1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seriale
  4. >
  5. Moda na rebooty i kontynuacje. Seriale, które dostały drugie życie

Moda na rebooty i kontynuacje. Seriale, które dostały drugie życie

Fot. materiały prasowe
Fot. materiały prasowe

Odsłuchaj artykuł

Małgorzata Major - Moda na rebooty i kontynuacje. Seriale, które dostały drugie życie

00:00
15s
0,5 x
15s
Reaktywacje kultowych seriali amerykańscy producenci realizują z powodzeniem od co najmniej dekady. Kontynuacje wielkich hitów, jak i nowe opowieści w znanym uniwersum sprawdzają się doskonale, ponieważ najbardziej lubimy te melodie, które już dobrze znamy. Powroty do przeszłości to odpowiedź na rosnące retro potrzeby współczesnej widowni.

Czasem jednak seriale wracają tylko po to, aby okazało się, że jednak „to nie to samo co kiedyś”. Widownia ma nadzieję, że oglądając ulubionych bohaterów po latach, odczuje to samo uczucie beztroski towarzyszące jej w młodości. W końcu nostalgia to tak naprawdę tęsknota za powrotem do domu rodzinnego, czyli za nami samymi z przeszłości, a konkretny serial, czy bohater może pomóc nam wzmocnić to uczucie.

Spis treści:

  1. „Twin Peaks”
  2. „Z archiwum X”
  3. „I tak po prostu”
  4. „Różowe lata 90.”
  5. „Dexter: Zmartwychwstanie”

„Twin Peaks”

Tak było gdy w 2017 roku powrócił serial „Twin Peaks”. Widzowie pamiętający premierę z 1990, mogli przenieść się wspomnieniami do czasów gdy tę produkcję oglądali na kineskopowym telewizorze, czekając na konkretną godzinę, żeby nie przegapić premiery w telewizji linearnej. Od emisji pierwszego sezonu „Twin Peaks” zmieniło się wszystko, technologie cyfrowe i VOD wyparły telewizję linearną, a styl życia budowany wokół ramówki telewizyjnej zamienił się na życie wokół oferty Netfliksa.

Powrót do serialu to jednak coś więcej. David Lynch i Mark Frost jako twórcy jednego z pierwszych seriali jakościowych w historii telewizji, chcieli pokazać dalsze losy bohaterów. Większość nastolatków poznanych w pierwszym sezonie, marzyła o wyjeździe z miasteczka i życiu na własną rękę, z dala od rodziców i małomiasteczkowych konwenansów. Dzisiaj to już dojrzali ludzie. Na ogół nie spełniły się ich marzenia o osiągnięciu wielkich rzeczy. Dorosłość ich rozczarowała i często nie podołali wyzwaniom, jakie kiedyś sobie postawili. Serial wraca i pyta swoich widzów, czy im udało się spełnić marzenia z młodości.

Czytaj także: Filmy dla osób, które szybko się nudzą. 10 historii tak wciągających i intensywnych, że zapomnisz o scrollowaniu

Twórcy brutalnie rozprawiają się nie tylko ze swoimi bohaterami, ale i widownią, dla której takie rozliczenie staje się równie bolesne. Jest jednak w tych powrotach coś więcej. Ponownie zanurzamy się w uniwersum agenta Dale’a Coopera (niezrównany Kyle MacLachlan) i podróżujemy z nim już nie tylko po Twin Peaks. Dawniej miasteczko było symbolem strachów i traum bohaterów, każdy zmagał się z czymś innym. Dzisiaj obserwujemy ich głównie jako zawiedzionych i sfrustrowanych samymi sobą.

Nowy sezon to także nowe analizy Białej i Czarnej Chaty, które wymyślił Lynch z Frostem i wiele godzin rozważań, o co im właściwie chodziło. W latach 90. pytaliśmy „Kto zabił Laurę Palmer?”, a dzisiaj zastanawia nas, gdzie zgubiliśmy minione 25 lat. A do takich rozważań potrzebna jest mocna kawa i cholernie dobre ciasto z wiśniami. Całe szczęście, że właśnie trwa wiśniowy sezon.

„Z archiwum X”

Drugi kultowy serial lat 90., czyli „Z archiwum X”, w którym wystąpili Gillian Anderson i David Duchovny (znany również z występu w „Twin Peaks”) jako agentka Dana Scully i agent Fox Mulder, wrócił do nas dwa razy. Nowe odcinki serialu oglądaliśmy w 2016 i 2018 roku, a obecnie powstaje klasyczny reboot z nową obsadą.

To co charakterystyczne dla „Z archiwum X” Chrisa Cartera, czyli słynny spisek rządowy ukrywający prawdę o UFO, przewija się także przez nowe odcinki. W gruncie rzeczy, interesuje nas najmniej. Po latach ważniejsze są relacje głównych bohaterów, ich życie, spojrzenie na świat i to jak odnajdują się w nowej rzeczywistości. A także, czy Mulder wciąż „chce uwierzyć”.

Siłą serialu były podróże agentów FBI po całym Stanach Zjednoczonych, które ukazywały problemy małych społeczności: lokalne zmowy milczenia, przesądy, brak skłonności do kompromisów. Były to fantastyczne (często też przerażające, jak w odcinku „Dom”) obrazki z życia amerykańskiego społeczeństwa końca XX i początku XXI wieku i za tym wielu fanów tęskni najmocniej.

