. Anna Janowska)

Namibijski program opieki nad czarnymi nosorożcami rozpoczął się w 1993 roku, gdy pierwsze sześć zwierząt przeniesiono na siedliska prywatne w ambitnym celu odrodzenia populacji. Po 27 latach obejmuje on już 560 zwierząt w 35 miejscach. Jeżeli natomiast chodzi o nosorożce białe, zaledwie jedna czwarta z nich żyje w parkach narodowych. Pozostałe w około 85 prywatnych ranczach i rezerwatach. Również dzięki „prywaciarzom” Namibia ma spore sukcesy w odradzaniu zagrożonych gatunków. Poza nosorożcami może się pochwalić największą na świecie populacją gepardów oraz rosnącą populacją słoni i swobodnie wędrujących lwów.

Namibia: Przystanek 2. Kwiaty na Kalahari

Cztery godziny jazdy autem i jestem w namibijskiej części Kalahari – największego pasa piasku na planecie, zajmującego 1,6 miliona kilometrów kwadratowych i rozciągającego się od południowo-wschodniej Angoli, przez wschodnią Namibię i zachodnią Botswanę, aż po północną część RPA.

Kryje się tu jeden z namibijskich prywatnych rezerwatów – Gondwana Kalahari Park założony przez Gondwana Collection, najstarsze biuro podróży w Namibii, pioniera tutejszej turystyki. Pierwsze rezerwaty przyrody założyciele Gondwany zaczęli tworzyć już pięć lat po odzyskaniu przez Namibię niepodległości. Ten, w którym jestem, ma prawie 100 kilometrów kwadratowych, leży na uboczu, z dala od parków narodowych, więc je niejako dopełnia. Wcześniej była tu farma zwana Anib i podobnie jak ziemie wokół należała do niemieckiego księcia Friedricha Hermanna zu Solms-Barutha (właściciela m.in. zamku w Kliczkowie), który jako przeciwnik Hitlera schronił się na tych terenach podczas wojny.

Gdy w 2004 roku Gondwana odkupiła od spadkobierców farmę, zakończono hodowlę owiec, rozebrano wewnętrzne ogrodzenia i stworzono wodopoje mające przyciągnąć dzikie zwierzęta.

Na gościnne ziemie powróciły majestatyczne oryksy południowe, strusie czy płochliwe springboki, czyli skoczniki antylopie – parzystokopytne, które nie tylko potrafią wykonywać skoki długie na cztery metry, ale też rozpędzają się do zawrotnych 88 kilometrów na godzinę, co plasuje je w pierwszej dziesiątce najszybszych zwierząt lądowych.

Wszystkie działania na rzecz ochrony przyrody Gondwana finansuje z dochodów z ekologicznej działalności hotelarskiej, tak więc sercem parku jest Kalahari Anib Lodge i obozowisko zwane Camping 2go z wielkimi, w pełni wyposażonymi namiotami. Firma jest też mocno osadzona w lokalnych społecznościach i nie tylko zatrudnia ich członków, ale też konsultuje z wioskowymi starszyznami swoje działania. Wspiera miejscowe dzieci, sponsorując im po pierwsze, plecaki szkolne (od 2017 roku rozdano ich już 190 tysięcy sztuk), po drugie, posiłki. Opiekuje się też drzewami kołczanowymi. To jedne z najwyższych gatunków aloesu, symbol Namibii, zagrożony wyginięciem z powodu susz i ocieplenia klimatu.

Konary 800-letnich akacji w Martwej Dolinie (Fot. Anna Janowska) Konary 800-letnich akacji w Martwej Dolinie (Fot. Anna Janowska)

O Kalahari zwykło się mówić jak o półpustyni. Z jednej strony porasta ją sawanna, a z drugiej – ze względu na letnie upały, sięgające 45 stopni Celsjusza (od listopada do lutego), i piaszczystą glebę, mało jest tu wody powierzchniowej.

W porze deszczowej, od lutego do kwietnia, pada niemal codziennie. Na ogół jest to kilka kropli, ale niekiedy bywa potop. W czasie wielkich deszczów rzeki podtapiają drogi, a sawanna staje się zielona.

Tym razem tonie cała w żółtych kwiatkach. Gerth, kierowca, z którym podróżuję, pochodzący z najstarszego namibijskiego ludu Sana posługującego się językiem mlasków (przez niemieckich kolonizatorów nazwanych buszmenami), mówi, że tak zieloną Namibię ostatni raz widział dziesięć lat temu. Podziwiać tu można również ogromne gniazda tkaczy społecznych, które na wątłych akacjach budują z traw potężne konstrukcje wyglądające, jakby ktoś zrzucił na drzewo stóg siana. Im gniazdo starsze, tym ciemniejsze, większe i cięższe. Czasem drzewa nie wytrzymują i łamią się, a niezrażone tym ptaki odzyskują źdźbła i tkają z nich nowy dom.

Namibia: Przystanek 3. Największe wydmy na świecie

Wreszcie trzeci krajobraz, kompletnie inny niż zielona sawanna. Nie ma na naszym globie starszej pustyni niż ta – Namib liczy aż 80 milionów lat, ciągnie się przez całą niemal długość Namibii, a nazwa pochodzi od słowa znaczącego w języku ludu Nama „olbrzymi” albo „miejsce, gdzie nic nie ma”. Na jej skraju leży ekologiczna osada Desert Grace – przeznaczone dla turystów 24 domki z widokiem na skamieniałą wydmę zbudowane są z dobrze izolujących od upałów worków z piaskiem zamiast cegieł (choć, szczerze powiedziawszy, tego nie widać, ściany jak ściany).

Blisko stąd do bram największego w Afryce Parku Narodowego Namib-Naukluft chroniącego niezwykłe pomarańczowe wydmy w Sossusvlei, jedne z najwyższych na świecie, liczące ponad 300 metrów wysokości. To wśród nich kryje się słynna atrakcja turystyczna Namibii: Deadvlei, czyli Martwa Dolina – płaska jak patelnia przestrzeń, z której dramatycznie sterczą rozczapierzone konary 800-letnich akacji.

A na koniec jeszcze ciekawostka. Namib warto zwiedzać nie tylko w dzień, ale także po zachodzie słońca, by obserwować nocne niebo nad pustynią. Jest wspaniale widoczne gołym okiem również dzięki temu, że w rzadko zaludnionej Namibii zanieczyszczenie światłem jest niewielkie. Tak doskonale Drogę Mleczną widać w niewielu zaledwie miejscach na Ziemi. Warto też znaleźć Krzyż Południa oraz wyglądającą jak świetlna chmurka najbliższą nam galaktykę, czyli Wielki Obłok Magellana.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE