Moda na kryminał nigdy nie przeminie. Zawsze będziemy chcieli poznać odpowiedź na pytanie „kto zabił?”. Zwłaszcza w Europie, gdzie seriale kryminalne od dawna były bardziej surowe, mroczne i głębiej zaglądały w ludzką psychikę. Nie bez powodu nordic noir od lat cieszy się ogromnym zainteresowaniem czytelników, jak i widzów. Skandynawskie kryminały dały nam Wallandera, a bez niego Ystad nigdy już nie będzie takie samo. Jakie tytuły warto obejrzeć w letnie weekendy? Przedstawiamy nasze propozycje.
Henning Mankell, twórca cyklu powieściowego o detektywie Kurcie Wallanderze, w mistrzowski sposób opisał szwedzką rzeczywistość lat 90. i początku XXI wieku. Jego bohater, zwykły mężczyzna w średnim wieku tuż po rozwodzie, który nie potrafi ułożyć sobie życia sam ze sobą, a co dopiero z inną osobą, to majstersztyk. Mankell był mistrzem obserwacji i świetnie opisywał pułapki ludzkiej natury. Wallander to doskonały detektyw, ale przeciętny mężczyzna mający przeciętne marzenia – o domu na wsi, spacerach nad morzem z psem i być może życiu z kobietą, o ile trafi na tę właściwą.
Cykl powieściowy Mankella zakończył się w momencie gdy przed bohaterem zawisła wizja emerytury, ale i uzasadniony lęk o to, czy dopadnie go ta sama choroba, co ojca. O młodości detektywa wiedzieliśmy co nieco ze wspomnień przy okazji rozmów z dorosłą córką, albo starzejącym się ojcem. Co jednak gdyby skupić się tylko na tym?
W serialu „Młody Wallander” z 2020 roku, poznajemy bohatera na długo przed jego głośnymi śledztwami. Niestety nie jest to typowy prequel z akcją toczącą się w latach 60., ale współcześnie. Mamy więc do czynienia z rebootem, przedstawiający nową wersję bohatera, którego kochają miliony fanów szwedzkiego kryminału. Młody Wallander rozpoczyna swoją policyjną karierę, a my towarzyszymy bohaterowi w jego pierwszych śledztwach.
Dwa sezony po sześć odcinków dają szansę, żeby zanurzyć się w zupełnie nowej opowieści. W końcu to Wallander (w tej roli szwedzki aktor Adam Pålsson), ale bez doświadczenia, poglądów i świadomości znanej z książek. Ciekawa perspektywa i na pewno rzecz warta uwagi dla wielbicieli nordic noir.
Przenieśmy się do Danii. Tam właśnie toczy się akcja „Kasztanowego ludzika”. Tutaj też mamy do czynienia z dwoma sezonami, które dzieli aż pięć lat. Serial zadebiutował w 2021, a z nową odsłoną wrócił w tym roku. To dwie odrębne historie, ale łączą je wyjątkowo brutalne zbrodnie i bezsilność śledczych wobec okrucieństwa sprawców.
Skandynawskie kryminały charakteryzują się dużą wnikliwością portretowania sprawców. Poszukują informacji o ich motywacjach, cechach charakteru. Twórcy chcą nam powiedzieć, dlaczego doszło do zbrodni i co popchnęło mordercę do takiego, a nie innego czynu. Nie znaczy to, że sympatyzujemy z nimi. Po prostu czasem jesteśmy w stanie zrozumieć ich trudne życiowe położenie, ale nie oznacza to automatycznie usprawiedliwiania zbrodni. Dużo trudniej jest zobaczyć w mordercy człowieka niż wierzyć, że to ktoś z gruntu zły i że my nigdy nie zachowalibyśmy się tak jak on.
W przypadku „Kasztanowego ludzika” i drugiego sezonu o podtytule „Zabawa w chowanego”, twórcy dosyć brutalnie obchodzą się z bohaterami, nie oszczędzają ich skazując na wyjątkowo trudne śledztwo. W najnowszym sezonie mamy także duży suspens, który na pewno zaskoczy widzów i wpłynie na ich ocenę całości.
Siłą skandynawskich kryminałów jest człowiek. Zwykły śledczy, który nie ma żadnych super mocy, do czego przyzwyczaiły nas amerykańskie seriale detektywistyczne. Pościg za sprawcą to efekt żmudnej pracy, braku snu i często braku życia prywatnego. To wysoka cena, jaką płacą bohaterowie „Kasztanowego ludzika”, a na koniec wcale nie mają ochoty powiedzieć, że „było warto”.
W serialu oglądamy m.in. Danicę Ćurčić, Mikkela Boe Følsgaarda, ale i Sofie Gråbøl znaną z innego głośnego duńskiego kryminału, zatytułowanego „Forbrydelsen” z 2009 roku. Sofie Gråbøl wcieliła się tam w postać detektyw Sarah Lund. Serial doczekał się amerykańskiej wersji pt. „The Killing”, a w nim główną rolę kobiecą zagrała Mireille Enos. „Forbrydelsen” to najbardziej znany duński kryminał, który doczekał miała serialu kultowego.
Czytaj także: Odważnie o dojrzewaniu do śmierci? Trzy najlepsze seriale na najtrudniejszy temat
Brytyjsko-irlandzki serial z 2013 roku pokazał talent Gillian Anderson, która na zawsze odcięła się od szufladki „Z archiwum X” i od tamtego momentu zaczęła występować w bardzo zróżnicowanym repertuarze odnosząc sukces w produkcjach kostiumowych (np. „The Crown”), obyczajowych („Sex Education”), czy dramatach politycznych („Mocny temat”).
W „Upadku” (oryg. „The Fall”) wciela się w ambitną profesjonalistkę Stellę Gibson, inspektorkę z jednym zadaniem - ma schwytać seryjnego mordercę. Akcja toczy się współcześnie w Belfaście, a sprawca jest nieuchwytny dzięki wypracowanym strategiom i wizerunkowi idealnego męża i ojca.
Serial w momencie debiutu zachwycił widzów realizmem w pokazywaniu działania sprawcy i wykorzystywanych przez niego metod. Poznaliśmy jego życie, rodzinę, codzienność. Wiedząc o nim tak wiele, jeszcze trudniej było zrozumieć „dlaczego”. „Upadek” drobiazgowo analizuje osobowość mordercy i jego mechanizmy radzenia sobie w świecie, unikania odpowiedzialności, ale i poczucia wyjątkowości.
W rolę mordercy wcielił się Jamie Dornan, którego cały świat miał za chwilę poznać dzięki roli w filmie „Pięćdziesiąt twarzy Greya”. Jako serialowy Paul Spector fascynował i budził przerażenie. Sceny wspólne, gdy oglądaliśmy zarówno Gillian Anderson, jak i Jamiego Dornana pokazały, jak doskonały scenariusz i wyśmienita obsada aktorska podnoszą poziom produkcji o kilka pięter.
W tym właśnie kryje się wielka moc europejskich kryminałów – detale są ważne dla twórców. W przeciwieństwie do popularnych amerykańskich „procedurali”, na szczęście powoli odchodzących do lamusa, europejskie kryminały stawiają na indywidualizm. W produkcjach szwedzkich, czy brytyjskich dostajemy ciekawą historię i bohatera, któremu jesteśmy w stanie uwierzyć, zrozumieć jego położenie i nawet współczuć, mimo że wciąż nie zgadzamy się z tym, co zrobił.
Scenariusz, gdzie nie brakuje miejsca na kontekst, lokalny koloryt, poznanie społeczności, zawsze przyciągnie większą uwagę niż produkcja, w której zabraknie ekspozycji. Niedoskonali bohaterowie, jak Kurt Wallander sprawili, że chcemy ich poznawać, bo wzbudzają nasze zaufanie. Łatwiej nam identyfikować się z postaciami tak samo niedoskonałymi jak my.
W serialach brytyjskich stawiających na naturalnych wygląd bohaterów, możemy utożsamiać się z postaciami poza kanonem. Tendencja amerykańskich produkcji do pokazywania idealnych ciał i wizerunków sprawiła, że mało kto ma ochotę zagłębiać się w problemy postaci, z którą nic nas nie łączy, bo jej idealny wygląd buduje dystans między bohaterem a widownią.
Czytaj także: Fenomen seriali na podstawie prozy Harlana Cobena. Czy „Za wszelką cenę” też będzie hitem?
Z tego powodu wielkim hitem okazał się wspominany już serial „Forbrydelsen”, ujmujący europejską widownię zwykłym życiem bohaterów. Amerykanie tworząc własną wersję „The Killing” (pol. „Dochodzenie”) nauczeni duńskim doświadczeniem również postawili na naturalny wygląd bohaterów, dzięki czemu Mireille Enos i Joel Kinnaman jako Sarah Lund i Stephen Holder zyskali wielką popularność wśród widowni amerykańskiej i europejskiej.
Serial opowiadał o śmierci młodej dziewczyny i początkowo był porównywany do „Twin Peaks” i kultowego hasła „Kto zabił Laurę Palmer?”. Z czasem jednak okazało się, że ma swój własny rytm, opowiada nie tylko o zagadce, ale i żałobie rodziny, stracie i życiu po wielkiej tragedii. Akcja toczy się dwadzieścia dni, a każdy z nich wypełniony jest żmudnym śledztwem, przesłuchaniami, wyjazdami w teren, brakiem przerw w pracy.
Przykład „Forbrydelsen” stał się przełomowy, jeśli mowa o tym, skąd wziął się fenomen skandynawskich seriali. Amerykańscy widzowie odkryli, że można opowiadać ciekawe historie o nieidealnych bohaterach, którym brakuje czasu na sen, posiłki, czy założenie czystej koszulki.
Takie postaci jak Kurt Wallander i Sarah Lund są przykładem wyłomu w myśleniu o kryminalnej produkcji. Dowodzą, że najciekawsze jest to co zwykle i codzienne. Że tajemnica może kryć się w rutynie i nudnym życiu małej, lokalnej społeczności. Bo najciekawsze sekrety kryje ludzka natura.