„I tak po prostu”

Na ten powrót czekały widzki na całym świecie. Kontynuacja „Seksu w wielkim mieście” zatytułowana „I tak po prostu” wystartowała w 2021 i nie okazała się takim hitem, na jaki wszyscy liczyli. Głównym problemem była presja, jaką narzucili sobie twórcy. Darren Star i Michael Patrick King tak bardzo chcieli naprawić wszystkie wpadki z lat 90., niezręczne żarty, niestosowne rozmowy, nieodpowiednie sytuacje, że skupili się na wygłaszaniu przez bohaterki monologów, które miały nas przekonać, że one już myślą inaczej, właściwie.

Miranda, Carrie i Charlotte (przy wymownym braku Samanthy) powróciły po latach z nowymi emocjami i nowymi planami na życie. Zanim jednak na dobre się rozkręciły, HBO zamknęło produkcję po trzech sezonach. Wiele w niej było słabości, ale skoro już bohaterki wróciły, miło byłoby spędzić z nimi więcej czasu.

Czytaj także: Spuścizna Carrie Bradshaw. Nowe dziewczyńskie seriale dla zetek

Jako kobiety przed sześćdziesiątką, miały zupełnie inne plany niż trzydzieści lat temu. Miranda i Carrie wciąż poszukiwały miłości, ale skupiając się na sobie, a nie uszczęśliwiając cały świat wokół. Fakt, że Miranda spotykała się z kobietami był głośno krytykowany, jako że wcześniej bohaterka nigdy nie mówiła o swojej nienormatywnej seksualności. Z czasem jednak, twórcy przekonali nas, że każdy, również Miranda ma prawo do eksplorowania swojej seksualności tak jak tego chce.

Rozstanie z bohaterkami było nagłe i gwałtowne i najprawdopodobniej ostateczne. Zawsze jednak można wrócić do początku i po raz kolejny odbyć podróż z grupą dziewczyn z Manhattanu dopiero co wkraczających w trzydziesty rok życia.

„Różowe lata 90.”

Po wielkim sukcesie kultowych „Różowych lat 70.”, Netflix zdecydował się zaryzykować i stworzyć po 17 latach reboot z nowym pokoleniem dzieciaków wałęsających się po piwnicy Kity i Reda. Tym razem lato u dziadków spędzać miała córka Ericka i Donny, Leia (Callie Haverda). Nowe pokolenie, nowe czasy, nowy serial.

Netflix czerpiąc z nostalgii widzów kochających „Różowe lata 70.” wprowadza gościnnie obsadę znaną z oryginału, dzisiaj już w roli rodziców kolejnego pokolenia zbuntowanych dzieciaków. Niestety zabrakło pomysłu na wciągający scenariusz. Serial nie był atrakcyjny dla współczesnych nastolatków nieznających wielkiego poprzednika, a dorosła widownia nie miała powodu aby śledzić perypetie dzieciaków, z którymi nic ich nie łączy. Gościnne występy gwiazd oryginału nie wystarczyły, aby utrzymać uwagę widzów. Serial zakończono po emisji trzech sezonów.

Serialowe wznowienia produkcji dla nastolatków obarczone są częstym ryzykiem porażki. Podobnie było w przypadku serialu „90210”, który w 2008 roku rozgrywał się w uniwersum „Beverly Hills 90210”. Przetrwał pięć sezonów tylko dlatego, że twórcy zdecydowali się skupić na nowym pokoleniu i zrezygnowali z gościnnych występów gwiazd oryginalnej produkcji. A te początkowo miały być największym atutem serialu.

„Dexter: Zmartwychwstanie”

Dextera Morgana (w tej roli Michael C. Hall) nie trzeba nikomu przedstawiać. Serial o seryjnym mordercy zabijającym tylko „tych złych” stał się hitem na całym świecie już dwadzieścia lat temu. Przez wiele sezonów oglądaliśmy Dextera jako pracownika policji w Miami, obserwowaliśmy jak okłamuje bliskich, rozprawia się z własnymi demonami i usiłuje stworzyć rodzinę. Finał produkcji z 2013 roku nie przypadł fanom do gustu, był nierealistyczny nawet w obrębie uniwersum i absurdalny. Dlatego sceptycznie podchodzili do reaktywacji z 2021, zatytułowanej „Dexter: Nowa krew”.

Po niej przyszły dwie kolejne produkcje. Jedna opowiadała o młodości Dextera i nosiła tytuł „Dexter: Grzech pierworodny”, a druga kontynuowała akcję z „Dextera: Nowej krwi”. Serial „Dexter: Zmartwychwstanie” pokazuje nam dalsze życie bohatera, konfrontacje z duchami przeszłości i życie w Nowym Jorku gdzie próbuje naprawić relacje ze swoim synem.

Czytaj także: Na taką męskość nie ma już przyzwolenia. Filmy i seriale, których bohaterowie się przeterminowali

Morgan zaczynał jako klasyczny antybohater, kochaliśmy go nienawidzić. Zabijał ludzi, czerpał z tego satysfakcję, a na co dzień częstował kolegów z policji pączkami, które co rano przynosił do pracy. Dwie twarze, dwie postawy, jeden człowiek.

Dexter cały czas się zmienia. Kiedyś chciał nauczyć się czuć jak człowiek. Cierpieć, kochać, odczuwać te same emocje, co jego bliscy. Teraz jednak, wedle zapowiedzi twórców, zobaczymy bohatera, który już nie chce udawać, chce być sobą na własnych warunkach.

Dexter Morgan to bohater, który otrzymał czwarty serial, więc wygląda na to, że widzowie naprawdę go kochają i nie chcą się z nim rozstawać. Ośmioletnia przerwa dobrze wszystkim zrobiła. Bohater wrócił, gdy moda na true crime przybrała gigantyczne rozmiary, ale tym samym dała scenarzystom nowe tematy: podcastasterów i twórców true crime, którzy interesują się zbrodniami Dextera.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE