1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Jelita podziękują ci za większą ilość tego składnika w diecie. Nie chodzi o białko

Jelita podziękują ci za większą ilość tego składnika w diecie. Nie chodzi o białko

(Fot. Arthur Elgort/Conde Nast via Getty Images)
(Fot. Arthur Elgort/Conde Nast via Getty Images)
Chcesz zadbać o mikrobiotę jelitową? Jedz błonnik. Jest jak paliwo dla silnika. Bez niego system nie działa.

Spis treści:

  1. Dlaczego błonnik jest ważny dla zdrowia jelit?
  2. Jak błonnik wpływa na mikrobiotę i trawienie?
  3. W jakich produktach szukać błonnika?

Tekst pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 06/2026.

Dlaczego błonnik jest ważny dla zdrowia jelit?

Nie jestem fanką modnych trendów żywieniowych; to, co prezentuje nam Instagram czy TikTok zwykle budzi niepokój wśród ekspertów, ale… Wpiszę się w nowy nurt i opowiem wam o fibermaxxingu! Jeszcze niedawno świat żywienia mówił zgodnie: więcej białka. Proteinowe jogurty, batoniki, pieczywo, wędliny i nabiał (naturalne źródła białka sprzedawane jako jeszcze bardziej proteinowe).

Aż tu nagle na scenę wkroczył on – błonnik. Nie ma w nim nic spektakularnego. Nie buduje mięśni, nie daje natychmiastowego efektu „wow” (chociaż niekiedy tak bywa – jeśli chodzi o wypróżnienia). To jednak nie sprzedaje się dobrze w marketingu. No bo jak ładnie opowiedzieć o tym, że jeżeli zjesz więcej błonnika, to zrobisz piękną kupę? Mało sexy.

A jednak to właśnie on zaczyna dziś przejmować rolę najpopularniejszego składnika diety. Trend nazwany w mediach społecznościowych „fibermaxxing” polega na jednym: jeść więcej błonnika. Prosto, niemal banalnie. A jednak dla większości z nas rewolucyjnie. Statystyczny Europejczyk bowiem spożywa go znacznie mniej, niż zalecają eksperci. Zamiast 25–30 czy nawet 40 gramów dziennie, zjadamy często połowę tej ilości. Trudno się dziwić – dieta oparta na przetworzonej żywności, szybkim jedzeniu i wygodzie nie sprzyja obecności pełnych ziaren, warzyw czy strączków.

Jak błonnik wpływa na mikrobiotę i trawienie?

Za powrotem błonnika stoi nauka.

Ostatnio mikrobiota jelitowa zyskała status niemal osobnego organu, wpływającego nie tylko na trawienie, ale też odporność, nastrój, a nawet ryzyko chorób przewlekłych.

A błonnik jest dla niej tym, czym paliwo dla silnika – bez niego system po prostu nie działa. Podczas jego fermentacji produkowane są m.in. krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe, które m.in. uszczelniają jelita i działają przeciwzapalnie.

Co więcej, błonnik zaczyna być postrzegany jako naturalny regulator apetytu. Spowalnia trawienie, wydłuża uczucie sytości, stabilizuje poziom glukozy. W czasach, gdy popularność zdobywają leki wpływające na hormony sytości, jak semaglutyd, dieta idzie w podobnym kierunku – tylko bez recepty.

Błonnik spowalnia opróżnianie żołądka, zmniejsza skoki glukozy i insuliny, dzięki czemu nie doświadczamy „zjazdów” i osłabień, a przez to – silnych napadów głodu.

Błonnik, wiążąc kwasy żółciowe, obniża poziom cholesterolu w organizmie, chroniąc układ krążenia, zmniejszając ryzyko zawałów i udarów. Babka płesznik ma udokumentowane działanie wydzielające żółć i zmniejszające ryzyko kamicy w woreczku żółciowym.

Rynek, jak zawsze, nie pozostaje w tyle. Na półkach pojawiają się produkty high fiber, przekąski gut-friendly i napoje wspierające mikrobiotę. Błonnik zaczyna być dodawany tam, gdzie wcześniej go nie było – trochę jak kiedyś białko. Można odnieść wrażenie, że historia zatacza koło, tylko tym razem bardziej świadomie.

W jakich produktach szukać błonnika?

Ale co my możemy zrobić, żeby nie sięgać po te wzbogacone produkty, a być w trendzie fibermaxxing? Nie musimy szukać „suplementów białka”, „przekąsek wzbogaconych w błonnik” czy „przyjaznych jelitom” produktów. Sięgajmy po: płatki owsiane, otręby, kaszę gryczaną, jęczmienną i pęczak oraz pieczywo pełnoziarniste (żytni, razowy chleb). Także rośliny strączkowe (soczewica, ciecierzyca, fasole, bób i groch). Do tego brokuły, kalafior, brukselka, marchew, buraki, jarmuż czy fasolka szparagowa i owoce jagodowe: maliny, borówki, jagody, jeżyny, truskawki!

A wszystko posypane siemieniem lnianym, nasionami chia, pestkami dyni i słonecznika oraz orzechami (nie więcej niż garść dziennie). I popite wodą – w przeciwnym razie osiągniemy odwrotny skutek. Chwilowa moda? Może. Jeśli tak, to jedna z tych, które mają sens. Jest powrotem do podstaw. I może w prostocie tkwi jej siła. Bo czasem największą rewolucją nie jest odkrycie nowego superfood, tylko przypomnienie sobie o tym, co od dawna było na talerzu. A raczej – co powinno na nim być.

Katarzyna Błażejewska-Stuhr, dietetyczka kliniczna, psychodietetyczka. Prowadzi blog kachblazejewska.pl, autorka „Poradnika pozytywnego jedzenia” i podcastu „Jelita – twój drugi mózg” (na: zwierciadlo.pl).

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE