Izabela Nowakowska-Teofilak - Przemęczony mózg nie marzy o Seszelach. Psychiatra wyjaśnia, co naprawdę jest mu potrzebne do zdrowia
00:00
Szanse, że roślina niepodlewana przez pół roku nagle ożyje, gdy zaczniemy ją nawadniać i wystawiać na słońce, są niewielkie. Nie ma się więc co dziwić, że organizm, o który nie dbamy na co dzień – licząc, że urlop wszystko załatwi – także odmawia posłuszeństwa. O konsekwencjach rabunkowego gospodarowania zasobami swoich komórek mózgowych – mówi prof. Marek Krzystanek ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.
- Nadmiar informacji, ciągły pośpiech i życie online sprawiają, że coraz więcej osób funkcjonuje w stanie przewlekłego zmęczenia.
- Jak tłumaczy prof. Marek Krzystanek, organizm ma biologiczne granice, których nie da się oszukać ani „nadrobić” dwutygodniowym urlopem.
- Zdaniem psychiatry to właśnie przemęczenie i brak regeneracji mogą prowadzić do lęku, wypalenia zawodowego i utraty zdolności odczuwania przyjemności.
- Ekspert wyjaśnia również, dlaczego codzienny odpoczynek jest ważny i co naprawdę pomaga odzyskać energię psychiczną.
Wywiad pochodzi z magazynu „Sens” 07/2025
Izabela Nowakowska-Teofilak: Czy w czasach Internetu, smartfonów, bombardujących nas nieustannie informacji i notorycznego przebodźcowania potrafimy jeszcze odpoczywać, wyciszać swój mózg?
Marek Krzystanek: Przede wszystkim ludzie na co dzień nie zdają sobie sprawy z tego, że projekt ich ciał nie jest tak współczesny jak narzędzia, które sami tworzą.
Rozwój technologiczny od wieków postępuje o wiele szybciej niż ewolucja.
Dawniej żyliśmy w niewielkich grupach zbieracko-łowieckich i biologicznie wciąż jesteśmy na tym etapie, ponieważ zmiany ewolucyjne dokonują się w perspektywie nie setek czy tysięcy, ale milionów lat. Musimy więc to zaakceptować i dostosować się do tego. Możemy oczywiście udawać, że jest inaczej, zmuszać swoje mózgi do nieustannego wysiłku, ale wcześniej czy później organizm się zbuntuje i zacznie dyktować własne warunki, bo ma on po prostu biologiczne granice, które musimy respektować, czy nam się to podoba, czy też nie.
Nie bez kozery każda dziedzina medycyny formułuje pewne zalecenia pozafarmakologiczne, których powinniśmy przestrzegać, jeżeli chcemy być zdrowi. Wynikają one właśnie z projektu naszego organizmu, tego, czego potrzebujemy, by właściwie funkcjonować, a u podstawy tych potrzeb znajdują się zalecenia higieny psychicznej i higieny snu.
A jak się kończy nieprzestrzeganie tych zaleceń?
Postęp cywilizacyjny przyniósł nam choćby epidemię lęku. Niektórzy jej przyczyny upatrują w zalewie informacji, które w większości budują poczucie zagrożenia. Ale napady lęku świadczą o tym, że doszło do niedoczynności pewnego podzespołu mózgu, który zajmuje się regulowaniem emocji. Mam na myśli układ serotoninowy, nazywany również układem radości. Jest on odpowiedzialny za to, żebyśmy się skutecznie adaptowali do codziennego życia, do różnych stresorów, trudnych sytuacji wokół, ale też za to, żebyśmy odczuwali radość. Jeżeli układ ten jest przeciążony, staje się niewydolny i przestaje spełniać swoje funkcje. W rezultacie tracimy dobry humor, przestajemy kontrolować swoje myśli, działania, trudno nam się skupić.
Dodatkowo, kiedy układ serotoninowy słabnie, do głosu dochodzi równoważony przez niego układ strachu i ciało migdałowate zaczyna wytwarzać lęk bez powodu, co skutkuje napadami paniki. A zatem stany lękowe są ostatnią kostką domina, która w tej całej układance się przewraca. Kluczowe jest to, by nie przemęczyć układu serotoninowego. Dlatego trzeba przede wszystkim znać potrzeby swojego organizmu i wiedzieć, jak z nim postępować.
Coraz więcej osób przyznaje, że kiedy czuje dyskomfort psychiczny albo wyczerpanie, sięga po smartfon i zaczyna przeglądać media społecznościowe, by się zrelaksować. To dobra droga?
To forma ucieczki, podobnie jak alkohol, narkotyki czy pornografia. Wybór takiej drogi jest jednak zupełnie zrozumiały, jeżeli uświadomimy sobie, że żyjąc w stanie permanentnego pobudzenia, przemęczenia i przebodźcowania, w końcu stajemy się nieodporni na stresory, z którymi w tak zwanym cywilizowanym świecie każdego dnia się spotykamy. A naturalną reakcją ludzi na poczucie zagrożenia jest ucieczka, na przykład w różne uzależnienia chemiczne czy behawioralne, albo agresja. Debatujemy coraz częściej nad tym, skąd jej tyle we współczesnym świecie.
