Pozornie mają lekkie, przyjemne życie, dlaczego więc unikają wszystkiego, co może ich zmęczyć? Rezygnują z pracy, a nawet angażowania się w relacje. Nazywani są pokoleniem „ani – ani”, bo ani nie chcą pracować, ani uczyć się. Skąd bierze się ten lęk przed zmęczeniem, przecież można odpocząć? – zastanawia się psychoterapeuta Kacper Stengert.
- Młodzi dorośli boją się zmęczenia, a jednocześnie ciągle są wyczerpani. Na ich kondycję psychiczną i fizyczną wpływa częstotliwość korzystania z możliwości oferowanych przez nowe technologie.
- Kacper Stengert, psychoterapeuta, psycholog i coach zauważa, że młodzi, „robiąc jedno, odkrywają coś kolejnego i tkwią w sieci jak chomik w kołowrotku; i nie mogą przestać”.
- Młodym ludziom nie pomaga również współczesna kultura produktywności i porównywanie się z innymi.
- Tym, co rzeczywiście może pomóc, jest aktywność fizyczna i kontakt z bliskimi, znajomymi, w tzw. realu, a nie poprzez kliki i polubienia – zauważa ekspert.
Artykuł pochodzi z magazynu „Sens” numer 1/2026.
Beata Pawłowicz: Dlaczego młode pokolenie boi się zmęczenia? Podobno unika wszystkiego, co angażuje.
Kacper Stengert: Można powiedzieć, że to uwypuklenie sztampowych problemów, które dotykają już nastolatków. Są one konsekwencją relatywnego wzrostu komfortu w życiu codziennym. Młodzi ludzie mają nieograniczony dostęp do wielu rzeczy – do morza informacji, do coraz bardziej zaawansowanych telefonów i komputerów, coraz szybszego Internetu i tysiąca możliwości, jakie to stwarza. Jedną z nich jest chociażby e-commerce, co daje szansę na szybki i łatwy zarobek online. Ten styl życia wyraża się w hasłach takich jak: „z wolności trzeba korzystać”. No i to korzystanie okazuje się męczące.
Zmęczenie to efekt rozwoju technologii i wzrostu dobrobytu, czyli ułatwień?
To efekt tego wszystkiego. Klęska urodzaju polega na tym, że można robić dużo różnych rzeczy online’owo – od nauki przez rozrywkę, gry, filmy, aktywności związane z mediami społecznościowymi do zajmowania się czymś, co może być dochodowe. Nie ma więc powodu, by robić coś innego, gdzie indziej i inaczej. Efekt jest taki, że wszyscy przesiadują wiele godzin dziennie przed ekranami smartfonów, laptopów czy tabletów, na których odbywają się te ich rozmaite aktywności. Dla mózgu i ciała to jest niezwykle wyczerpujące.
Mówimy o przebodźcowaniu jako źródle zmęczenia?
Raczej o krańcowym zmęczeniu materiału! Trzeba pamiętać, że aplikacje, programy, gry, cała ta infrastruktura cyfrowa, która w teorii ułatwia i umila korzystanie z mediów, jest tak zaprojektowana, żeby utrzymywać uwagę i skupiać ją w coraz większym stopniu, co staje się fizycznie wycieńczające. I młodych dorosłych męczy właśnie ta nadmiarowość, ten ogrom możliwości, zwłaszcza że nie mają jeszcze na tyle rozwiniętego systemu nerwowego, by umieć powiedzieć: „Dość! Tego już nie będę robić”. A robiąc jedno, odkrywają coś kolejnego i tkwią w sieci jak chomik w kołowrotku; i nie mogą przestać.
Temu zatraceniu młodych sprzyja to, że naturalnie i instynktownie szukają granic możliwości, dlatego chcą więcej, mocniej, intensywniej. A ponieważ z racji wieku mają większą wytrzymałość niż dorośli, dużo później niż oni natrafią na swoje granice.
I tak ten „relatywny dobrobyt”, to całe bogactwo, które mają pod ręką o każdej porze dnia i nocy, odbija się im czkawką. Ci, którym pomagałem się z tego wydostać, byli zazwyczaj kompletnie rozstrojeni życiowo.
Jak można im pomóc i co może im pomóc? Na przykład brak Internetu?
Młodzi ludzie dorastali już w komfortowym chaosie. Napędzała go praca rodziców, ich imprezy, wakacje, szkolenia, w tym czasie dzieci uczęszczały na wiele dodatkowych zajęć. Intensywny styl życia i ambicje oraz obowiązki domowe pochłaniały dorosłym tyle energii i zajmowały tyle uwagi, że nie wystarczało jej na zwyczajne rozmowy czy zabawę z dziećmi. Młodzi dorośli nie otrzymali więc od rodziców ani poczucia stałości, ani tyle uwagi i czasu, aby wyrosnąć w poczuciu bezpieczeństwa i swobodnego bycia. W skrajnych przypadkach nawet regularne posiłki czy odpowiednia ilość i jakość snu nie były w ich życiu pewne. Chowani w pozbawionym prawdziwie bliskich relacji chaotycznym dobrobycie, funkcjonowali w świecie online, tylko telefon i aplikacje definiowały ich codzienność i rytm dobowy. A to przypomina ucieczkowe uzależnienie.