Zastanawiamy się, dlaczego ludzie są wobec siebie tacy wrodzy, dlaczego dochodzi do brutalnych ataków, co sprawia, że przestajemy kontrolować swoje emocje, zaczynamy być agresywni i wulgarni. A tymczasem odpowiedź jest prosta: źródłem tego wszystkiego jest przemęczenie i nierespektowanie granic swojego organizmu.
Nie przyspieszymy ewolucji, to współczesny świat trzeba dostosować do potrzeb ludzi.
Brzmi to trochę jak utopia. Nie wiem, co musiałoby się stać, żeby wyhamować czy choćby spowolnić współczesne tempo życia.
Utopią jest wyobrażanie sobie, że możemy być cały czas na bieżąco, że jesteśmy w stanie bez przerwy gonić króliczka. Organizm nie negocjuje, nie pójdzie nam na rękę i nie dostosuje się do tego, co sobie wymyśliliśmy, jeśli na tym etapie ewolucji przekracza to jego możliwości. Proszę spróbować podyskutować ze swoimi napadami lęku, wytłumaczyć im, żeby nie nawracały.
Jeżeli ktoś przemęczy mięsień podnoszeniem zbyt dużych ciężarów, to dojdzie do jego uszkodzenia i przestanie mu służyć. Tak samo dzieje się z naszym mózgiem, gdy jest nadużywany, zmuszany do pracy ponad siły. Jego komórki w pewnym momencie odmawiają posłuszeństwa i przestają nas słuchać.
Dlatego często mówi pan o tym, że powinniśmy odpoczywać tyle samo godzin, ile pracujemy. Tylko jak zachować taką równowagę, skoro lista obowiązków każdego dnia jest dłuższa niż doba?
Zasada, którą pani przytoczyła, to z medycznego punktu widzenia układ idealny dla naszego organizmu, ale można ją uprościć. Generalnie chodzi o to, by za każdym razem, kiedy odczuwamy zmęczenie, pozwolić sobie na odpoczynek i zregenerowanie sił.
Wyobraźmy sobie, że nasz mózg jest koniem, który pracuje w polu. Jeśli po wykonanym zadaniu zrobimy przerwę, damy mu jabłko, poklepiemy go i pochwalimy, chętniej ruszy do kolejnego zadania i będzie je wykonywał bardziej wydajnie niż koń nieustannie poganiany batem.
Nasz organizm składa się z ponad 30 bilionów komórek. Zarządzamy więc naprawdę ogromnym gospodarstwem i naszą rolą jest właściwie o nie dbać.
Żeby być dobrymi gospodarzami swojego ciała, musimy uświadomić sobie, że komórki są biologicznymi istotami, które mają pewne granice swojej pracy, a kiedy się zmęczą, musimy tym „koniom”, które ciągną wóz naszego życia, dać czas na to, żeby mogły się zregenerować. I, co równie ważne, powinniśmy każdorazowo nagrodzić je za wykonaną pracę. Nasz mózg funkcjonuje dla nagród, praca bez nagrody nie ma dla niego żadnego sensu.
Czy na przykład perspektywa dwutygodniowego urlopu w wakacje jest dla niego odpowiednią motywacją?
Jeśli ktoś myśli, że może przez pół roku intensywnie pracować i zmuszać mózg do nieustającego wysiłku, a później przez dwa tygodnie odpoczywać i wszystko wróci do normy, to niestety – żaden organizm tak nie działa.
Wyobraźmy sobie roślinę, której nie podlewamy przez pół roku, a potem, kiedy już uschnie, zaczniemy ją obficie nawadniać i wystawimy na słońce, licząc, że pod wpływem tych wszystkich dobrodziejstw odżyje; szanse na sukces będą niewielkie.
Podobnie jest z naszym mózgiem, bo w głębi czaszki znajduje się dokładnie taka sama istota jak ten kwiatek. Jeśli nie będziemy każdego dnia nagradzać tego naszego metaforycznego konia marchewką, a zamiast tego zawiesimy ją na kiju z nadzieją, że będzie za nią biegł tak długo, jak to sobie zaplanowaliśmy – w pewnym momencie wkroczy biologia i mózg powie: stop, ty sobie możesz wymyślić taką cywilizację, w której będziesz pracował bez końca, ale ja tego nie będę robił, odmawiam posłuszeństwa.
To nie dzieje się nagle, raczej jest stopniowo postępującym procesem. Do czego ostatecznie prowadzi?
Jeżeli nie damy naszym komórkom zregenerować się po wysiłku, to dług zmęczenia będzie narastał, a mózg będzie coraz mniej wydolny. Znam osoby, które nigdy nie są wypoczęte, bo od dawna nie regenerują w pełni możliwości swojego mózgu i funkcjonują codziennie na ostatniej rezerwie. Nazywa się to zespołem przewlekłego zmęczenia lub wypalenia zawodowego, ale z medycznego punktu widzenia są to określenia na przewlekłą neurastenię, czyli przemęczony mózg. Rabunkowym gospodarowaniem zasobów swoich komórek mózgowych możemy się doprowadzić do bankructwa energetycznego, a wtedy nie pomogą ani Seszele, ani atrakcyjny pobyt na kole podbiegunowym, bo tak wypaleni ludzie nie są już w stanie odczuwać przyjemności, radości, mają trudności w skupieniu się, wszystko ich drażni i bez względu na ilość snu nie czują się wyspani.
Podczas studiów medycyny chińskiej spotkałem się z poglądem, który trudno udowodnić naukowo, ale jest zgodny z moją intuicją i doświadczeniem klinicznym. Mówi on o tym, że człowiek ma odnawialny i nieodnawialny rezerwuar energii.
Do regeneracji tego pierwszego potrzebne są odpoczynek i sen. Jeżeli jednak nie uzupełniamy tych zasobów, organizm zaczyna czerpać z nieodnawialnych źródeł energii. Wykorzystując te rezerwy, skracamy swoje życie, dlatego tak ważna jest kosmetologia psychiatryczna, czyli umiejętność pielęgnowania swojego mózgu i zdrowia psychicznego.
Skoro dwutygodniowe wakacje na Seszelach nie są atrakcją dla przemęczonego mózgu, to co go cieszy?
Jeszcze raz powtórzę: nasz mózg przede wszystkim potrzebuje, żebyśmy po każdym wysiłku dali mu chwilę odpoczynku i nagrodę. Jej wybór jest kwestią indywidualną, bo każdego z nas cieszy coś innego.
To nie musi być nic wielkiego, wystarczy, że to coś da nam radość, sprawi przyjemność, zbliży nas do realizacji naszych potrzeb i pozwoli na realizowanie pragnień. Ja na przykład wypracowałem sobie zasadę, że kiedy coś robię, chwalę sam siebie, mówiąc: superrobota, świetnie. I to działa.
Ale dla kogoś nagrodą może być: długa kąpiel w wannie, przeczytanie książki, posłuchanie muzyki, wyjście na spacer, telefon do kogoś bliskiego, zamknięcie na chwilę oczu albo po prostu przeciągnięcie się na krześle podczas pracy.
A jeśli myślimy o czynnościach, powiedzmy: bardziej skomplikowanych – to co by to mogło być?
Przyjemnościami dla mózgu są też: zdobywanie wiedzy czy umiejętności, poznawanie nowych ludzi, poszukiwanie sensu swojego życia, bycie w kontakcie ze światem, doświadczanie go. I oczywiście satysfakcjonujący seks. W medycynie chińskiej istnieje przekonanie, że energia seksualna jest energią życiową i źródłem kreatywności, a to oznacza, że jakość i długość naszego życia jest od niej zależna.
Potwierdza to również współczesna medycyna, ponieważ z badań wynika, że u kobiet, które w starszym wieku prowadzą satysfakcjonujące życie seksualne, rzadziej diagnozuje się nowotwory jelita grubego, szyjki macicy i piersi, a także problemy kardiologiczne.
To pokazuje wyraźnie, jak ważne jest to, żeby nasze stado bilionów komórek było zadowolone, a żeby uzyskać taki efekt – nie trzeba wcale jakichś wielkich rzeczy.
Wielka nagroda raz na jakiś czas nie ma wcale sensu?
Oczywiście planowanie spektakularnych prezentów może być potężnym motywatorem do tego, żebyśmy realizowali jakiś projekt przez dłuższy czas. Ważne jest jednak, by się nie oszukiwać, i kiedy wykonamy wreszcie długofalowe zadanie, nie mówić sobie: teraz zadowolę się czymś mniejszym, a tę wymarzoną nagrodę, dla której tak ciężko pracowałem, dam sobie jednak innym razem. Jak już wspomniałem, organizm skrupulatnie rozlicza nas z niedotrzymywania obietnic.
Dorosłość polega między innymi na tym, że sami musimy dbać o siebie, a to jest wielka odpowiedzialność. Wbrew temu, co nam się wydaje, nikt nam nie podziękuje za to, że się przepracowaliśmy, natomiast na pewno poniesiemy tego konsekwencje. Więc, zamiast czekać, aż ktoś przyjdzie i powie: „świetnie pracowałeś, teraz możesz odpocząć”, po prostu zrób sobie przerwę.
Marek Krzystanek, dr hab. nauk medycznych i nauk o zdrowiu, profesor badawczo-dydaktyczny, seksuolog i psychoterapeuta poznawczo- -behawioralny, kierownik Katedry i Kliniki Rehabilitacji Psychiatrycznej Wydziału Nauk Medycznych ŚUM w Katowicach