Trudno zrozumieć, jak w tym e-chaosie może być realizowane korzystanie z wolności.
Trudno mówić o wolności, skoro mając dostęp do tak zwanej cyfrowej substancji, młodzi dorośli często wypełniają nią wszystko.
Myślą więc, że już nie potrzebują zwykłych kontaktów społecznych czy jakiejkolwiek aktywności fizycznej. W domu, w komunikacji miejskiej, wszędzie odcinają się od realu na tyle, na ile otoczenie im na to pozwala, uciekając w „łatwy” świat wirtualny.
Jeżeli ktoś tak funkcjonuje miesiącami, a nawet latami, to nic dziwnego, że w pewnym momencie jest rozstrojony, bo to nie jest naturalne dla człowieka.
Młodzi byliby mniej zmęczeni, gdyby pocili się, zbierając jabłka lub chociażby pracując w sklepie, zamiast scrollować czy grać w sieci?
Zapewne, bo aktywność fizyczna jest niezbędna do życia, paradoksalnie zmęczenie fizyczne to warunek wypoczynku i regeneracji organizmu. Fizjologicznie umożliwia przejście ze stanu mobilizacji i aktywności w stan odpoczynku i – co najważniejsze – regeneracji organizmu. Jeśli przed położeniem się spać nie zaznamy wysiłku, nadal jesteśmy w trybie działania. Mamy wtedy trudności z zasypianiem i budzimy się w nocy, bo towarzyszy nam wciąż nieświadome poczucie, że musimy działać, a nawet: walczyć, uciekać czy przetrwać. Jeżeli gdy nie możemy zasnąć czy budzimy się w nocy, mamy pod ręką jakieś medium w postaci telefonu czy laptopa, które umożliwi nam realizację tego pobudzenia przez scrollowanie czy przeszukanie informacji, to dodatkowo wzmacniamy tę aktywizację.
Ciągła stymulacja umysłu, myślenia, pracy mózgu bodźcami z ekranów jest tak naprawdę wysiłkiem i stresem dla układu nerwowego. Dlatego jeśli młodzi po godzinach spędzonych przed ekranem nie pójdą pobiegać czy uprawiać jakiś sport i nie wypocą, jak można by powiedzieć, hormonów stresu, nie będą mogli realnie odpocząć.
Młodzi mają bardziej wytrzymałą fizjologię, która im to nadużywanie siebie rekompensuje, ale tylko do czasu. Można ich sytuację porównać do piłowania nowego samochodu na wysokich obrotach na zasadzie: „bo mogę”.
Boją się zmęczenia, bo wciąż są zmęczeni, a pomóc im może po prostu wysiłek fizyczny?
Kiedy ktoś regularnie korzysta z jakiejkolwiek niewyczynowej aktywności fizycznej, typu: siłownia, rower, basen, czy też gdy bierze udział w sadzeniu drzew w ramach wolontariatu lub wyprowadzaniu psów ze schroniska na spacery, siłą rzeczy ma więcej okazji i powodów do realizacji potrzeby kontaktów społecznych. Do współpracy, zabawy, po prostu bycia razem. Natomiast gdy ktoś realizuje tę potrzebę tylko poprzez lajkowanie, komentowanie czy czatowanie, tak naprawdę izoluje się od ludzi. Bo w ten sposób można jedynie wirtualnie stymulować się kontaktem, różnymi wyobrażeniami, ale nie nasycić się nim w pełni. To możliwe, tylko jeśli ludzie spotykają się na żywo: patrzą sobie w oczy, dotykają się, czują swój zapach, słyszą siebie tu i teraz, doświadczając żywej obecności drugiego człowieka.
Kiedy wspólnie coś robimy, uczymy się być blisko i to nam daje poczucie bezpieczeństwa i przynależności – co jest nie do przecenienia, jeśli chodzi o zdrowie psychiczne. Dopiero zaspokojenie tych potrzeb stwarza przestrzeń na oddech, na ulgę, na prawdziwy relaks. Nic więc dziwnego, że młodym dorosłym, którzy żyją przez lata w izolacji medialnej, towarzyszą napięcie i lęk.
Na czym polega trudność z powrotem do relacji w realu?
Osoby, które wychodzą z e-izolacji, mogą być nadwrażliwe. Wszystko wydaje się im intensywne, bo już sama obecność innych jest tak odbierana. To zniechęca ich do pozostania z ludźmi i zachęca do wycofywania się z powrotem w świat wirtualny. Mogą im pomóc bliscy i przyjaciele, tworząc harmonijną atmosferę, która ułatwia wchodzenie w interakcje, adaptowanie się do życia w realu.
Kiedy wracamy do „normalnego” życia, potrzebujemy kilku dni czy nawet tygodni codziennego przebywania z ludźmi, chociażby w jednym domu, robienia różnych rzeczy nawet niekoniecznie razem, ale przynajmniej obok innych. Ktoś może oglądać telewizję, ktoś inny czytać książkę, a jeszcze kolejny po prostu być. Dzięki temu układ nerwowy osobie powracającej z e-izolacji będzie się synchronizować z układami nerwowymi pozostałych i powoli zacznie ona czuć się bezpiecznie. Warunkiem jest jednak to, by otaczające e-izolacjonistę osoby były w psychicznej równowadze. Bo jeśli będą pełne lęków, napięcia, będą agresywne i impulsywne, te ich emocje mogą się udzielić i e-izolacjonista nie będzie chciał pozostać w realu.
Czy kultura harowania i produktywności, w której wyrośli młodzi dorośli, nie wpłynęła na to, że oni tak bardzo boją się zmęczyć, ale też żyć w realu?
To prawda, że ci młodzi rośli w przekonaniu, że będą musieli harować, bo przecież widzieli, jak zamęczali się ich rodzice. Co więcej, nawet gdy tego bardzo nie chcieli, półświadomie ich naśladują, przybierając postawę człowieka, który wciąż jest w trybie mobilizacji. To tylko nawykowa poza, ale i tak męcząca. Na pewno więc kultura produktywności, powszechna zwłaszcza w dużych miastach, nakłada się na problemy młodych.
Do tego dochodzi presja społeczna: kult sukcesu pogłębiany przez media, w których inni wciąż demonstrują różnego rodzaju osiągnięcia. Młodzi dorośli, jako szczególnie wrażliwi na takie wpływy, czują presję, żeby tym mniej lub bardziej fikcyjnym autokreacjom dorównać.
Wpadają więc w przedłużające się stany depresyjne, odczuwając wykańczającą bezsilność, bo oni nie mają pomysłu, jak sprostać wszechogarniającej presji popularności. To często są jedynie wirtualne iluzje, które jednak, w wyniku braku doświadczenia życiowego, łatwo potraktować jako wyznaczniki.
No i mamy przepis na kryzys zdrowia psychicznego.
Młodzi przeżywają wszelakie stresy związane z wchodzeniem w dorosłość w społeczności, w której rozpadają się relacje międzyludzkie. Indywidualizm i kultowe dbanie o to, żeby każda odrębna osoba miała dobrze, odbyło się kosztem rodzin. Dawne wielopokoleniowe wspólnoty rodzinne dawały pogłębione poczucie bezpieczeństwa, były miejscem wymiany doświadczeń, bycia ze sobą blisko w dobrej atmosferze, a więc także odpoczynku. Stres młodych ludzi jest wynikiem upadku dawnej obyczajowości, tego, że rzadziej się spotykamy, choćby z okazji świąt. Nie służy im postępująca indywidualizacja, która przybiera obecnie często postać narcystyczną, bo też jest komercyjnie popularyzowana w mediach.
Brak prawdziwych wspólnot to deficyt, który powoduje, że ludzie przyzwyczajają się do pozornego, powierzchownego życia, które nie daje im poczucia bezpieczeństwa, a więc także okazji do wytchnienia.
A wokół wiele okazji do doświadczania niepewności?
Nieograniczony dostęp do informacji sprawia, że wszyscy słyszymy o globalnych problemach: wojnach, zagrożeniach klimatycznych. No to nic dziwnego, że młodzi ludzie są zmęczeni. Bezpośrednio dotyka ich rewolucja cyfrowa, obyczajowa, tożsamościowa... Dlatego na przykład z pracą powinni oswajać się stopniowo – tak jak na siłowni zacząć od małych obciążeń. Nie od razu cały etat, bo dla nich na początek osiem godzin to może być zbyt dużo. Warto, by nauczyli się gospodarować swoimi siłami, stopniowo zwiększali intensywność pracy, zaczynając od jednej czwartej etatu, potem pół i na końcu cały. W ten sposób będą mieli okazję zauważyć, jak gromadzą stres w wyniku pracy, jak mniej lub bardziej efektywnie mogą go rozładowywać, i też pełniej odpoczywać.
To może być przeciwwagą do tego, co widzieli jako dzieci znerwicowanych i zapędzonych rodziców, czyli tego, co ich odstraszało od realnego świata pogrążonego w kulturze harowania i skłaniało do zamieszkania w świecie wirtualnym jako wygodniejszym, ale też samorzutnie bardziej pochłaniającym.
Kacper Stengert, psychoterapeuta, psycholog, coach. Pracuje w Instytucie Psychoimmunologii, ukierunkowany jest na nurt psychodynamiczny, ale wykorzystuje też nurt integracyjny. Autor kursów i warsztatów; kacperstengert.pl